nowości

Ogromne lutowe nowości!

lutego 28, 2014 Ruda 54 Komentarzy

Cześć,
Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, mimo tego ilość moich właśnie lutowych nowości jest naprawdę OGROMNA.  Na początku miesiąca, czyli 8 w sobotę, byłam na wspaniałym spotkaniu blogerek, o którym mogłyście czytać TUTAJ, z tego spotkania przywiozłam sporo fantastycznych kosmetyków. Dodatkowo 12 lutego świętowałam urodziny, co równało się wielu prezentom. Już na spotkaniu mogłam się cieszyć, z kilku cudownych prezentów, za które dziękuje moim kochanym koleżankom :*


Te cudeńka przywiozłam ze sobą właśnie ze spotkania. Bardzo dziękuje firmom: Eveline, Make Me Bio, Flos-lek, Soraya, Subrina, Rimmel, Pease i Pierre Rene za udostępnienie nam swoich kosmetyków.


Jakby tego było mało, dziewczyny pamiętały o moich urodzinach. Śliczna paletka z Lovely i kilka innych cudownych kosmetyków to prezent od mojej Iwonki, zwanej Wam jako Truskawka :*


Kochana Ewelinka, przygotowała dla mnie piękny prezent! Nie dość,że pudełko było opakowane w śliczny fioletowy, a do tego pachnący papier :D (żałuje,że nie zrobiłam zdj:() to w środku znalazłam odżywkę, o której marzyłam od Baikal Herbals, fioletowy lakier, kolejny eyeliner i cudną książke, Ewelinka :*:*:*:*


Nie zapomniała o mnie też Madzia, która przygotowała dla mnie piękną paczuszkę, znalazłam w niej ze 2,albo i więcej kilogramów kosmetyków :D Cudowne lakiery, balsamy i woda brzozowa, o której marzyłam :D :*


No i wreszcie ostatni prezent otrzymałam od Kasi, swoją drogą zapraszam Was serdecznie na jej bloga, nagrywa cudowne filmiki o kosmetykach! Uwielbiam słuchać jej głosu :D u Kasi wyczaiłam bardzo fajny szampon do włosów, napisałam,że chętnie bym go u siebie zobaczyła no i dostałam dwie wersje zapachowe, a do tego jeszcze dwa cudowne fioletowe lakiery, Kasiu dziękuje :*


Zdecydowanie moje trzy ulubione nowości ze spotkania :D TT otrzymałam od mojego "Mikołaja" na spotkaniu. Każda z dziewczyn jak już pewnie wiecie, przygotowywała dla innej spersonalizowany upominek. Mój Mikołaj, Mikołajka...:* Idealnie trafiła w mój gust! Bardzo chciałam TT, a do tego jego cudny fioletowy kolor, dziękuje!


Kolejna paczuszka od Bingospa, wybrałam dla siebie peeling solny, o którym już mogłyście czytać TUTAJ, niestety kompletnie się nie sprawdził. Żele pod prysznic o zapachu borowinowym i wiśni z czekoladą, a na koniec kuracja do włosów, o której czytałam bardzo dużo dobrego.


Jeszcze trochę urodzinowych upominków, koleżanki sprezentowały mi balsam do ust od Eveline, odżywkę do włosów z Garnier, sól do kąpieli i kule do kąpieli, którą już wykorzystałam i znalazłam w niej całkiem ładne kolczyki :D


Następnie kolejny prezent urodzinowy od Nuneczki:*, kochana Ania sprezentowała mi farbę do włosów, która już znajduje się na moich końcówkach, peeling do twarzy, krem do rąk, dwa cudowne lakiery, piasek z Wibo pokazywałam Wam TUTAJ. W prezencie znalazłam jeszcze płatki do demakijażu, maseczkę i bardzo smaczną czekoladę ;D Dziękuje <3


Jak tam Wasze lutowe nowości?

Addicted to cosmetics

54 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

L'Oréal Paris,

Szminka COLOR RICHE- L'Oréal Paris

lutego 27, 2014 Ruda 27 Komentarzy

Cześć,
Lubię moje usta. Bez żadnej pomadki ich kolor jest bardzo wyrazisty i dobrze się prezentują. Mimo tego od czasu do czasu lubię je czymś pomalować, normalne ;)

Moją ukochaną jak dotąd szminką jest Rouge Caresse w wersji 101, o której pisałam Wam tutaj. Ten egzemplarz dobija dna...serio! Zdenkowałam szminkę, w najbliższym czasie musi ponownie podbić moje zbiory. Ona, jedyna...albo jakaś jej podobna wersja.

Dziś chciałabym Wam napisać parę słów na temat szminki Color Riche, w odcieniu 390 czyli Nude Treasure, od  L'Oréal Paris!


Od producenta: L'Oreal Color Riche Made For Me Naturals to szminka w 10 naturalnych odcieniach dopasowanych do karnacji i koloru włosów.
Pomadka zawiera cząsteczki odbijające światło aby zwiększyć blask i uwydatnić koloryt cery dzięki odcieniom różu, śliwki a nawet złota, dla naturalnego i świeżego wyglądu. W skład wchodzi witamina E.



Opakowanie: Klasycznie,ale ładnie.
Konsystencja: Całkiem przyjemna.
Zapach: Naturalny.


Cena/dostępność: Około 40zł, do kupienia np. w Rossmanie.
Moja opinia: Szminka od L'Oréal Paris mieści się w całkiem ładnym opakowaniu. Mimo tego,że jest bardzo klasyczne, to jego kolor zdecydowanie przykuwa wzrok. Na spodzie opakowania zamieszczona jest informacja o serii, numerku i kolorze jaki posiadamy. Konsystencja szminki jest całkiem miękka, łatwo rozprowadza się na ustach, a przy tym nie topi pod wpływem słońca, jest to dla mnie duży plus bo nie znoszę roztopionych i do niczego się nie nadających pomadek... Zapach jest naturalny, całkiem przyjemny. Problem pojawia się w chwili nałożenia szminki na usta, jej smak jest niestety niezbyt przyjemny. Niby lekko kwiatowy, jednak w dużej mierze wyczuwam jakieś nieprzyjemne chemiczne związki :D Paradoksalnie jest to dobry pomysł, dla które namiętnie zlizują wszystko co mają na ustach :D (dla mnie) Przejdźmy jednak do meritum czyli do tego jak szminka zachowuje się na ustach. Jest koloru brązowego, cielistego, z lekką dozą pomarańczy, a w niej zatopione są błyszczące drobinki. Lubię matowe szminki, ale to połączenie wyjątkowo mnie urzekło. Nie wygląda nachalnie, a całkiem ładnie się prezentuje. Jak widzicie efekt na dłoni a na ustach sporo się różni, kolor w połączeniu z moimi ustami blednie, uważam jednak,że na mniej "krwistych" będzie jeszcze lepiej się prezentował.


 Jak Wam się podoba moja koleżaneczka?

Addicted to cosmetics

27 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

inne,

28 dni BEZ prostownicy- podejmij wyzwanie!

lutego 26, 2014 Ruda 64 Komentarzy

Cześć,
Co najbardziej motywuje do działania? Praca w grupie. Wiadomo, razem raźniej. Z tego właśnie tytułu serdecznie zapraszam Was do wzięcia udziału w moim 28 dniowym wyzwaniu. Dlaczego 28 dni? A no, uczcijmy najkrótszy miesiąc w roku ;)

Zadanie jest "bardzo proste"...chodzi o to, aby każda ze zgłoszonych uczestniczek przez 28 dni nie użyła prostownicy.

fot.:http://i.ehow.com

Jak na włosy działa prostownica?
Włosy po długotrwałym prostowaniu i wpływu wysokiej temperatury stają się suche, matowe, cienkie. Jest to działanie czysto destrukcyjne. I z czasem przynosi ogromnie negatywne skutki, których ciężko się pozbyć...

Co zrobić, żeby nie prostować? 
Możliwości jest wiele, nie tylko wyprostowane włosy wyglądają ładnie! 
1.Dobrym pomysłem jest po prostu upinanie włosów, zamiast pozostawianie ich rozpuszczonych. W zależności od długości włosów skala możliwości w upięciach jest wręcz nieograniczona. Niech w ruch pójdą gumki, opaski, chustki ;)
2. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć,że są kosmetyki, które wygładzają włosy i zwyczajnie je "ujarzmiają".  Ja osobiście polecam Wam wypróbowanie:

Mleczka prostującego włosy- Marion. 

Obu tych kosmetyków używam od dłuższego czasu i są naprawdę świetne. Wygładzają włosy bez użycia prostownicy!
3. Wygładzone włosy zapewni nam też słynna szczotka TT, na moich włosach działa naprawdę super. Po kilkukrotnym przeczesaniu efekt jest całkiem zadowalający. 

Dziewczyny, wiem z autopsji, że ciężko jest odstawić coś co przez jakiś okres czasu używało się regularnie, ale pomyślcie jak za to odwdzięczą nam się włosy! No i nie zapominajcie, że początki są najgorsze, potem już z górki. 
 


Dla najwytrwalszych z Was po zakończeniu akcji planuję drobne nagrody. Zgłaszać możecie się do 2 marca, a 3 zaczynamy! Oczywiście jak zaczniecie wcześniej to będzie... jeszcze lepiej :)


Addicted to cosmetics

64 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balea,

Żel pod prysznic Rio De Janeiro od Balei!

lutego 25, 2014 Ruda 32 Komentarzy

Cześć,
W mojej dosyć sporej lutowej reklamówce denkowej znalazł się kolejny bardzo ciekawy żel pod prysznic. Nosi wdzięczną nazwę Rio De Janeiro i jego producentem jest Balea.


Od producenta: 
Jak już dobrze wiecie niemiecki nie jest językiem, którym super operuję, więc zamieszczam dla Was tylko zdjęcie składu. A do czego używa się żelu pod prysznic... chyba każda z Was wie doskonale :D



Opakowanie: Typowa, plastikowa 300ml tubka.
Konsystencja: Zielona, lejąca maź.
Zapach: Ananasowy.
Cena/dostępność: Około 3zł w DM, i drogeriach z niemieckimi kosmetykami.


Moja opinia: Prezentowałam Wam już kilkanaście wersji zapachowych żeli z Balei, nie ma się więc zbyt długo nad czym rozwodzić. Klasyczne opakowanie, czyli plastikowa 300ml tubka, zaopatrzona w dozownik, który pozwala bezproblemowo wydobyć ostatnią resztkę żelu. Konsystencja jest koloru przyjemnie zielonego, nie jest specjalnie gęsta, i czasem przelewa się przez palce. Jak zwykle najbardziej urzekł mnie zapach, żel zamówiłam w ciemno i ani trochę nie żałuję! Zapach jest cudowny...już po otwarciu wydobywa się mocno orzeźwiająca woń ananasów. Niestety jak to w przypadku żeli z Balei, nie utrzymuje się na skórze zbyt długo po kąpieli. A szkoda! Po raz kolejny jestem zadowolona z działania, Balea znów zapewniła mi dobre oczyszczenie, odświeżyła mnie a przy tym nie wysuszyła skóry.

A czy Wy udałyście się już w podróż do Rio? :)

Addicted to cosmetics

32 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

elldżikowy mix

Elldżikowy mix znowu na bloguuu!

lutego 24, 2014 Ruda 26 Komentarzy

Cześć,
Ostatni elldżikowy mix---17 stycznia. Myślę,że dziś dobry czas na przedstawienie Wam kolejnego przeglądu zdjęciowego. Usiądźcie wygodnie w fotelach i przeglądajcie ;D


Wchodzi sobie człowiek do łazienki, a tam w koszyku z bielizną takie rzeczy xD Jak zawsze Antek zajął całe miejsce, a Rudemu zostało się tylko trochę :D


Najlepszy prezent na urodziny? 50ml wódki cytrynowej xD jak te koleżanki mnie dobrze znają :D


Te piękne różyczki kupiłam na dzień Babci w biedronce, śliczne prawda? A kosztowały niecałe 10 zł :) Radość bezcenna!


Taka pogoda! Taka pogoda była u mnie kilka dni przed Walentynkami, zimno, ciemno, wrrr siedzieć i nie wychodzić z łóżka! Dobrze,że akurat miałam ferie...


Jak już mowa o Walentynkach, to właśnie taki prezent sprezentowałam mojemu, lubimy lisły :D Urocze, prawda?


Ja otrzymałam min. dwa termofory do dłoni. Jak widzicie rybka zużyta, a żabka jeszcze nie. Często mi zimno w ręce...ktoś tu mnie dobrze zna ;)


Jak zaspokoić głód na parę godzin? Zupka chińska z biedronki za magiczną cenę 0.79zł + dzban herbaty :D Ogromne kulinarne doznania i sytość gwarantowana! :D


 Lubię czesać włosy, lubię i to bardzo :D A teraz....kocham!


Patrzcie! Nawet google pamiętało o moich urodzinach, kochani :D Zostanę z Wami jeszcze długo :D

 
Tak ładnie mam teraz na biureczku :D Prezenty urodzinowe! Kartka od Kalisty♥, śliczne zdjęcie, kwiatek i jeszcze do tego świeczka :)

 
No i na koniec MÓJ kot, METROKOT :)


Addicted to cosmetics


26 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

bingospa,

Peeling do ciała - Bingospa

lutego 23, 2014 Ruda 27 Komentarzy

Cześć,
Ufff dobrze mieć wreszcie komputer ;) Teraz czas na nadrobienie zaległości, tych blogowych i nie tylko. Peelingi...jest ich tyle...tyle zapachów, tyle możliwości do wyboru. Dziś chciałabym Wam napisać o jednym moim peelingowym koledze, jest to produkt od Bingospa, i chwali się obecnością pyłu ze skały wulkanicznej i ekstraktem z czerwonej herbaty.


Od producenta: Peelingu BingoSpa z pyłem ze skały wulkanicznej i ekstraktem z czerwonej herbaty. Peeling, czyli złuszczanie, polega na usuwaniu z powierzchni skóry martwych komórek naskórka. W wyniku naturalnego procesu regeneracji skóry, który powtarza się cyklicznie co 28 dni, powstają nowe komórki, zaś stare obumierają.
Peeling BingoSpa pomaga się ich pozbyć, odsłaniając jaśniejszą i zdrowszą skórę. Poprawia również mikrokrążenie - po jego użyciu skóra ma natychmiast ładniejszy koloryt i jest gładsza. Ponieważ peeling oczyszcza ją głębiej niż zwykłe mycie, jest dzięki temu lepiej przygotowana na wchłanianie substancji aktywnych zawartych w preparatach BingoSpa.


Opakowanie: Przeźroczysty 580g słoiczek.
Konsystencja: Jest to peeling solny.
Zapach: Bardzo chemiczny.
Cena/dostępność: 12zł za opakowanie, do kupienia TUTAJ. 


Moja opinia: Peeling mieści się w dużym, przeźroczystym słoju. Drobinki peelingu są małych i średnich rozmiarów, na tle biało-kremowych drobinek wyróżniają się większe, czerwono-pomarańczowe. W tym produkcie nie do zniesienia jest jego zapach, dla którego słowo OKROPNY, jest zbyt łagodne... Nie jestem w stanie jednoznacznie określić tej woni, ale jest ona niesamowicie przykra dla mojego nosa, i zdecydowanie bardzo chemiczna. A co gorsza ten odór (wybaczcie, nie da się tego inaczej określić) utrzymuje się zarówno podczas używania jak i jeszcze chwilę po...JESTEM NA NIE. Plusem jaki w nim dostrzegam jest fakt iż pomimo tego,że jest peelingiem solnym to jego używanie nie sprawia zbyt wielkich problemów, łatwo aplikuje się go na mokrą skórę. Niestety jego działanie jest znikome. Skóra przed użyciem i po właściwie niczym się nie różni, aaaa no oczywiście nie zapominając o tym,że po użyciu NIESAMOWICIE śmierdzi.

Produkt ląduje w koszu. Ewentualnie zużyję go jako sól do stóp...choć nie wiem co na to mój nos.

Miałyście go? Też się tak nie sprawdził?

Addicted to cosmetics

27 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

lakier do paznokci,

Piaskowy lakier do paznokci- Wibo

lutego 18, 2014 Ruda 40 Komentarzy

Cześć,
Bardzo Was przepraszam za moje małe milczenie, niestety...zepsuł mi się komputer i najprawdopodobniej straciłam cały folder zdjęć do nowych postów...
Dzisiejszy wpis mam możliwość dodać tylko i wyłącznie dzięki mojemu Bratu, który użyczył mi swojego komputera i dosyć ładnej pogodzie, która pozwoliła mi pstryknąć zdjęcia mani ;)
Bardzo lubię piaskowe lakiery, są to chyba jedne z moich ulubionych. Dzięki kochanej Ani♥, która podarowała mi na urodziny piękny prezent w mojej kolekcji znalazł się...

Lakier do paznokci Wow Glamour Sand, z numerkiem 4 od Wibo.


Nie będę ukrywać,ale pokochałam go od pierwszego użycia. Łatwo się rozprowadza na płytce, pędzelek jest dobrze wyprofilowany, a do tego ten efekt...


Jego kolor to ciemny grafit, wpada wręcz w czerń. Najlepsze jest w nim to,że nasycenie koloru zależy od  tego jak grubą warstwę nałożymy. Ten lakier pozwala na robienie ombre :)


Lubię go też za to,że nie tworzy zacieków na paznokciach. Do tego czas wysychania jest całkiem w porządku, nie musimy długo czekać,aby móc oddać się innym czynnością.


Wygląda naprawdę zjawiskowo, a w słońcu jego drobinki po prostu tak lśnią,że nie da się oderwać wzroku!


Kosztuje około 7-8zł i możecie go kupić w Rossmanie :)


Jak Wam się podoba?

Addicted to cosmetics

40 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

olejek do ciała,

Olejek rozświetlający- Pat&Rub

lutego 14, 2014 Ruda 26 Komentarzy

Cześć,
Dziś dzień, który jest propagowany jako ten,w którym wyznajemy sobie miłość, ten w którym spędzamy czas z wybrankami życia... z tej okazji przygotowałam dziś post o kosmetyku, w którym również zdążyłam się zakochać nie mając go jeszcze w dłoni. Czytanie kolejnych pozytywnych recenzji powodowało tylko,że moja chrapka na ten produkt ciągle rosła... W końcu, gdy udało mi się go zdobyć czułam ogromną radość. Mowa o...
Olejku rozświetlającym od Pat&Rub.


Od producenta:   SUN FUN - Opalizuje, Odżywia, Pielęgnuje

Seria kosmetyków naturalnych SUN FUN PAT&RUB to olśniewająca porcja lata każdego dnia.

Olejek Rozświetlający to prawdziwa uczta dla skóry twarzy, dekoltu i całego ciała.

Upiększający olejek do ciała i twarzy skomponowany został z najlepszych tłoczonych na zimno olejów oraz naturalnych rozświetlających cząsteczek mineralnych. Odżywia, regeneruje i chroni skórę, a mieniące się drobinki minerałów dodają skórze słonecznych refleksów.

Rozświetlający olejek idealnie i szybko się wchłania.


Kompozycja:


    olej babassu*– uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV
    olej z oliwek* – wygładza i koi
    olej sezamowy* - uelastycznia, nawilża, naturalny antyoksydant
    olej z pestek winogron* – źródło przeciwutleniaczy
    naturalna witamina E* – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
    mika* i mineralne pigmenty* – rozświetlają

*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Sposób użycia:

Nałóż i delikatnie masując wybrane partie ciała lub twarzy. Przed użyciem wstrząśnij buteleczką.


Opakowanie: 100ml buteleczka.
Konsystencja: Ciekłe złote...?
Zapach: Bardzo delikatny.
Cena/dostępność: 89zł, do kupienia TUTAJ.


Moja opinia: Olejek mieści się w szklanej, solidnie wykonanej buteleczce o pojemności 100ml. Jest ona zaopatrzona w korek. Otwarcie nie jest zbyt wielkich rozmiarów, dzięki czemu mamy możliwość,że na dłoni znajdzie się pożądana ilość produktu, a nie wyleję się od razu pół butelki... Dodatkowo przez kilka miejsc jest widoczne zużycie produktu, taki wgląd na to ile kosmetyku pozostało to bardzo fajna opcja. Konsystencja przypomina mi przetopione, ciekłe złoto. I faktycznie taka jest. Olejek nie jest tłusty, szybko się wchłania. Małe świecące drobinki, nie są nachalne i ładnie prezentują się na skórze, dodatkowym pozytywnym aspektem jest fakt,że pozostają na tej skórze długo. Posmarowałam się nim kiedyś idąc na 18-nastkę koleżanki wieczorem, gdy nad ranem wróciłam do domu olejek nadal był obecny i równie pięknie się prezentował. Wręcz identycznie jak chwilę po aplikacji na ciało. Ten kolega powoduje,że nasza skóra wygląda pięknie, jest rozświetlona, błyszczy. Na szczęście nie jest to "tandetne" błyszczenie, a bardzo subtelne i kobiece....


Olejek również lekko brązowi skórę, dzięki takiemu produktowi nawet taki bledzioch jak ja może nabrać trochę koloru. Jego zapach różni się od jego kosmetycznych braci. Pat&Rub kojarzy mi się w większości z mocnymi, bardzo charakterystycznymi zapachami. W olejku woń jest delikatna, mogłabym powiedzieć,że lekko kwiatowa. Jest przyjemna dla nosa i nie sprawia mi żadnych niechcianych problemów. Nie sposób nie wspomnieć o tym jak ten cudak działa na skórę. Piękne rozświetlenie to tylko jedna z jego pierwszorzędnych cech. Przy tych wszystkich wymienionych już wyżej zaletach olejek pozostawia skórę bardzo miękką i przyjemną w dotyku. Nawilżenie i odżywienie skóry jest takie,że nie jest już konieczne używanie balsamów czy innych mazideł, a dla takiego lenia jak ja jest to bardzo duża zaleta. Skóra jest natłuszczona, ale na szczęście nie jest to nieprzyjemny efekt. Nie musimy obawiać się,że olejek pobrudzi nasze ubrania, czego na pewno żadna z nas by nie chciała. Marzyłam o tym olejku, i moja radość z jego posiadania jest ogromna... już wyobrażam go sobie nałożonego na opalone ciało...

Kalista♥ zabieram go do Ciebie nad morze!


Posiadacie ten olejek? Jak Wasze wrażenia?

Addicted to cosmetics

26 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

ekoa,

Peeling żurawinowa odbudowa- Ekoa

lutego 13, 2014 Ruda 24 Komentarzy

Cześć,
Zakochać się w kosmetyku nie mając go w dłoni i tylko czytając jego opis? Czy to możliwe? Dzisiejszy post będzie dowodem na to,że owszem można się tak szybko zakochać. Mowa o produkcie od Ekoa, peelingu do ciała z serii żurawinowa odbudowa.


Od producenta: Łagodny dla skóry, peeling solny z drobinkami żurawiny. Oczyszcza, nawilża i głęboko regeneruje.Naturalny olej z nasion Moringa Oleifera nadaje skórze niezwykłej elastyczności. Witaminy C i E zapobiegają powstawaniu stanów zapalnych, wzmacniają procesy odnowy i regeneracji komórek skóry oraz hamują rozwój wolnych rodników. Lecytyna i kompleks HydromanilTM  poprawiają stopień nawilżenia skóry, przywracając jej gładkość i jędrność.

Sposób użycia: Niewielką ilość peelingu nanieś na oczyszczoną i wilgotną skórę. Delikatnie masuj, a następnie zmyj ciało letnią wodą. Stosuj 1-2 razy w tygodniu lub częściej – w zależności od potrzeb skóry.

INCI: Sodium Chloride, Brassica Campestris (Oleifera Oil), Silica, Hydromanil, Tocopherol,  Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Lecithin, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Powder, Parfum, D-Limonene, Benzylalcohol, Isoeugenol, Citral, Citronellol, Linalool, CI 26100, CI 61565 (200 g)

Opakowanie: Plastikowy słoiczek z metalową nakrętką.
Konsystencja: Peeling solny.
Zapach: Bardzo naturalny, świeży, mocny i orzeźwiający.
Cena/dostępność: Możecie go kupić za 31zł,  TUTAJ.


Moja opinia: Peeling mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 200g, jest zabezpieczony metalową nakrętką, mam małe zastrzeżenia co do etykietki, która znajduje się na opakowaniu, jak doskonale widzicie na zdjęciu pod wpływem wody bardzo łatwo się niszczy. Konsystencja jest bardzo gęsta, zbita, w kontakcie z wodą jednak staje się miększa, idealnie sunie po ciele. Najbardziej do tego peelingu przyciąga mnie jego zapach... który czuć już przez opakowanie. Woń jest naturalna, świeża, mocna i orzeźwiająca- przepiękny zapach żurawinowy utrzymuje się zarówno podczas stosowania produktu jak i już po... czasem mam wrażenie,że budzę się rano a moje ciało nadal wspaniale pachnie. Dodatkowo w peelingu są zawarte olejki, dzięki którym skóra po użyciu tego produktu nie wymaga już smarowania balsami czy innymi tego typu produktami....rewelacja! Jego działanie jest równie fenomenalne, i znowu muszę rozpływać się w zachwytach. Jeśli użyjecie go na suchą skórę jego ścieranie będzie naprawdę mocne, skóra będzie bardzo miękka w dotyku, przyjemna, a do tego będzie pięknie pachnieć. Ja jednak częściej używałam go na mokre ciało, efekt był równie zadowalający. Pozostawia skórę  nawilżoną, pachnącą i niesamowicie odżywioną.


Zdecydowanie jestem na TAK! Uważam go za jeden z lepszych peelingów jaki do tej pory używałam i żałuję,że już się skończył...

Jeśli macie ochotę wypróbować kosmetki tej firmy, zapraszam Was na
                                                        KONKURS WALENTYNKOWY NA FB ♥
Możecie tam wygrać nawet cały zestaw kosmetyków... warto spróbować.


Addicted to cosmetics

24 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

JOKO,

Lakier do paznokci Stylish Grey 168- Joko

lutego 11, 2014 Ruda 29 Komentarzy

Cześć,
Ostatnio skróciłam moje paznokcie. Na szczęście powoli, powoli wracają do mojej ulubionej długości. Moje ulubione lakiery do paznokci to te w fioletowym kolorze, niemniej jednak od czasu do czasu wybieram inny kolor, ze względu na strój w jaki wskakuję. W piątek chciałam założyć  brązowy sweterek i tym o to sposobem na moich paznokciach zagościł lakier do paznokci od Joko, z numerkiem 168 czyli Stylish Grey.


Zaopatrzony jest on w gruby pędzelek, który pozwala na ładnie pomalowanie płytki. Swoją drogą jest to lakier, który w mojej kolekcji dobija dna... bardzo polubiła go również moja mama :)


Jego kolor to zdecydowanie nie typowy szarak. Jest to raczej połączenie szarego i beżu, brązu. W każdym razie wygląda całkiem ładnie.


Urzekł mnie również tym,że do pomalowania wystarczy jedna troszkę mocniejsza warstwa. Zdjęcia są robione po 3 dniach o malowania i jak widzicie uszczerbek nie jest duży.


10ml buteleczka lakieru kosztuje około 11zł.

Jak Wam się podoba?

Addicted to cosmetics

29 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.