nowości

Październikowe nowości... ;)

października 31, 2013 Ruda 48 Komentarzy

Cześć,
Miałam dzisiaj nic nie pisać, patrzę przecież jest 31... ostatni dzień miesiąca, więc pora na nowości!
Nie mam zdjęć całej gromady, bo pora już za późna ;)


Te kosmetyki miałyście okazję oglądać już podczas relacji z Krakowskiego spotkania. 


Znalazło się tutaj wiele fajnych produktów, takich jak np. orzeźwiający balsam do dłoni z Pat&Rub, Pulańńskie maseczki...


Perfumy w kremie, czy też mój ukochany BB od Sorayi, o którym pisałam ostatnio.



Znalazło się też kilka produktów, które albo mi nie podpasowały, albo już mam w swojej kolekcji np. jedwab w płynie od GP, takie kosmetyczki też znalazły swoje miejsce w świecie ;)


Wygrałam nagrodę pocieszenia u Anulki:*, a to dobre dziewcze podarowało mi Affinitona od Maybelline, którego już miałam przyjemność używać, i wiem,że go kocham! Otrzymałam też cudnego piaska z My Secret, którego Wam zaprezentuję i wspaniale pachnącą sól ;)


Tutaj paczka od BingoSpa, ogromny szampon z minerałami z morza Martwego, który już wypróbowałam, no i hm... czekajcie na recenzje ;) Dalej peeling do ciała i maseczka do twarzy. Niekoniecznie oczekiwałam maseczki, liczyłam na maskę do włosów, ale sprawa już rozwiązana i w przyszłym tygodniu maska do włosów będzie u mnie1 ;)




I na koniec skromniutkie zakupy, nie mam co wydawać ;/ Kolejny peeling z farmony, tym razem o zapachu fig i daktylów, już mi się kończy... :D Farba z Joanny, którą potraktowałam końcówki, golden rose 102, który prezentowałam wczoraj i kolejny duet od Aussie, który bardzo polubiłam!

Jak tam Wasze nowości? ;>

Addicted to cosmetics

48 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

golden-rose,

Lakier do paznokci Rich Color 102- Golden Rose

października 30, 2013 Ruda 30 Komentarzy

Cześć,
Dawno nie było tutaj żadnego lakieru, choć paznokcie mam pomalowane codziennie ;) Wynika to z tego,że zwyczajnie nie chce mi się robić zdjęć, a jak już mam czas to światło jest niefajne, ostatnio też jak już wiecie musiałam spiłować paznokcie, bo zbyt długie rysują mi ekran w telefonie. Wyszło z tego tyle,że teraz znowu je sobie zapuszczam.


Lakier do paznokci Rich Color 102- Golden Rose


Serię Rich Color zna pewnie każda z nas. Pędzelek jest gruby i krótki, dobrze się nim maluje.


Rich ma bardzo treściwą konsystencję, jedna warstwa kryje już całkiem przyzwoicie, ja z przyzwyczajenia zawsze używam dwóch, bo lubię jak kolor jest głęboki.


Schnie całkiem szybko, trzyma się też nie najgorzej, mam go dziś dokładnie na paznokciach 5 dzień, ubytki są naprawdę małe i nie ma zbyt większych problemów z poprawkami :)


Kosztuje około 5zł, a dostać można go prawie wszędzie. Kolorów jest masa, na pewno każda z nas znajdzie coś dla siebie ;)


Ile Richów liczy Wasza kolekcja lakierów? ;>

Addicted to cosmetics

30 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

bb,

Krem BB- Soraya

października 29, 2013 Ruda 40 Komentarzy

Cześć,

Dzisiejsza recenzja będzie bardzo pozytywna. Mam dla Was parę słów o nowości od Sorayi- mianowicie o kremie BB.


Od producenta:   Ten multifunkcyjny produkt łączy w sobie zalety kliku kosmetyków i z powodzeniem Ci je zastąpi. Doskonale wypielęgnuje, nawilży i wygładzi skórę, subtelnie poprawi jej koloryt i ukryje niedoskonałości, a dodatkowo zredukuje świecenie się i zapewni matową cerę. Teraz możesz być pewna, że wyglądasz perfekcyjnie. Zawiera SPF 10.
Polecany do każdego rodzaju karnacji.

Teraz na pewno uśmiechniesz się patrząc w lustro, BB KREM zadba o wygląd Twojej cery!


Opakowanie: Śliczne tekturowe pudełko ,a w nim 50ml równie urocza tubka.
Konsystencja: Idealnie gęsta.
Zapach: Owocowy.
Cena/dostępność: Do kupienia za niecałe 20zł, np w Rossmanie, Kosmyku.


Moja opinia: Co w tym kremie najbardziej rzuca się w oczy? Na początku opakowanie. Już sam kartonik jest śliczny, biało-różowy design do tego gdzieniegdzie kolorwe serduszka, które zdecydowanie cieszą oko i wyróżniają się na drogeryjnych półkach. Podobnie tubka, jest niezwykle urocza. Konsystencja BB jest średnio gęsta, łatwo rozprowadza się ją po twarzy, nie tworzy smug, idealnie zlewa się z szyją, nie tworzy więc maski. Jest to pierwszy tego typu produkt, który mam przyjemność używać i zdecydowanie został ulubieńcem. Producent spełnił wszystkie obietnice, skóra po użyciu staje się matowa, poprawiony jest koloryt, nie ma mowy o żadnych widocznych niedoskonałościach, zaczerwienieniach bo Soraya idealnie je zakrywa ;) Cera jest naprawdę świetnie rozświetlona a przy tym wygląda promiennie.


Kolejną ogromną zaletą jest też zapach, jest słodki a czuć go zarówno przy aplikacji jak i już po. Skóra jest delikatnie nawilżona i przyjemna w dotyku. Po jego użyciu nie stosuję już żadnych pudrów, ani innych specyfików, Soraya wypuściła genialny produkt i jestem nim zachwycona ;) 
W TYM POŚCIE POKAZYWAŁAM MAKIJAŻ WŁAŚNIE Z UŻYCIEM TEGO KOLEGI ;)


Ląduje na liście hitów października!

6/6

Miałyście go może? ;)

Addicted to cosmetics

40 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

eveline,

Suchy olejek do ciała- Eveline

października 28, 2013 Ruda 37 Komentarzy

Cześć,

Gdy to coś wpadło w moje ręce, myślę sobie, boże to jakiś cud,ale mu kiedyś szczelę recenzję na blogu, po prostu będzie tyle ochów i achów, że aż normalnie będę się wiercić na krześle z radości. A jak Wy byście się cieszyły, bo produkt nie dość, że w rozsądnej cenie, bo około 21zł i można go kupić np w Rossmanie,  to jeszcze taki SUUUUPER!

No miał być taki SUUUPER, a jak jest? No nie jest super! Ba nawet nie jest fajnie. Do rzeczy.

No sprawcą dzisiejszego zamieszania jest arganowy suchy olejek do ciała od Eveline. Niech Was nie zachęci ta kusząca nazwa! Bo mnie zachęciła a potem mi smutno było!


No i w takim kartonowym pudełeczku mieści się ten nasz dzisiejszy kolega.
Pudełko jak pudełko. Desing nawet wpada w oko i jest całkiem przyjemnie.
No nie mówcie teksty typu "bogaty w witamin E, odmładza, regeneruje, lekka formuła, szybko się wchłania" działają, działają!


A tu już zawartość kartonika. Taka tam, dosyć sporych rozmiarów butelczyna. 150 mazi zamknięte w butelce przez, która idealnie widać, ile produktu zostało. No i jakie fajne psikadełko... tak przynajmniej myślałam dopóki po raz pierwszy sobie nie "psikłam". To dziadostwo się ciągle zacina, i żeby cokolwiek wydobyć trzeba mieć tyle siły... no tyle co ja na pewno nie mam.


Ahh, a jak producent cudnie o nim piszę..  "Arganowy suchy olejek do ciała przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, również suchej, bardzo suchej i wrażliwej. Nowatorska formuła bogata w  drogocenne olejki działające w synergii z witaminą E głęboko odżywia i regeneruje. Przywraca skórze elastyczność i jedwabistą gładkość. Intensywnie i długotrwale nawilża. Chroni i odbudowuje naturalny płaszcz hydrolipidowy naskórka. Neutralizuje działanie wolnych rodników. Przynosi skórze natychmiastowe  ukojenie.  Nietłusta, lekka konsystencja łatwo się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Przyjemny, delikatny zapach zapewnia wyjątkowe uczucie świeżości i komfortu."


Mrrrr, jak się to czyta, to aż się ma ochotę! A jaka jest prawda? Prawda jest taka,że pomijając fakt tego,że produktu nie da się wydostać na zewnątrz, to jak już się uda... to czuć bardzo chemiczny zapach, a liczyłam na coś raczej słodkiego... olejek lepi się do ciała, nie nawilża skóry, a ten nieprzyjemny zapach utrzymuje się na skórze. Nie robi kompletnie nic!


Miałyście z nim styczność? Mój egzemplarz ląduje w koszu.

Addicted to cosmetics

37 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

avon,

Moja pomalowana gęba :D

października 27, 2013 Ruda 74 Komentarzy

Cześć :D

Dziś nadchodzi niezapomniana chwila bo Ruda pokaże Wam swojego ryja :D
Dobra bez wulgaryzmów, tak tylko zrymować chciałam :D No więc dziś pokaże Wam swój makijaż, jednakże przed oglądaniem poniższych zdjęć, radzę usiąść wygodnie i najlepiej przywiązać się do krzesła,żebyście ze śmiechu z niego nie spadły :D

Chodzi tutaj o to,że malować się za bardzo nie umiem, wszystkiego ucze się sama i dalej nic nie umiem :D Pominę już to,że jedna kreska mi się rozmazała, i dopiero po wyjściu z domu zobaczyłam,że jest trochę krótsza, zgrozo! ;x


No więc oto ja :D Rudaaa12, no nie jestem Ruda, kłamałam :D No i taką sobie mam gębę :D Miałam też to szczęście, że jak byłam mała to dwa razy walłam się o kredens, i na obu brwiach mam blizny :D Się było małym i szalonym :D


Oczy mam dziwne, bo nikt nie wie jaki to kolor :D Nawet w paszporcie mam napisane zielono-niebieskie :D Tutaj idealnie widać jak nierówne mam kreski, kocham to :D Trzymajmy się tego,że z daleka tego nie widać :D


Usta me szanowne są pomalowane moją ukochaną szmineczką, o której pisałam TUTAJ.


Na okach :D mam nałożoną bazę pod cienie z FMU, paletkę sleek au naturel,  kreskę zrobiłam moim ulubionym elajnerem z Eveline, który się kończy.... a rzęsy pomalowałam Rimmelem.


Tak pięknie mi się tu kreseczka rozmazała :( Na twarzy mam korektor z Avonu i BB z Sorayi.


No i tak sobie chodzę i straszę po wsi... :D


A tutaj już w całej okazałości :D Tak sobie ostatnio chciałam końcówki włosów pofarbować. No i miały być mega czerwone, a wyszło mi bordo, ale co tam :D Fajnie jest!


Addicted to cosmetics

74 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Annabelle Minerals,

Korektor &pędzel flat top- Annabellle Minerals

października 26, 2013 Ruda 21 Komentarzy

Cześć,
Od dłuższego używam kosmetyków Annabelle Minerals, dziś postanowiłam dla Was napisać o dwóch z mojej małej gromadki.

Będzie o korektorze mineralnym w odcieniu medium i pędzlu flat top do nakładania podkładu mineralnego.


Od producenta: Wysyp odrobinę korektora na wieczko słoiczka, a następnie nałóż za pomocą cienkiego pędzelka na miejsca które chcesz zatuszować, jak np. cienie pod oczami, wypryski czy przebarwienia. Nadmiar kosmetyku usuniesz używając pędzla do podkładu. Pamiętaj, że korektor którego używasz powinien być o ton jaśniejszy od koloru Twojego podkładu.

Opakowanie zawiera 4 g produktu.

Składniki: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines

Pędzel- Niezastąpiony przy używaniu produktów mineralnych. Pozwala precyzyjnie nakładać kosmetyki oraz zapewnia silne krycie. Pędzel jest gęsty, miękki i delikatny. Wykonany z syntetycznego włosia z bambusową rączką. Bezpieczny dla alergików.

Wymiary
długość - 10 cm,
długość rączki - 7 cm,
szerokość - 2,5 cm



Opakowanie: Bardzo ładne okrągły słoiczek, w którym mieści się 4g korektora.
Zapach: Neutralny.
Cena/dostępność: Korektor w cenie 30 zł możecie nabyć TUTAJ, z kolei pędzel również za 30 zł TUTAJ.
Moja opinia: Korektor mieści się w bardzo ładnym okrągłym opakowaniu, pierwotnie otrzymujemy go jeszcze zabezpieczonego w folię, podobnie pędzel. Jest on dosyć sporych rozmiarów, wykonany z bardzo miękkiego i przyjemnego w dotyku włosia. Rączka jest duża i dobrze trzyma się ją w dłoni. Jestem zadowolona z obu produktów, korektor sprawdził się świetnie w swojej roli. Mocno kryję, idealnie działa na wszystkie zaczerwienienia, wypryski i niedoskonałości. Moja mama używa go na cienie pod oczami i również jest zadowolona z jego działania. Kolor, który posiadam to taki delikatny beż. Jest to ciepły kolor, i choć mam jasną karnację używam go z przyjemnością.


Korektor po odpowiednim roztarciu jest niewidoczny i długo trzyma się na twarzy. 4gramowe opakowanie to naprawdę dużo,a cena nie jest zbyt wysoka jak na tego typu produkt. Pędzla nie ukrywam byłam bardzo ciekawa, chyba najbardziej z wszystkich otrzymanych produktów. Bardzo fajnie mi się z nim współpracuję, dobrze radzi sobie zarówno podkładami mineralnymi i bronzerami. Jedyny minus, jaki w nim dostrzegam to to,że po umyciu długo schnie. W lecie nie miałam z tym problemów, bo wystawiałam go do słońca, teraz no już raczej nie mam takiej możliwości. Reasumując jestem zadowolona z obu produktów, choć z korektora jeszcze bardziej niżeli z pędzla. Polecam Wam wypróbowanie tych produktów, korektor jest dostępny w wersji LIGHT, MEDIUM, DARK. Każda z nas znajdzie coś dla siebie.


Które produkty z AM miałyście okazję używać? Jak się sprawdziły? ;-)

Addicted to cosmetics

21 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Dabur,

Ajurwedyjska ziołowa pasta do zębów- Dabur

października 23, 2013 Ruda 32 Komentarzy

Cześć,
Dziś będzie trochę nietypowo, bo będzie o paście do zębów ;-) Nie sądziłam,że kiedyś będę na łamach tej strony pisać o takim produkcie, ale zdecydowanie na to zasługuje. Zasłużyła też na to,aby znaleźć się w ulubieńcach września, i może uda się też jej być ulubieńcem roku.

Ajurwedyjska ziołowa pasta do zębów- Dabur


Od producenta: Aktywnym składnikiem pasty jest wyciąg z drzewa neem (sok oraz kora). Preparat ma właściwości antybakteryjne, pomaga wzmacniać i chronić zęby oraz dziąsła. Ponadto wykazuje działanie wybielające, usuwa osad, kamień nazębny oraz inne przebarwienia, a także moduluje i aktywizuje układ wzmacniający zęby.
Pastę mogą stosować osoby, którym dokuczają krwawienia z dziąseł, ponieważ jest ona niezwykle delikatna, ale zarazem skuteczna. Preparat nie zawiera w swoim składzie środków chemicznych, cukru ani słodzików.


Skład: Calcium Carbonate (Derived from Chalk), Aqua, Glycerin, Sodium Lauryl Sulfate (Derived from Palm Oil), Flavour, Carrageenan, Azadirachta Indica (Neem), Sodium Silicate, Sodium Saccharin, Herbal Extract (Derived from Anacyclus Pyrethrum, Acacia Arabica, Mimusops Elengi, Symplocos Racemosa, Syzygium Cumini), Chlorophyllin (C. 75


Opakowanie: Kartonowe pudełko, w którym czeka na nas 100ml tubka.
Konsystencja: Gęsta.
Zapach: Ziołowy.
Cena/dostępność: Za 12zł, możecie ją kupić TUTAJ.


Moja opinia:  Pastę otrzymujemy pierwotnie w tekturowym pudełeczku, w nim czeka nas nas dosyć sporych rozmiarów 100ml tubka, utrzymana w takich samych kolorach jak i pudełko. Konsystencja pasty jest gęsta, dzięki czemu niewielka ilość wystarcza na dokładne umycie całych zębów. Jej kolor może trochę przerażać, jest zielony, dziwnie zielony ;-) Sama po jej ujrzeniu byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale wystarczyło,że raz jej powąchałam i postanowiłam zaryzykować. Zapach jest po prostu rewelacyjny. Pachnie ziołami, ale w żaden sposób ten zapach nie drażni mojego nosa, jest przyjemny, lekko orzeźwiający. Ma też inne zalety. Bardzo dobrze się pieni (ilość pokazana na powyższym zdjęciu wystarcza na dwa umycia) Miałam problemy z krwawiącymi dziąsłami, ogólnodostępne pasty sobie z nimi nie radziły, odkąd używam tej pasty pożegnałam się z tym problemem. Nie zawiera fluoru. Zakochałam się w niej bez opamiętania! Myję zęby o godzinie 5:40, jest godzina 10, a ja nadal czuje ze swoich ust świeżość ;-) Moje zęby zdecydowanie się też wybieliły, używam jej od początku sierpnia, ile pozostało możecie zobaczyć po zdjęciu.

Najlepsza produkt do mycia zębów jaki w życiu używałam. 

6/6



Co o niej sądzicie?


Addicted to cosmetics

32 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

BeBeauty,

Żel-krem do mycia twarzy- BeBeauty

października 22, 2013 Ruda 42 Komentarzy

Cześć,
Dziś o produkcie, który pozytywnie mnie zaskoczył. Wszyscy chwalą płyn z Biedry, kupiłam, nie polubiłam, tak też było z tym produktem, czytałam na jego temat dużo pochlebnych opinii, stwierdziłam więc,że z racji tego,że dziwak jestem to u mnie pewnie się nie sprawdzi ;)

Delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy, skóra sucha i wrażliwa - BeBeauty


Od producenta: Żel łagodnie oczyszcza skórę twarzy i oczu z makijażu i zanieczyszczeń, nie powodując wysuszenia. Delikatna formuła żelu koi podrażnienia i pozostawia uczucie komfortu. Wyciąg z owocu noni działa na skórę antyoksydacyjnie i odżywczo, dodaje energii oraz wspomaga jej naturalną ochronę. Zawarta w żelu gliceryna utrzymuje optymalny poziom nawilżenia. Skóra po użyciu żelu jest oczyszczona, nawilżona i ukojona. Produkt hypoalergiczny.


Opakowanie: Tubka o pojemności 150ml.
Konsystencja: Kremowo-żelowa.
Zapach: Słodki.
Cena/dostępność: Około 5zł, do kupienia w każdej Biedronce.



Moja opinia: Tubka 150 ml produktu jest wykonana z miękkiego tworzywa, dobrze trzyma się ją w dłoni, nie ma problemów z otwieraniem jej nawet gdy są mokre. Konsystencja faktycznie jest kremowo-żelowa w kontakcie z wodą wytwarza jeszcze delikatniejszą mieszankę, dzięki której mycie buźki jest przyjemne. Jest również przyjemne dzięki zapachowi, który pachnie trochę jak owocowe cukierki, woń jest słodka,ale nie aż tak,żeby nam przeszkadzała. Jestem zadowolona z tego jak działa ten żel, świetnie oczyszcza skórę z resztek makijażu. Daje ukojenie zmęczonej skórze. Skóra po jego użyciu jest miękka w dotyku, nie podrażnił moich oczu, nie wywołał żadnych nieprzyjemnych dolegliwości. Jest to dobry, tani, ogólnodostępny kosmetyk, w który warto się zaopatrzyć.

6/6

Miałyście z nim coś wspólnego? Jak Wasze odczucia? Prawda,że pięknie pachnie? ;-)

Addicted to cosmetics

42 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balsam,

Hipoalergiczny balsam do rąk- Pat&Rub

października 21, 2013 Ruda 43 Komentarzy

Cześć,

Główny bohater dzisiejszego postu zdaje się już kończyć swój żywot, dlatego to dobra pora,żeby o nim napisać.
Mowa o produkcie od Pat&Rub czyli hipoalergicznym balsamie do rąk.


Od producenta:
Seria Hipoalergiczna powstała, by zaspokajać szczególne potrzeby pielęgnacyjne skóry suchej i wrażliwej.
Hipoalergiczny Balsam do Dłoni to prawdziwa bomba dobroczynnych substancji pielęgnujących.
Idealny kosmetyk naturalny dla bardzo zmęczonych i suchych dłoni.
Hipoalergiczny balsam do dłoni odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę i wzmacnia paznokcie.
Zawarte w balsamie składniki minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających i wysuszających skórę.
Balsam zawiera naturalne filtry UV. Świetnie się wchłania.
Kosmetyk pachnie świeżo - śródziemnomorską roślinnością i wiosennie.
Zastosowana kompozycja zapachowa jest hipoalergiczna.
Produkty z serii hipoalergicznej zostały opracowane tak, aby zminimalizować ryzyko wystąpienia reakcji alergicznych.
Jednocześnie, zgodnie z filozofią PAT&RUB używanie kosmetyków naturalnych musi być przyjemnością.
Z tego powodu nasze kosmetyki hipoalergiczne mają delikatny świeży i hipoalergiczny aromat, a konsystencje naszych ekokosmetyków urzekają przyjemnością aplikacji i efektywnością.


Opakowanie: To butelka z poręczną w użyciu pompką.
Konsystencja: Delikatna.
Zapach: Cytrusowy.
Cena/dostępność: Możecie go nabyć za 38zł, TUTAJ. 

Moja opinia: Pat&Rub zaserwowało nam bardzo przyjemne i poręczne w użyciu opakowanie. 100ml produktu jest zamknięte w butelce z pompką, dzięki której wydobycie balsamu nie dość,że jest bardzo higieniczne, to jeszcze dziecinnie proste. Z boku opakowania możemy ujrzeć ile produktu zostało. Konsystencja jest bardzo delikatna, może nawet trochę lejąca. Do dokładnego posmarowania całych dłoni wystarcza naprawdę odrobina. Balsamu używam od bodajże lipca, zarówno ja jak i moja rodzina a coś tam w nim jeszcze jest ;-) Zapach jest bardzo specyficzny, głównie kojarzy mi się z cytrusami, ale nie jest to woń bardzo intensywna, raczej taka delikatna świeżość :) Utrzymuje się na skórze jeszcze długo po aplikacji. Balsam szybko się wchłania, po użyciu dłonie przez krótki czas są tłuste, trwa to jednak nie dłużej niż minutę. Działanie jest świetne, dłonie są przez długi czas nawilżone, skóra jest odżywiona i bardzo przyjemna w dotyku.

Polecam Wam tego kolegę, na mnie czeka już kolejne opakowanie ;) Reasumując jest to balsam, który nie dość,że świetnie działa to kusi fajnym opakowaniem, cena może trochę odstraszać,ale warto się zdecydować.

6/6


Pewnie też go lubicie? ;-)

Addicted to cosmetics

43 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

mydlarnia chocobath,

YANKEE CANDLE czyli moje ROZCZAROWANIE!

października 19, 2013 Ruda 51 Komentarzy

Cześć,
Woski Yankee Candle- słyszał o nich już chyba każdy! Wiele kompozycji zapachowych, szeroka gama produktów, bardzo dobrze rozbudowana oferta, niskie ceny, które kuszą. Sama nigdy nie zdecydowałam się na zakup wosków, choć uważnie czytałam coraz to nowe zachwyty nad nimi. Z ratunkiem przyszła mi Mydlarnia ChocoBath, która w swojej ofercie ma wyżej wymienione woski, świece, ciekawe mydełka, i inne interesujące kosmetyki.Wybrałam dla siebie dziewięć zapachów i uradowana czekałam na swoje pierwsze Yankee! Pierwsze wrażenie, po otrzymaniu przesyłki było bardzo pozytywne- cudowny aromat, było czuć już przez kopertę.
Później trochę zdziwiło mnie,że takie one małe :D



Dziś będzie o pięciu z otrzymanej dziewiątki.

Beach Walk- Zapach spienionych morskich fal, gorącego piasku, kwiatów pomarańczy oraz słodkich mandarynek, przeniesie Cię na egzotyczną plażę i odpręży, niczym spacer o zachodzie słońca.
Sun&Sand- Powiew egzotycznej morskiej bryzy o woni słodkiego kwiatu pomarańczy, drzewa cytrusowego, świeżej lawendy i sypkiego piżma.
November Rain- deszczowy jesienny dzień wzbudza tak wiele emocji, jak ten odurzający, męski i nastrojowy zapach. Odkryjesz w nim interludium sezonu odzwierciedlone w powietrznej, odświeżającej mieszance mokrych liści oraz ciepłego bursztynu.
Vanillia Chai- Waniliowa herbata, przyprawiona gałką muszkatołową, cynamonem i imbirem rozgrzeje nawet w najzimniejsze dni.
Beach Flowers- Delikatna kwiatowa kompozycja lilii, tuberozy i hiacynta muśniętych mgiełką czystej, morskiej wody.

Na pierwszy ogień poszedł Beach Flowers, zadecydował o tym oczywiście jego kolor, liliowo-fioletowy. ;)


Był to mój pierwszy wosk, który wypaliłam. W jego kompozycji zapachowej najbardziej wyczułam lilie zmieszane z hiacyntami. Beach Flowers, to zapach, który jest idealny na jesiennie, długie, zimne wieczory. Jest intensywny, unosi się jeszcze po zgaszeniu podgrzewacza. Pierwszy wosk, był również pierwszym popełnionym błędem, bo zamiast ukruszyć tylko trochę od razu wrzuciłam cały :D No,ale przynajmniej paliłam go tak długo, dopóki się nie skończył.



Kolejny czyli November Rain, to dla mnie po prostu zapach deszczu. Z kolei moja mama uznała,że przypomina jej perfumy brata :D Którego ulubione zapachy, to takie, po których aż kręci w nosie. Kompozycja świeża, ostra. Jak dla mnie nawet za ostra. Mój wyczulony na zapachy nos, nie zaprzyjaźnił się z tak ostrym zapachem.


Sun&Sand, to jeden z tych, który nie spodobał mi się najbardziej. Liczyłam na zapach, który mnie zrelaksuje, który pomoże się odprężyć. W efekcie otrzymałam kompozycje, od której boli mnie głowa ;) Kolejna bardzo mocna, ostra. To właśnie przy tym koledze byłabym skłonna powiedzieć, że to zapach męskich perfum.

 

Beach Walk- z czym kojarzy Wam się spacer po plaży? Bo na to hasło w mojej głowie pojawia się masa wspomnień ;-) Morska bryza, piasek, piękna pogoda... Yanke Candle zaserowało nam wosk, który pachnie świeżością :D Wyczuwam też delkatne numty mandarynki.


Vanillia Chai- ten najbardziej podbił moje serce. Kocham ostre przyprawy, a jego zapach właśnie tak mi się kojarzy. Podobnie jak w innych jest bardzo ostry, jednak w tym wypadku ta ostrość zdecydowanie mi się podoba ;)




No i w końcu się udało! I ja miałam możliwość zetknięcia się z tak chwalonymi woskami. Jak dla mnie niestety nie ma co chwalić. Większość zapachów niestety nie przypadła mi do gustu, a tylko wywołała ból głowy. Myślę,że to taki gadżet bez, którego zdecydowanie da się żyć. Nie mniej jednak bardzo się cieszę,że miałam okazję sama sprawdzić ile prawdy w tej ich chwale ;) Raz jeszcze dziękuje Mydlarni ChocoBath, za możliwość wypróbowania tylu zapachów. Was zachęcam do odwiedzin tego internetowego sklepu, woski możecie nabyć za 6zł za sztukę. Nie ukrywam jednak,że nie będzie to moje ostatnie spotkanie z Yankee, mam nadzieję,że inne zapachy mi się spodobają. Co polecacie?

Addicted to cosmetics

51 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

mydło,

Mydełko pod prysznic- Skarb Matki

października 18, 2013 Ruda 26 Komentarzy

Cześć,
Dziś kolejny post z serii tych smacznych i tych bardzo pachnących :D

 Mydełko pod prysznic o zapachu soczystego arbuza- Skarb Matki


Od producenta: 
Wskazania: delikatne oczyszczenie skóry.
Działanie:    delikatne mycie i nawilżenie skóry, daje zapach soczystego arbuza.
Stosowanie:   do codziennej kąpieli w wannie i pod prysznicem.
Skład: 
   pochodna oliwy z oliwek, gliceryna, łagodne substancje myjące powierzchniowo-czynne.


Opakowanie: 300ml butelka.
Konsystencja: Lejąca.
Zapach: Arbuzowy!
Cena/dostępność: Około 18zł, do kupienia TUTAJ.


Moja opinia:  Mydełko pod prysznic, czyli produkt, którego używam jak zwykłego żelu, mieści się w 300ml opakowaniu, ma ono ciekawą szatę graficzną, przystosowaną do grona odbiorców- dzieci. Zatrzask ciężko otwiera się mokrymi dłońmi, dlatego trzeba zrobić to wcześniej. Przeźroczysta konsystencja choć wydaje się być gęsta, jest lejąca, przelewa się przez palce i ciężko ją zatrzymać :D Ogólnie jednak wytwarza dużo piany i dobrze oczyszcza ciało. Największą zaletą tego produktu jest jego zapach, który jest po prostu fenomenalny. Góruje w nim arbuz, słodki i orzeźwiający. Ten aromat utrzymuje się na skórze jeszcze po spłukaniu ciała, przez dosyć długo, czym jestem zachwycona. Mimo tego wspaniałego zapachu, ja więcej go więcej nie kupię. Uważam,że cena jest zbyt wysoka zważając na to, ile mydełko ma minusów ;)

+3/6

Miałyście z nim coś wspólnego? Jak się sprawdził? ;)

Addicted to cosmetics

26 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.