nowości

Czerwcowe nowości... ;)

czerwca 30, 2013 Ruda 53 Komentarzy

Hej :)
Na koncercie wczoraj nie byłam, ale noc i tak była świetna! Powiem Wam,że to super uczucie obudzić się w niedzielę i wiedzieć,że jutro jest poniedziałek a i tak ma się wolne :DD

Dziś pora na czerwcowy przegląd nowości. Końcem maja obiecałam sobie i Wam w tym poście,że wydam mniej no i nie ukrywając udało się.

I po kolei...
Zamówienie z FM, perfumy klasyczne sprawdzone 81 i na spróbowanie 18, do tego róż do policzków(jest fantastyczny!!) i baza pod cienie. Zapłaciłam: 74,41zł. Po normalnych cenach jeszcze drożej :P
Przesyłka od Dabur, czekałam na nią bardzo długo,ale w ramach rekompensaty otrzymałam dodatkowo dwa produkty, więc warto było czekać. Kokosowy olej Vatika już testowany- jest świetny! Amla chłodząca, ziołowa pasta do zębów i krem do stylizacji włosów.
Przesyłka od drogerii ezebry, znalazł się w niej piękny lakier z Manhatannu, w moim ulubionym szarym kolorze, błyszczyk z tej samej firmy, i róż z Almay. 
Ostatnia paczka od Skarbów Matki, mamą nie jestem,ale kiedyś pewnie będę ;-) Wybrałam piankę do higieny intymnej, budyń pomarańczowo-czekoladowy, który pachnie cudnie i oliwkę pielęgnacyjną z  myślą o włosach oczywiście.
I na koniec chwalone już milion razy chusteczki z Biedronki, szczotka i korektor z Avonu oraz peeling do ciała od Farmony o zapachu owoców leśnych. Dostałam taki w maju, i oddałam go znajomej, a teraz wyszło z tego tyle,że sama go sobie kupiłam :P Zapłaciłam: 23zł.

Tak więc w sumie w czerwcu wydałam na kosmetyki: 97,41zł jestem z siebie zadowolona bo w porównaniu z majem jest to kwota maleeeńka. W lipcu chyba prócz kupienia wreszcie kolejnej paletki ze sleeka już nic więcej nie planuję,ale co z tych planów wyjdzie zobaczymy za miesiąc.

Jutro będzie denko- popisałam się :) a we wtorek wyniki rozdania.





A tymczasem zapraszam Was na rozdanie u Kasi :)
TUTAJ 



Addicted to cosmetics

53 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

bioderma,

Płyn micelarny- Bioderma

czerwca 29, 2013 Ruda 36 Komentarzy

Hej!
Pogoda średnia, mnie dopadło chyba lekkie przeziębienie, na głowie olej bo  jeśli tylko nie będzie padać to wieczorem jadę do Makowa na koncert Zagrobelnego, nie żebym go jakoś specjalnie wielbiła, ale ma kilka fajnych piosenek więc po co marnować taką okazję ;)

Dziś o produkcie od Biodermy- płyn micelarny Sensibio H2O.
Od producenta:  Stawiając na innowacje, Laboratoire Dermatologique BIODERMA było pionierem w dziedzinie płynów micelarnych

• Płyn micelarny Sensibio H2O suwa nawet wodoodporny makijaż, dokładnie oczyszczającskórę twarzy i wokół oczu
micele estrów kwasów tłuszczowych
• Jest doskonale tolerowany
• Łagodzi podrażnioną skórę i minimalizuje zaczerwienienie
wyciąg z ogórka
• Daje natychmiastowe uczucie świeżości
• Nie zawiera alkoholu, środków zapachowych ani fenoksyetanolu, hipoalergiczny
• Nie wymaga spłukiwania


WSKAZANIA:
• Codzienna pielęgnacja skóry wrażliwej
• Oczyszczanie skóry twarzy i zmywanie makijażu
• Demakijaż oczu (nawet tusze wodoodporne)



Opakowanie: Butelka o pojemności 250ml.
Konsystencja: Przeźroczysta
Zapach: Bezzapachowy.
Cena: Około 40zł za opakowanie.

Moja opinia: Płyn mieści się w 250ml przeźroczystej butelce. Etykietka jest biało-różowa, w podobnym odcieniu jak zamknięcie, które jest bardzo szczelne. Sam płyn jest przeźroczysty, raczej bezzapachowy. Idealnie zmywa wszystko! (dosłownie i w przenośni;)) Czy makijaż lekki, czy bardziej na bogato- on radzi sobie świetnie z każdym kolorowym kosmetykiem. Nie uczulił mnie, nie podrażnił. Oczka po nim nie bolą, skóra w dotyku jest bardzo przyjemna, i nie trzeba już jej niczym innym przemywać. Cena wysoka, jednak bardzo często jest on w promocji x2 za 45zł. Warto się skusić!
6/6

Lubicie? 
 Addicted to cosmetics



36 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

bingospa,

Energizujące algi pod prysznic- BingoSpa

czerwca 28, 2013 Ruda 22 Komentarzy

Cześć,
Jestem! Skończyłam szkołę, odebrałam świadectwo, wieczorem zdałam test do bierzmowania- jestem prawie wolna! W poniedziałek zrobić zdjęcia do legitymacji i później zawieźć dokumenty i już naprawdę wolne.

Dziś na temat energizujących alg pod prysznic z zieloną herbatą od BingoSpa.
Od producenta: Delikatnie kremowe algi BingoSpa pod prysznic w formule żelu, z odświeżającą  zieloną herbatą.

Algi dostarczają skórze mnóstwa odżywczych substancji i minerałów: witaminy grupy B, witamina C chroniąca przed wolnymi rodnikami, aminokwasy zapewniające skórze właściwe nawilżenie i wiele innych, z których Twoja skóra będzie zadowolona.

Kremowa piana BingoSpa zostawi na Twojej skórze uczucie świeżości i rześkości, a Ty będziesz się cieszyć dobrym samopoczuciem do następnej kąpieli.

Opakowanie: Przeźroczysta butelka o pojemności 300ml.
Konsystencja: Gęsta.
Zapach: Delikatny.
Cena: 8zł za opakowanie tutaj.
Moja opinia:  Algi od Bingo, są zamknięte w 300ml, przeźroczystym opakowaniu, przez które dokładnie widać, ile produktu zostało. Jak w przypadku innych produktów, które używałam tu na szczęście nie ma etykietki, która niszczy się gdy tylko spotka się z wodą. Niestety na opakowaniu nie ma też żadnych informacji dotyczących używania itd, napisany jest tylko skład. Otwór jak zwykle jest duży, jednak dzięki temu,że żel jest dosyć gęsty, nie mam problemów z jego "wylewaniem". Kolorek mocno zielony, fajnie się pieni. Zawiódł trochę zapach, bo liczyłam na coś mocniejszego, woń jest delikatna, krótko się utrzymuje. Ogólnie dobrze myje, skóra jest odpowiednio oczyszczona. Obowiązkowo jednak trzeba się po nim czymś posmarować. Reasumując nic specjalnego. Produkt, który jestem w stanie postawić na równi z jeszcze tańszymi i bardziej dostępnymi żelami. 
-4/6 

Jak Wasze odczucia?
Addicted to cosmetics

22 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

dezodorant,

Antyperspirant- Dove Go Fresh

czerwca 26, 2013 Ruda 46 Komentarzy

Cześć,
Pogoda się trochę popsuła,ale i tak jestem zadowolona. Już prawie oficjalnie skończyłam szkołę, jutro mamy akademię na zakończenie roku, komers a w piątek po świadectwa. Pamiętam jak trzy lata temu na początku września po raz pierwszy poszłam do tej szkoły. Lekko przestraszona i ciekawa. Kiedy ten czas minął?

Dziś o antyperspirancie od Dove konkretnie Dove Go Fresh- Fresh Touch.
Od producenta: Dove Fresh Touch Antyperspirant w aerozolu oferuje rześki i inspirowany naturą zapach ogórka oraz zielonej herbaty. Zapewnia skuteczną ochronę przed poceniem, nawet do 48 godzin. Zawiera naturalne składniki. Pozwala skórze oddychać. 

Opakowanie: 150ml.
Zapach: Świeży, orzeźwiający.
Cena: Około 15zł za sztukę.

Moja opinia: Biało-zielona szata graficzna, ogórek i liść zielonej herbaty. Z tyłu wszystkie potrzebne informacje- tak właśnie prezentuję się opakowanie tego produktu. Bardzo spodobał mi się zapach- jest świeży, rześki, nie męczy mojego nosa. Jestem bardzo zadowolona z działania, na ubraniach nie pozostawia plam, i dobrze chroni przed poceniem. Antyperspirant to indywidualna sprawa każdej z nas. Ciężko jest polecić taki produkt i być w stu procentach pewną,że u innej dziewczyny też się sprawdzi. Nie mniej jednak uważam,że w ten warto zainwestować, u mnie sprawdził się idealnie, więc... może warto spróbować?

6/6.

Lubicie ten produkt?

  Addicted to cosmetics

46 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Joanna,

Krem do depilacji- Joanna

czerwca 24, 2013 Ruda 54 Komentarzy

Hej,
No i nie padało! Koncert był fantastyczny, dawno się tak nie wybawiłam. Spóźniłam się co prawda na KRYZYSOWĄ,ale i tak było świetnie.

Dziś na temat kremu do depilacji od Joanny.
Od producenta: Dzięki nowej formule krem zapewnia jeszcze szybszą i skuteczniejszą depilację włosów z delikatnych partii ciała. Zawiera mleczko z awokado oraz ekstrakt rumianku, które działają łagodząco i nawilżająco.

    Zapewnia szybką i skuteczną depilację delikatnych partii ciała
    jest bezbolesny i wygodny w użyciu
    posiada przyjemny, świeży zapach
    dodatkowo w opakowaniu znajduje się saszetką z emulsją nawilżająco-łagodzącą
    pozostawia gładkie i aksamitne w dotyku ciało

Opakowanie: Pudełko zawiera tubkę z kremem, szpatułkę oraz emulsje łagodzącą.
Konsystencja: Kremowa
Zapach: Rumiankowy..
Cena: Około 10zł za opakowanie.

Moja opinia: Opakowanie zawiera tubkę kremu o pojemności 100g, szpatułkę i saszetkę z emulsją łagodzącą. Krem jest kremowy, dosyć gęsty. Zapach jest bardzo intensywny i zdecydowanie przeważa w nim woń rumianku- niestety bardzo mi się nie podoba. No i najważniejsze czyli działanie. Owy krem niestety wcale nie radzi sobie z usuwaniem włosków, nawet tych najmniejszych i najsłabszych. Choć producent zaleca trzymanie go przez około 8-10 minut ja dawałam mu szansę i trzymałam go na skórze nawet przeszło 20 minut. Niestety- to również nie pomogło. Postanowiłam więc nakładać grubszą warstwę no i kolejne rozczarowanie. Produkt więc nie sprawdził się u mnie w ogóle. Jest to jeden z moich pierwszych kremów do depilacji i jestem już prawie pewna,że zostanę przy maszynkach i piance.
0/6

Macie?

Addicted to cosmetics

54 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Agafii,

Łopianowa maska do włosów- Agafii

czerwca 23, 2013 Ruda 40 Komentarzy

Cześć,
Sobota zapowiadała się ciekawie i taka też była,no ale... A zresztą. Mam tylko nadzieję,że chmury nie przyniosą wieczorem deszczu, bo przecież jadę na wspaniały koncert. Nie może padać, nie może padać, nie moooże!

Dziś po raz kolejny temat włosy, czyli trochę o łopianowej masce do włosów Agafii.
Od producenta: Bez PEG i parabenów Maska łopianowa do włosów, wzmacniająca  - Recepty Babci Agafii Maska do włosów silnie wzmacniająca. Wzmacnia cebulki włosowe. Nadaje włosom siłę i elastyczność. Regeneruje włosy, zapobiega ich łamliwości i przesuszeniu. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia Włosy stają się jedwabiste i lśniące oraz łatwe w rozczesywaniu.
Opakowanie: 300ml plastikowy słoiczek.
Konsystencja: Bardzo rzadka,lejąca.
Zapach:  Kwiatowy, delikatny.
Cena: Około 20zł za opakowanie. Możecie ją kupić tutaj.

Moja opinia: Maska jest zamknięta w plastikowym słoiczku o pojemności 300ml. Pod nakrętką czeka na nas jeszcze jedno dodatkowe zabezpieczenie produktu. Konsystencja jest bardzo rzadka, lejąca, przelewa się przez palce co powoduje,że aplikacja na włosy nie należy do najprostszych. Dodatkowo wpływa to też na wydajność produktu, aby nałożyć ją na całą długość trzeba jej wykorzystać całkiem sporo, dodatkowo też włosy szybko ją chłoną i to też jest uciążliwe. Nie mam natomiast zastrzeżeń do zapachu, jest delikatny, kwiatowy- utrzymuję się jeszcze długo po użyciu. Zapach łopianu ogólnie kojarzył mi się negatywnie, w tym kosmetyku jednak zaskoczył. Jeżeli chodzi o działanie, nie zasługuje na miano maski, a raczej na jakiejś lekkiej odżywki. Zdecydowanie zbyt lekkiej. Włosy są bardzo słabo nawilżone, wcale nie ułatwia rozczesywania, wręcz przeciwnie bez użycia później jakiegoś pomocnika rozczesanie jest trudniejsze niż zwykle. Jedynym pozytywnym działaniem jest chyba to,że włosy po niej naprawdę niesamowicie błyszczą. Nie jestem z niej zadowolona i więcej po nią nie siegne, spróbuje jednak jej koleżanki- drożdżowej. Tej nie polecam, choć skład jest korzystny działanie już niekoniecznie.
+2/6.

Miałyście?
Addicted to cosmetics


40 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

krem do rąk,

Krem do rąk- Love Me Green

czerwca 22, 2013 Ruda 28 Komentarzy

Hej,
Dziś pora na pierwszą z kilku recenzji kosmetyków Love Me Green.  No więc na tapetę organiczny rewitalizujący krem do rąk.
Od producenta: Dzięki specjalnie skomponowanej formule ten organiczny krem do rak skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po jego zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia.
Opakowanie: Prosta, śliczna 75ml tubka.
Konsystencja: Lekka i kremowa.
Zapach: Jest bardzo słodki.
Cena: Około 49zł.

Moja opinia: Krem mieści się w bardzo ładnie ozdobionej 75ml tubce. Opakowanie choć jest proste, przyciąga wzrok i zachwyca. Konsystencja jest lekka i kremowa, wystarczy naprawdę niewielka ilość,aby dokładnie nakremować obie dłonie. Kremik wchłania się około minutki-dwóch, po tym czasie na dłoniach nie czuć już tłustej warstwy. Ma bardzo charakterystyczny- słodki zapach. Nie mam pojęcia co przypomina... mogłabym go położyć obok woni cynamonu choć to nie jest dokładnie to. Utrzymuje się jednak długo po nałożeniu go na dłonie. Po użyciu łapki przez długi okres czasu są miękkie i przyjemne w dotyku, jeśli jednak chodzi o nawilżenie...tu już nie jest tak dobrze. Krem nakładam jednak co kilka godzin więc za bardzo mi to nie przeszkadza. Przeszkadza mi jednak bardzo cena, bo produkt choć jest fajny więcej raczej nie zagości w mojej łazience. 50 zł to za dużo...
-4/6

Lubicie kosmetyki Love Me Green?

Addicted to cosmetics

28 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

eveline,

Serum antycellulitowe- Eveline

czerwca 21, 2013 Ruda 23 Komentarzy

Hej,
Pozdawałam,pozdawałam! Hip hip! Hurra! Hip hip! Hurra! HURRA! HURRA HURRA! :D

Dziś trochę na temat super skoncentrowanego serum antycellulitowego od Eveline. Dzięki Wizażowi24 miałam możliwość go używać. Dziś mija miesiąc i jeden dzień odkąd to serum codziennie gości na mojej skórze. Opakowanie powoli się kończy i myślę,że zdąży zająć miejsce w denkowej czerwcowej reklamówce.
Od producenta:  Eveline Slim Extreme 3D serum antycellulit:

    rzeźbi partie ciała dotknięte cellulitem
    w widoczny sposób zwalcza rozległy i uporczywy cellulit
    zapobiega nawrotom cellulitu
    dzięki intensywnie skoncentrowanej formule o przedłużonym działaniu umożliwia skuteczne oddziaływanie substancji czynnych na komórki tłuszczowe
    usuwa objawy cellulitu i redukuje jego przyczyny
    reguluje metabolizm lipidów
    widocznie zmniejsza zagłębienia i nierówności na skórze
    usprawnia mikrokrążenie skórne
    zapobiega powstawaniu obrzęków i usuwa toksyny z tkanek
    dzięki usprawnieniu procesów wewnątrzkomórkowych, efekty są utrwalone na dłużej
    „pomarańczowa skórka” ulega wyraźnej redukcji, a skóra odzyskuje gładkość
    pozostawia przyjemne uczucie chłodzenia na skórze
    skuteczność preparatu zależy od regularnego stosowania


Opakowanie: Pomarańczowa tubka o pojemności 250ml.

Konsystencja: Raczej kremowa.
Zapach: Chemiczny...
Cena: Około 17zł za opakowanie. Do kupienia tutaj.

Moja opinia: Serum jest zamknięte w poręcznej 250ml pomarańczowej tubce. Na zewnętrznej stronie pokazane są wszystkie obietnice producenta co do działania produktu. Aż się oczy cieszą i serce raduję, taaak, wszystkiego tego na swojej skórze pragnę i oczekuje :D Konsystencja jest kremowa, nie jakoś specjalnie gęsta, więc nie ma problemów z jej rozsmarowaniem. Produkt nie wchłania się szczególnie szybko, podczas tego procesu moim nóżkom towarzyszyło uczucie chłodu. Jego stopień był jednak bardzo zróżnicowany, czasem było mi normalnie aż zimno, a czasem czułam się jakby powiewał delikatny wiatr... wydaje mi się,że produktu zawsze nakładałam tyle samo więc szczerze nie mam pojęcia od czego to zależy. Zapach nie jest przyjemny, zdecydowanie przeważa w nim chemia, czasem daje się jednak wyczuć delikatną woń cytrusów, w każdym razie nie utrzymuje się długo i to najważniejsze. Lato- czas krótkich spodenek, spódnic, sukienek... każdej z nas zależy,żeby wyglądać jak najlepiej a przy tym jeszcze tak się czuć. Postanowiłam rozpocząć walkę z moimi niedoskonałościami i na pierwszy rzut poszło właśnie to serum (mam też w zanadrzu inne ambitne plany!;)). Po rozprowadzeniu skóra faktycznie jest bardziej ujędrniona i gładka. Przy okazji też zaczęłam trochę ćwiczyć, i wprowadziłam więcej "zielonego" w moją dietę. Jeżeli chodzi o efekt wyszczuplenia, czuje się chudsza, widzę to, waga to pokazuje, spodnie, które spadają to pokazują :D myślę,że produkt również miał na to wpływ. No i rozstępy.. te okropne, białe rozstępy, są takie jakieś bledsze, mniej widoczne... Reasumując jestem z tego produktu zadowolona, myślę,że w połączeniu z jeszcze intensywniejszymi ćwiczeniami, może przynieść wiele korzyści. Cena jest niska, preparat wydajny, ogólnie dostępny.
 -5/6


Lubicie produkty Eveline?

Addicted to cosmetics

23 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

fluid,

Fluid matujący- Under Twenty

czerwca 20, 2013 Ruda 51 Komentarzy


Hej,
Ostatnio było mnie trochę mniej niż zwykle,ale to już koniec braku czasu. Jutro zdaję historię i matematykę i na tym kończę moją edukację :P Korzystając ze słońca, mam zamiar się przy tym trochę poopalać, wcześniej jednak chciałam Wam trochę napisać o...

Fluidzie matującym BEIGE MATT 130 z Under Twenty.
Od producenta:     Innowacyjna formuła fluidu aksamitnie otula cerę grapefruitową świeżością. Niedoskonałości przestają być widoczne, a skóra staje się naturalnie gładka i matowa.

Skuteczność potwierdzona dermatologicznie.


Opakowanie: Plastikowe o pojemności 30ml z zaopatrzone w precyzyjną pompkę.
Konsystencja: Lekka, kremowa.
Zapach: Owoce,owoce!
Cena: Około 16/17 zł za opakowanie.

Moja opinia: Fluid jest zamknięty w plastikowym 30ml opakowaniu, które zawiera pompkę dzięki, której aplikacja produktu jest łatwa, i higieniczna. Na rękę dostaję tyle produktu ile potrzebuje. Konsystencja jest lekko kremowa, już niewielka ilość wystarczy na całą twarz, łatwo się rozprowadza.Zapach? Na opakowaniu piszę,o grejpfrucie podeszłam do tego trochę sceptycznie, ale naprawdę CZUĆ GO! Na skórze nie pozostawia smug. Nie ma też mowy o suchych skórkach, ogólnie twarz po użyciu wygląda naprawdę świetnie, fluid faktycznie matuje, no i radzi sobie z tym całkiem dobrze.Krycie jest dobre w kierunku do bardzo dobrego, małe niedoskonałości to dla niego nie problem. Kolor co prawda dosyć ciemny, a ja jestem jasna:P mimo to jednak nie tworzy na mojej buzi sztucznej maski. Gdy wracam ze szkoły (po około7godz) buzia naprawdę wygląda prawie tak samo jak rano i nie trzeba zbyt wielu poprawek,żeby było idealnie. Za 30 ml zapłacimy około16/17zł produkt jest dostępny choćby w Rossmanie. Jest dostępny w trzech wersjach: 130- Beige Matt, 120- Natural Matt i 110- Sandy Matt.
+5/6

Lubicie?  
Addicted to cosmetics

51 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balea,

Krem- Balea

czerwca 16, 2013 Ruda 50 Komentarzy

Hej,
Weekend był męczący choć właściwie nie robiłam nic specjalnego. Najlepszy dowód na to,że nic nie robienie też może człowieka zmęczyć. Jak sobie pomyślę,że jeszcze tylko pięć dni czegoś sensownego w szkole (w przyszły poniedziałek konferencja i wiadomo,że po niej to już nic się nie robi;)) to moje serce się raduje. No i za tydzień o takiej porze będę na koncercie Lady Pank :DD


Dzisiejszy post będzie smaczny i orzeźwiający mowa o kremie od Balei, o wdzięcznej nazwie Sunny Peach.
Od producenta: -
Opakowanie: Plastikowy, biało-pomarańczowy słoiczek o pojemności 500ml w środku zabezpieczony sreberkiem.

Konsystencja: Pomarańczowa, lekka maź.
Zapach: Delikatna, słodka brzoskwinia.
Cena: 1.95 € np w DM, na allegro niestety przepłacicie. 

Moja opinia: Brzoskwinkę od Balei otrzymujemy w dużym 500ml plastikowym opakowaniu. W środku krem jest zabezpieczony sreberkiem. Konsystencja jest koloru blado pomarańczowego, jest lekka, idealnie się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Zapach jest wspaniały, jako tako nie lubię brzoskwiń, ale zawsze byłam zauroczona ich wonią. Krem pachnie właśnie jak cały koszyczek świeżo zerwanych owoców, dodatkowy ta przyjemna woń utrzymuje się zarówno na skórze jak i na włosach. Produktu używam bowiem na kilka sposobów: pierwszy i najczęstszy to kremowanie nakładam go na całą długość włosów, spinam je w koczek i tak sobie żyję przez 2/3h, po umyciu włosy są fantastycznie miękkie, super się układają i wspaniale pachną. Drugi sposób to po prostu krem do rąk- lubię kremować łapki, a dzięki Balei nie dość,że są super nawilżone to jeszcze pachną, podobnie jest z kremowaniem całego ciała. Czasem nakładam też krem na twarz i gdy już się doszczętnie wchłonie buźka jest fantastico! "Znów nam ubyło lat..." :D 8 zł za taki krem to po prostu cena rewelacyjna. Używam go prawie codziennie odkąd wpadł w moje ręce(maj) a na dzień dzisiejszy mam go nie wiele mniej niż na zdjęciu. Efekty po używaniu są natychamistowe.
No REWELACJA!
6/6


Czujecie się zachęcone?
Addicted to cosmetics

50 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

odżywka,

Szampon&odżywka 2w1- Timotei

czerwca 15, 2013 Ruda 40 Komentarzy

Hej,
Przez moje półki przemknęło bardzo,bardzo dużo szamponów i odżywek. Produkty typu 2w1 a tym bardziej 3w1 nigdy mnie jakoś szczególnie nie interesowały i sama od siebie na pewno bym po nie nie sięgnęła. W styczniu jednak spędzając ferie u kuzynki z braku laku musiałam go wypróbować i już po pierwszym użyciu byłam bardzo zadowolona. Teraz kupuję go sama. 

Szampon&odżywka 2w1 intensywna pielęgnacja od Timotei.
 
Od producenta: Pozwól Timotei odkryć i pielęgnować naturalne piękno Twoich włosów. Wzbogacone o ekstrakty z naturalnego oleju kokosowego Timotei 2w1 Intensywna Pielęgnacja myje, odżywia i wygładza Twoje włosy.

Opakowanie: 400 ml plastikowa butelka.

Konsystencja: Nie jest specjalnie gęsta.
Zapach: Przyjemny i delikatny.
Cena: Około 9/10 zł za opakowanie.

Moja opinia:   400ml produktu jest zamknięte w plastikowej butelce wraz ze świetnym w użyciu dozownikiem. Nic się nie potrzebnie nie wylewa,a na rękę trafia odpowiednia ilość produktu. Konsystencja specjalnie nie zachwyca gęstością nie mniej jednak jest na tyle zbita,że aplikacja szampono&odżywki nie sprawia mi problemów. Nienawidzę zapachu kokosa, zarówno w kosmetykach jak i na co dzień dlatego gdy po raz pierwszy zobaczyłam na opakowaniu obrazek pomyślałam coś w deseń "o fuuu..." Po otwarciu jednak bardzo pozytywnie się zaskoczyłam woń wcale nie  była taka jak zawsze kojarzy mi się z zapachem kokosa- dusząca, mocna i nie do wytrzymania. Ta jest delikatna, znienawidzonego owocu nie czuć prawie wcale, jest świetnie. Zdaję sobie sprawę z tego,że skład nie zachwyca dlatego ogólnie stosuję do moich włosów coś lepszego, jeśli jednak mam potrzeby bardziej intensywnej pielęgnacji, albo po prostu nie chce mi się stosować nic więcej używam tego produktu, włosy są miękkie, łatwo się układają i nie mam problemów z ich rozczesywaniem. Mały minus za to,że czasami trochę za bardzo się elektryzują wtedy używam szybko czegoś,żeby je ujarzmić i jestem zadowolona.
-5/6

Lubicie ten produkt?

 Addicted to cosmetics

40 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

farmona,

Masło do ciała- Farmona

czerwca 14, 2013 Ruda 33 Komentarzy

Hej,
Wiecie,że uwielbiam wszystkie kosmetyki o owocowym zapachu? Wiecie ;) A już najbardziej cenię sobie te o zapachu owoców leśnych. Zorientowałam się,że masełko o którym dziś będzie mowa jest też dostępne właśnie w wersji jeżynowo&malinowej- zdecydowanie coś dla mnie ZDECYDOWANIE! Na razie jestem jednak szczęśliwą posiadaczką wersji wiśniowo&porzeczkowej.


Od producenta:
Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki. Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że skóra staje się zachwycająco miękka, delikatna i jedwabiście gładka. Zapach owoców rozpieszcza i pozwala ulecieć w świat marzeń. 
Opakowanie: 275 ml plastikowy słoiczek w środku masło zabezpieczone sreberkiem.

Konsystencja: Piankowata.
Zapach:  Mocno owocowy.
Cena: 14,50 za sztukę.

Moja opinia:   Wiśniowo&porzeczkowe masło do ciała od Farmony otrzymujemy w plastikowym,odkręcanym słoiczku o pojemności 275ml. W środku czeka na nas dodatkowe zabezpieczenie czyli sreberko. Konsystencja przypomina piankę, jest koloru blado różowego, łatwo rozprowadza się po ciele i w miarę szybko się wchłania. Nie wydaje mi się jednak być za bardzo wydajne, bo pomimo ciekawej konsystencji produkt szybko znika. Zapach naprawdę mocno owocowy na początku może wydawać się nawet za bardzo duszący,ale po rozprowadzeniu masła wcale już taki nie jest. Staje się bardziej delikatny i przyjemny dla nosa. Masło tak jak zaleca producent delikatnie wmasowuje w skórę, albo po kąpieli, albo tak po prostu bez okazji :D Jestem zadowolona z efektu jakie pozostawia na skórze, faktycznie jest ona jedwabiście gładka i przyjemna w dotyku. Często używam go też zaraz po goleniu, wtedy koi i łagodzi podrażnienia. Nie lubię tego typu produktów, a raczej nigdy nie mam siły,żeby ich używać to masło jednak zauroczyło mnie bardzo oryginalną konsystencją i przyjemną wonią.
-5/6. 

Miałyście?
Addicted to cosmetics

33 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

włosy

włosy,włosy,włosy w czerwcu

czerwca 13, 2013 Ruda 36 Komentarzy

Hej,
Prawie zapomniałam o aktualizacji włosowej, prawie bo na szczęście w miarę wcześnie mi się przypomniało. Konkretnie od 19 maja, bo  wtedy był ostatni strikte włosowy wpis nie zmieniło się prawie nic. Może tylko doszło parę nowych produktów. Nadal używam amupłek z Radicala, których brakuje na zdjęciu, prawie się kończą więc niedługo spodziewajcie się postu.

Od lewej szampon Love me green, którzy urzekł mnie od pierwszego użycia, zobaczymy co będzie dalej. Później szampon syberyjski na łopianowym propolisie i 2 w 1 intensywna pielęgnacja od Timotei, kończę już kolejne opakowanie więc nie długo pojawi się na blogu.

Odżywka od Marion, mam jej jeszcze na 2 max 3 razy, Kymona która mnie nie urzekła, ale staram się ją dokończyć, kolejna odżywka od Marion i wcierka Jantar.

Brzoskwiniowy krem z Balei to na chwilę obecną mój number 1 w kremowaniu. Oliwka i olejek łopianowy służą mi do olejowania.

Eliksir prostujący włosy, który jak już wiecie wykorzystuję trochę inaczej ;) Mgiełka wzmacniająca od Farmony, maska łopianowa która kończy już swój żywot i serum do końcówek od Biovaxu.

Od ostatniej aktualizacji prostowałam włosy około 5 razy, coraz częściej je kremuje,a teraz i olejuje, w niedzielę po raz ostatni mam zamiar nałożyć na nie czarną farbę. Często robię też maseczkę na żółtku, a począwszy od 17 czerwca dzięki akcji Balbiny:* mam zamiar znowu zacząć pić siemię lniane.

Jak wyglądają?

Nie wiem czemu tak to wygląda,ale nie mam aż takiej różnicy w długości :D





Rudaaa jest jeszcze lekko rudaaa ;)

No i czas na porównanie:



Po lewej maj po prawej czerwiec ;)
Addicted to cosmetics

36 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balsam,

Balsam do ust- PAT&RUB

czerwca 12, 2013 Ruda 43 Komentarzy

Cześć,
Ciesze się,że zmiany tak bardzo pozytywnie przypadły Wam do gustu. Mi samej również się niesamowicie podoba i choć dopracowywanie tego wszystkiego nie było proste, teraz jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa,że tak to wygląda ;)

Tematem dzisiejszego postu jest pielęgnujący, grejpfrutowy balsam do ust SPF15 z PAT&RUB, a konkretnie z linii kosmetyków naturalnych PAT&RUB LIPS.

Od producenta: 
LIPS - Regeneruje, Pielęgnuje, Chroni
10 ml
Pielęgnacyjny Balsam do Ust Grejpfrutowy SPF 15 z linii kosmetyków naturalnych PAT&RUB LIPS
100% natury tak ważne na ustach!
Dzięki obecności tlenku cynku balsam zapewnia ochronę UV, SPF 15. Sprawia, że skóra ust jest odżywiona, wygładzona i nawilżona. Znakomity do spierzchniętych ust. 
Balsam zawiera kompozycję wartościowych pielęgnacyjnie maseł i olejów roślinnych. Olejek grejpfrutowy pobudza mikrokrążenie i działa przeciwzapalnie. Balsam ma uwodzicielski zapach, który poprawia nastrój.
Kolor nadaje masło pomarańczowe i olej annatto. Aromat balsamu pochodzi od olejku  grejpfrutowego.
Opakowanie:
Kartonowe pudełeczku, a w środku mały, 10 ml przeźroczysty słoiczek,z odkręcaną zakrętką.
Konsystencja:
Jest bardzo zbita, nie mam jednak większych problemów z jej wydobyciem.
Zapach:
Delikatnie owocowy.
Cena:
39zł za opakowanie. Do kupienia tutaj.

Moja opinia:
Gdy w mojej paczuszcze na spotkaniu blogerek zobaczyłam ten balsam nie byłam do końca zadowolona. Inaczej- większą chrapkę miałam na peeling do ust, toteż miałam zamiar się wymienić. Tak się jednak nie stało, bo przedstawicielka firmy powiedziała,żebym owy balsam zostawiła dla siebie, że sama nosi go codziennie w torebce i,że nie będę żałować- nie ukrywam to jej słowa zadecydowały o tym,że jest on nadal u mnie.  Pierwotnie otrzymujemy balsam w kwadratowym pudełku, na którym są wszystkie potrzebne informacje. Sedno produktu to malutki, okrągły słoiczek. Zakrętkę odkręca się bardzo łatwo i naszym oczom ukazuje się żółta, lekko pomarańczowa konsystencja. Jest ona bardzo zbita, widać to nawet po zdjęciach. Nie mam jednak większych problemów z wydobyciem jej na palec. Zapach wcale nie przypomina mi grejpfruta, a raczej delikatny zapach cytryny, dla mnie to jednak duży plus, bo tego pierwszego kolegi nie znoszę :D Woń utrzymuje się długo. Balsam nie skleja ust, nie pozostawia tłustej warstwy. Skóra jest gładka, wypielęgnowana. Cena może nie jest zbyt niska, jeśli jednak porównać ją z wydajnością produktu wcale nie ma tak źle. Konsystencja naprawdę pozwala na używanie kosmetyku przez dłuższy czas, do aplikacji wystarczy naprawdę minimalna ilość. Jestem naprawdę wdzięczna ,że zostałam nakłoniona do zostawienia dla siebie tego balsamu. Teraz faktycznie- nie opuszcza i mojej torebki ;)
6/6. 

Kosmetyki PAT&RUB bardzo mnie kuszą, mam wielką ochotę na olejek rozświetlający, jego koszt to prawie 90 zł,ale jestem wytrwała i sobie uzbieram :P

Addicted to cosmetics


43 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

inne

Zmiany poproszę!

czerwca 12, 2013 Ruda 49 Komentarzy

Środa...parę minut po północy o 8:00 zaczynam lekcje a stan przygotowania zerowy.

Wpadam więc tylko na chwilę... na blogu ZMIANY,ZMIANY,ZMIANY!


Stary nagłówek tło, itd zostało zamienione na nowe ,świeże..


A wszystko to za sprawą Pauliny♥, której dziękuje za anielską cierpliwość i pomoc.


Podoba się?
Addicted to cosmetics

49 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

lagenko,

Maseczka Last Minute- Lagenko

czerwca 10, 2013 Ruda 40 Komentarzy

Hej,
Pomiędzy nauką angielskiego i uzupełnianiem ćwiczeń z geo i chemii trzeba zrobić sobie przerwę na post, no a jak :P Ogólnie trzeba sobie robić różne przerwy co 10 minut, i to najlepiej takie 2-godzinne. Rozumiecie ;)

Dziś trochę na temat kolagenowej maseczki Last Minute od Lagenko. 

 
Maseczkę Last Minute można stosować zgodnie z jej nazwą jako SOS na godzinę przed wyjściem. Jednakże dopiero przy regularnym zastosowaniu wykazuje pełny wachlarz swoich możliwości kosmetycznych i kosmeceutycznych, a mianowicie:
  • Mineralizuje naskórek przywracając jędrność i gładkość skóry.
  • Wpływa stymulująco na produkcje własnego kolagenu.
  • Przywraca naturalne pH skóry.
  • Tonizuje i rozświetla skórę.
  • Absorbuje zanieczyszczenia i zbędną chemię z naskórka.
  • Działa silnie antyseptycznie, czyli przeciwbakteryjnie, zmniejszając ryzyko zakażeń skóry.
  • Zwalcza bakterie epidermy, czyli te które znajdują się na powierzchni skóry.
  • Wspomaga leczenie trądziku (także różowatego).
  • Uruchamia minerałozależne czynniki przeciwzmarszczkowe, przede wszystkim procesy przyrostu elastyny.
  • Doskonale nawilża, opóźnia procesy starzenia skóry.
  • Zabliźnia mikrorany po wszelkiego rodzaju inwazyjnych zabiegach kosmetycznych np. mikrodermabrazji.
  • Ściąga rozszerzone pory, regulując jednocześnie gospodarkę tłuszczową skóry.
 


Pierwotnie maseczka, a raczej jej składniki otrzymujemy w kwadratowym pudełeczku.

Kolagen otrzymujemy w wersji lekko żelowej, a w woreczku sproszkowana glinka.

Jest prawie niewyczuwalny, no chyba,że urozmaicić maseczkę tak jak ja to zrobiłam.


Około 20zł za sztukę do kupienia tutaj.


Produkty, które trzeba wykorzystać do zrobienia maseczki są zamknięte w kartonowym, małym pudełeczku.Warto zwrócić uwagę na dbałość o szczegóły tej firmy. Oba składniki są doskonale zabezpieczone, i nie ma szans,żeby cokolwiek im się przytrafiło- szklany, maleńki słoiczek z zakrętką to kolagen, szczelny, foliowy woreczek to glinka. Dodatkowo pudełko zawiera ulotkę, dzięki której dowiadujemy się wszystkich potrzebnych informacji, stamtąd też wyczytałam,że gdy już wymieszamy owe dwa produkty można do nich dolać np. oliwy z oliwek tak też zrobiłam.
Po dokładnym wymieszaniu wszystkich składników, co było troszkę trudne, bo kolagen było ciężko wydobyć ze słoiczka, najpierw widelczyk, potem palec, wreszcie się udało :) nałożyłam ją ja twarz na około 20 minut. Dzięki oliwie z oliwek jej aplikacja nie była trudna, nic mi  z twarzy nie spadało i wszystko było na właściwym miejscu. Gdyby też nie ten dodatkowy składnik maseczka byłaby prawie w całości bezzapachowa. Porcja wychodzi całkiem spora- nałożyłam ją na całą buźkę i jeszcze mi zostało, nie jestem jednak fanką nakładania takich produktów na szyję więc resztę(przyznaje się bez bicia;)) po prostu pożegnałam w umywalce :D Po dokładnym oczyszczeniu twarzy z ostatnich resztek maseczki byłam zachwycona wyglądem swojej buzi. Efekt był natychmiastowy- skóra rozświetlona(super zauważyłam to już po nałożeniu makijażu;)), napięta, miła w dotyku. Cera nawilżona i wcale nie było widać,że wcześniej prawie zarwałam noc. Uważam więc,że to idealny produkt do użycia np. przed ważnym wyjściem kiedy mamy mało czasu na większe eksperymenty. Skład jest bardzo krótki i z tego co się orientuje dobry dla naszej skóry.Mam zamiar ją kupić i rozdzielić składniki na dwie porcje. Wszystko zapięte na ostatni guzik, minus należy się jednak za opakowanie kolagenu, który jak już pisałam ciężko wydobyć. No i cena- mogłaby być niższa.
-5/6

Polecacie?

40 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.