Szampon pokrzywowy- Barwa

sobota, 18 stycznia 2014

27
Cześć,
O tym produkcie powinnam napisać jeszcze w zeszłym roku... wykończyłam go chyba we wrześniu czy listopadzie, a jeszcze nie doczekał się recenzji. Zdecydowanie warto o nim napisać, żeby skutecznie Was przed nim przestrzec.

Szampon pokrzywowy do włosów przetłuszczających się- Barwa


Od producenta: Krystalicznie czysty z naturalnym ekstraktem z zielonych liści pokrzyw bogatych w witaminy i składniki mineralne. Przeznaczony jest do pielęgnacji włosów przetłuszczających się. Regularne stosowanie szamponu poprawia kondycję włosów, zwiększa ich puszystość i witalność.


Opakowanie: Plastikowa 250ml butelczyna.
Konsystencja: Lejąca.
Zapach: Chemiczny.
Cena/dostępność: Około 3zł, ja swój egzemplarz kupiłam w Tesco.


Moja opinia: Szampon mieści się w 250ml plastikowej butelce. Ma dosyć duży otwór i podczas aplikacji produktu na dłoń, trzeba uważać,aby nie wylało się zbyt wiele. Etykietka na butelce nie jest trwała, niszczy się pod wpływem wody. Konsystencja nie jest gęsta, wręcz bardzo lejąca, przelewa się przez palce, co uniemożliwia nam oszczędne korzystanie. Kolejnym minusem jest zapach...liczyłam na orzeźwiającą woń pokrzyw, a w butelce czeka coś bardzo nieprzyjemnego. Niby owe pokrzywy są delikatnie wyczuwalne,ale głównie czuć tutaj nieprzyjemny zapach chemii, który na szczęście bardzo szybko się ulatnia. Szampon dobrze się pieni, po umyciu włosy jednak są straszne. Niby dobrze umyte, ale przy tym całe poplątane, ledwo dałam radę je rozczesać... Mimo bardzo niskiej ceny ja już na pewno do niego nie wrócę. Ble!

Miałyście tego gagatka?

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej »

Co u Rudej? -----> kolejny mix zdjęciowy!

piątek, 17 stycznia 2014

31
Cześć,
No i jest piątek! Mówiłam,że przeżyje tydzień no i przeżyłam :D No i jak zawsze zleciał w bardzo szybkim tempie, tak jak najbardziej lubię! Dawno, bardzo dawno temu nie było tutaj przeglądu zdjęć.
Ostatni prezentowałam tutaj 16 listopada, a mamy połowę stycznia :D Trzeba nadrobić!


Na początek mój najpiękniejszy na całym świecie Rudy ♥ Zawsze gdy robię zdjęcia do postów spędza ten czas ze mną, biega, lata, na siłę chce zwrócić na siebie uwagę... No,ale same przyznajcie jak można na niego uwagi nie zwrócić? :D Jest kochany.


W grudniu były Mikołajki, oczywiście u nas w klasie odbyło się losowanie. Taki śliczny prezent otrzymałam od jednej koleżanki. Trafiła w dziesiątkę! Cudne kocie pudełko a w nim niebieski zegarek no i masa pysznych słodyczy. Byłam bardzo zadowolona z prezentu :)


To jest Sczyl. Szczyl jest chomikiem, dużym chomikiem. Lubi jeść i nie lubi pozować do  zdjęć :D
Swoją drogą ma już prawie dwa lata, a formę jakby dopiero co się urodził. Biega jak szalony w jedną i drugą :D


Na święta trzeba było ubrać choinkę, w domu to ja nadzoruję wiązanie cukierków :D Mój Antoś oczywiście musiał mi w tym procederze pomóc. Przecież nie byłby sobą, gdyby dokładnie nie obwąchał i nie stanął na każdym cukierku :P


Choinka już ubrana, a co pod choinką? Prezenty! Tym właśnie cudem ostatnimi czasy robię zdjęcia, które tutaj zamieszczam. Nikon coolpix p80, już zdążyliśmy się bardzo polubić!


Takie właśnie produkty oferuje nam Tesco :D Bułka kosztowała jeden złoty z groszami,ale nie jest warta nawet i tych pieniędzy. Jest po prostu ohydna! Nie dajcie się skusić na ładną posypkę ;)


Każda z Was, która tylko śledzi mojego bloga wie na pewno,że w tym zdjęciu nie chodzi o zaprezentowanie ślicznego piaska od Wibo :) 


Nawet podczas ostrej nauki nie zapomniałam zrobić dla Was zdjęcia kota :D Poznajcie kolejnego Antka- brata mojego :D Zgadnijcie skąd zaczerpnięte imię:D


Pozostając jeszcze w kwestii prezentów- ostatnio taką patrzę słodyczy otrzymałam od mojego taty z pracy, choć tata już na emeryturze w styczniu się przypomnieli,że paczka czeka na odebranie :D


Chciałam kupić buty....i chwała Bogu,że się na te nie zdecydowałam. Nie dość,że nie za tanie to kilka dni później kupiłam inne, tańsze i o wiele ładniejsze :D


Ostatnie zdjęcie mojej ukochanej Stefci. Niestety do dzisiaj nie wróciła do domu.... :( Przestałam już mieć nadzieję na jej powrót, choć nadal spoglądam przez okno...może akurat.. ; )


Przez święta udało mi się nadrobić nie tylko blogowe zaległości, znalazłam też czas,aby w końcu przeczytać dwie książki, które od dawna na mnie czekały. Obie były bardzo ciekawe i polecam Wam się z nimi zapoznać ;)



Coooo?! Już koniec?
Tak Antoś, już koniec :)


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Satynowe mleczko do kręconych włosów- Marion

czwartek, 16 stycznia 2014

22
Cześć,
Dawno nie było tutaj o żadnym produkcie do włosów. Jeszcze pomyślicie,że już przestałam o nie dbać...nie, nie! Niestety moja pielęgnacja ostatnio radykalnie się zmniejszyła. Mało czasu, to i mało masek, olejów. Nadal jednak staram się przynajmniej raz w tygodniu je nakremować, no i przy każdym myciu używam odżywki. Ostatnio znowu wróciłam do wcierki Jantar, a na dniach mam zamiar jeszcze do zestawu dołożyć siemię lniane, które tak bardzo mi smakuje. Jeśli chodzi o prostownicę, niestety jest nieodłącznym elementem mojej "pielęgnacji". Staram się jednak przygody z nią ograniczać do koniecznego minimum. Dziś mam dla Was parę słów na temat satynowego mleczka do kręconych włosów od Marion. Szukałam czegoś co ujarzmi moje puszące się włosy, w internecie dziewczyny polecały właśnie ten produkt więc postanowiłam się na niego skusić. Kręconych włosów tak strikte to nie posiadam, ale i tak byłam ciekawa jak się sprawdzi.


Od producenta: Satynowe mleczko podkreśla kształt loków i fal, nadając włosom elastyczność i gładkość. Dyscyplinuje loki i zapobiega puszeniu się włosów. Mleczko zawiera ekstrakt z piany morskiej oraz Keramare, które intensywnie pielęgnują i nawilżają strukturę włosów kręconych, chroniąc je przed działaniem wysokiej temperatury i promieniowaniem UV. Mleczko przeznaczone jest do włosów normalnych i suchych.


Opakowanie: 120ml plastikowa tubka.
Konsystencja: W miarę gęsta.
Zapach: Całkiem przyjemny.
Cena/dostępność: Około 6zł, ja kupiłam to mleczko w Kosmyku.


Moja opinia:  Mleczko mieści się w 120ml plastikowej tubce. Ma ona bardzo szczelne zamknięcie, nic się nie wylewa. Otwór jest malutki i pozwala na idealne wydobycie pożądanej ilości produktu. Konsystencja jest koloru białego, w miarę gęsta, do użycia wystarczy niewielka ilość. Dużym plusem jest fakt,że na dłoniach zachowuje się trochę jak krem, po aplikacji na włosy nie jest konieczne mycie dłoni, co dla mnie jest dosyć istotne, zwłaszcza gdy czasem używam owego mleczka w szkole. Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, lekko kwiatowy, utrzymuje się na włosach. Mleczko kupiłam z chęcią ujarzmienia puszących się kłaków. Spisuje się w tej kwestii idealnie. Produkt nakładam rano po wyprostowaniu włosów, wklepuję go dłońmi w gotową fryzurę. Włosy są od razu ujarzmione, a przy tym bardzo ładnie wyglądają. Taki efekt utrzymuje się całkiem długo, po kilku godzinach koniecznym jest jednak ponowna aplikacja mleczka. Muszę zaznaczyć,że do pokrycia nim czupryny wystarczy naprawdę niewielka ilość, czasem gdy zdarzyło mi się dać za dużo włosy się sklejały i robiły się twarde, więc nie szalejcie. Używam też go w inny sposób, czasem po umyciu gdy włosy są jeszcze wilgotne mocno je wcieram i kładę się spać, rano moje kudły odwdzięczają mi się ładnymi, dobrze prezentującymi się falami. Jego kolejną zaletą jest to,że po nałożeniu odpowiedniej ilości włosy w dotyku są miękkie, gładkie, fantastycznie nawilża... Cena w porównaniu do działania jest wręcz śmieszna. Zdecydowanie polecam i wiem,że to nie jest moje ostatnie opakowanie.

Używałyście go?

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej »

Tusz do rzęs Mega Effects- Avon

wtorek, 14 stycznia 2014

44
Cześć,
Ja to mimo wszystko lubię poniedziałki...prawdziwy tydzień zaczyna się dla mnie od wtorku. No,ale przecież w dzisiejszym poście nie chce się rozwodzić nad tym jak to ja nienawidzę wtorków, i połowy piątku :D Na szczęście czwartek jest w miarę znośny.

Dobra...do rzeczy. Dziś chciałam Wam przedstawić pewien ostatnio dosyć dobrze znany produkt marki Avon, jest to tusz do rzęs MEGA EFFECTS.


Od producenta: Pierwsza panoramiczna szczoteczka, która dopasowuje się do naturalnego kształtu rzęs. Ergonomiczna zginana rączka zapewnia łatwą aplikację. Ultraczarne silikonowe pigmenty dają efekt megaintensywnej czerni.



Opakowanie: No niezbyt poręczne.
Konsystencja: Mocna czerń.
Zapach:Neutralny.
Cena/dostępność: Około 20zł do kupienia u konsultantek Avon.
Moja opinia: Ten tusz zdecydowanie wyróżnia się opakowaniem. Pierwotnie mieści się w kartonowym pudełeczku, w nim czeka na nas owe cudo,które wcale nie przypomina mascary. Szczoteczka zawiera wiele kolegów, których zadaniem jest zmienienie naszych niepomalowanych rzęs, w bujne spojrzenie. Konsystencja tuszu jest naprawdę mocno czarna, jest to kolor intensywny i głęboki. Zapach jest dla mnie neutralny, nie jest specjalnie przyjazny dla nosa, ale też mi nie przeszkadza, więc nie mam się w tej kwestii do czego przyczepić. Szczoteczka, o której już wspominałam ma wyginaną  rączkę, co w sumie jest dosyć ciekawym rozwiązaniem, bo pomaga nam dobrze dopasować ją do oczu, nie mniej jednak ja na początku miałam niemałe problemy z aplikacją. Podczas makijażu oczu musimy uważać,aby nie pokolorować sobie całej górnej powieki, co nie ukrywam jak dla mnie wymaga dosyć sporych umiejętności, a z samego rana zwyczajnie nie mam czasu na takie zabawy. Po jednym przeciągnięciu rzęsy są ładnie uniesione do góry, jeśli jednak chcemy dołożyć trochę więcej "mocy" tusz zaczyna się robić nieestetyczny. Poza tym jest on bardzo mokry, i za dużo nabiera się go na szczoteczkę. Co do trwałości, trzyma się i cały dzień bez większych zastrzeżeń. Nie mniej jednak ja nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie stawiam na tradycyjne mascary, zwłaszcza,że i efekt nie powalił mnie na kolana.



Miałyście tego cudaka?
Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lakier do paznokci Sandy Violet Star 174- My Secret

niedziela, 12 stycznia 2014

40
Cześć,
No i po weekendzie! Ech, wszystko co dobre szybko się kończy. Na szczęście kolejne wolne również zapowiada się obiecująco, więc nie ma co narzekać! Jakoś się przechodzi ten tydzień :)

Dziś chciałabym Wam pokazać mój kolejny, śliczny lakier! Pochodzi od My Secret z kolekcji Sandy, numerek 174 czyli Violet Star!


Tego fiolecika otrzymałam od Anulki:D, wielką radość mi nim zrobiła! Spryciara dobrze wie jakie kolory lubię najbardziej. A jeśli chodzi o paznokcie- są to właśnie fiolety, ewentualnie szarości.


Tak sobie siedział i siedział....aż w końcu zaczaiłam,że to piasek....a przecież JA KOCHAM PIASKI! ♥


Lubię w nim to,że normalnie można powiedzieć,że ma kilka kolorów.... :D Tak prezentuje się w pięknym słońcu.


A tak właśnie wygląda gdy tego słońca brakuje. Można więc w sumie powiedzieć,że to i róż i fiolet. Ma w sobie bardzo dużo pięknie mieniących się drobinek- są one zarówno różowe jak i złote.


Do pokrycia paznokci użyłam jednej grubszej warstwy. Pędzelek jest fajnie wyprofilowany i dobrze się nim maluje. Lakier kosztuje około 8zł, możecie go nabyć w Drogeriach Natura.



Mimo tego,że jest piaskowy bezproblemowo usuwa się go z paznokci. 



Czy tylko ja go pokochałam? :D

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »
denko (112) nowości (151)