sobota, 31 stycznia 2015

Żel do mycia ciała mango i papaja- Anatomicals


Cześć,
Odkąd zostałam ambasadorką marki Anatomicals, ich kosmetyki bardzo często towarzyszą mi w łazience. Przetestowałam już dużo produktów, a nadal wiele czeka na wypróbowanie. Zbiór wszystkich recenzji możecie znaleźć w zakładce ANATOMICALS. Są uporządkowane więc łatwo dostrzec to czego się szuka. Dziś będzie o produkcie, który dobił dna w styczniu.

Żel do mycia ciała mango i papaja- Anatomicals


Od producenta: Kierowcy, który przejeżdżając obok Ciebie z premedytacją celuje w kałużę, drągalowi siedzącemu przed Tobą na sali kinowej (w cylindrze!), ekspedientce w pralni chemicznej, przez którą twoje ciuchy wyglądają gorzej niż zanim w ogóle oddałaś je do czyszczenia, doprowadzającemu Cię do szału głosikowi z infolinii, który przekonuje: „krzykiem pani kochana to my się nie dogadamy” – wszystkim typkom tego pokroju powiedz, żeby SPŁY-WA-LI! A sama odpłyń, rozkoszując się relaksującym <span>owocowym koktajlem…pod prysznicem (dodatkowo zużytą butelką możesz palnąć osobnika szczególnie Cie irytującego w łeb).


Dzięki bogatym egzotycznym ekstraktom z <span>mango i papai żel doskonale nawilża i odżywia skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Produkt nie zawiera dwuetanoloaminy, parabenów  co czyni go odpowiednim nawet dla delikatnej skóry. 


Opakowanie: Plastikowa 250ml tubka.
Konsystencja: Galaretowata.
Zapach: Owocowy.
Cena/dostępność: 12zł za opakowanie, do kupienia tutaj.
Moja opinia: Ten żel mieści się w plastikowej butelce o pojemności 250ml. Jest ona przeźroczysta, rzuca się w oczy... ładnie wygląda na półce w łazience ;) Z tyłu opakowania znajdziemy informacje takie jak sposób użycia czy skład produktu. Butelka jest dobrze zrobiona, nie ma problemu z wydobyciem żelu do końca. Zatrzask jest strzelny, łatwo otwiera się go mokrymi dłońmi, ale nie wylewa produktu. Konsystencja ma również pomarańczowy kolor, swoim stanem skupienia przypomina galaretkę- do umycia całego ciała trzeba jej zużyć całkiem sporo więc wpływa to na niską wydajność tego kosmetyku. Zapach jest świetny! Żel pachnie cudownie- aromat jest owocowy, dominują w nim nuty mango. Myjąc się miałam wrażenie, że na ciele pienie jakiś smaczny sok :P Mimo tego, że z tym żelem nie da się wytworzyć zbyt dużej ilości piany- mycie było przyjemne. Kosmetyk dobrze oczyszcza i odświeża skórę a przy tym otula ją pięknym zapachem. Szkoda tylko, że nie utrzymuje się długo na skórze. 


Znacie kosmetyki Anatomicals? Co sądzicie o opakowaniach? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 30 stycznia 2015

Piątki z Yankee Candle #10 czyli Pink Hibiscus!

Cześć,
Dzisiaj piątek więc pora na kolejną woskową recenzję. Wosk, o którym chce Wam dzisiaj napisać zauroczył mnie jak do tej pory najbardziej. Jego zapach jest po prostu cudowny!

Pink Hibiscus!


Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: kwitnący hibiskus.


Nie będę ukrywać, ale nigdy nie spotkałam się z kwiatem hibiskusa, byłam więc bardzo ciekawa jak ten zapach się u mnie spisze. Już w opakowaniu woń jest bardzo intensywna, świeża a zarazem słodka. Po rozpaleniu mam wrażenie, że pokój wypełnia aromat świeżo ściętych róż. Woń jest mocna, ale bardzo przyjemna. To taki kwiatowy zapach, który się nie nudzi i nie powoduje bólu głowy.


W cenie 7zł możecie go nabyć tutaj.


Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Lakier do paznokci Color Expert 60- Golden Rose

Cześć,
Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam pomalowane paznokcie na czarno... choć w sumie pamiętam... w lipcu 2013 roku- nie pytajcie dlaczego ;) Ostatnio, gdy w moje łapki wpadł lakier właśnie  takiego koloru, nie mogłam nie pozwolić sobie na pomalowanie nim paznokci.

Lakier do paznokci Color Expert 60- Golden Rose


To mój pierwszy (oj nie ostatni:)) lakier z tej serii. Można go zdobyć prawie wszędzie a cena oscyluje w granicach 5-7zł. 


Buteleczka jest sporych rozmiarów, kryje aż 10.2ml mazi.. pewnie nie zdążę jej nigdy zużyć, no ale... coś za coś ;p


Lakier dobrze kryje już przy jednej grubszej warstwie lub dwóch cienkich. Ja zdecydowałam się na ten pierwszy wariant. Pędzelek jest raczej standardowych rozmiarów, niczym się nie wyróżnia.


Lakier całkiem długo utrzymuję się na paznokciach, bez większego uszczerbku. Zdjęcia są robione bodajże trzeciego dnia od pomalowania. Nie ma też żadnych problemów ze zmywaniem.


Lubicie czarne lakiery? A może tak jak ja sięgacie po nie raz na... dwa lata? 


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 25 stycznia 2015

Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany- Sylveco

Cześć,
Włosy myję co dwa dni, są jednak niezwykle gęste i grube (teraz sięgają już duużo za cycki:D) więc co za tym idzie zużywam sporą ilość szamponów. Zazwyczaj w każdym denku znajdują się obowiązkowo jedna lub dwie sztuki po zużytych tego typu produktach. Dziś więc po raz kolejny zapraszam Was na recenzję właśnie tego kosmetyku :)

Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany- Sylveco!


Od producenta: Hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Hydrolizaty pszenicy i owsa to niskocząsteczkowe źródło protein, wiążą wilgoć, wnikają do korzeni włosów, odbudowując je aż po same końcówki. Dzięki składnikom silnie nawilżającym szampon zapobiega przesuszeniu, łagodzi podrażnienia skóry głowy. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie.


Opakowanie: 300 ml plastikowa butelka.
Konsystencja: Całkiem gęsta.
Zapach: Cytrynowy.
Cena/dostępność: Około 22zł, TUTAJ.
Moja opinia: Szampon mieści się w butelce wykonanej z ciemnego plastiku, ma 300ml pojemności. Etykietka jest trwała, nie niszczy się pod wpływem wody- znajdują się na niej wszystkie potrzebne informacje, takie jak sposób użycia czy skład produktu. Zatrzask jest wygodny, dobrze wykonany- łatwo otworzyć i zamknąć produkt przy czym nie ma obawy, że coś się rozleje. Konsystencja jest całkiem gęsta, lekko przeźroczysta. Zapach zdominowały- cytryny, woń trawy cytrynowej. Aromat jest bardzo przyjemny, niestety nie utrzymuję się zbyt długo na włosach.


Do porządnego umycia włosów- nie  trzeba zużyć zbyt wiele tego produktu, podczas mycia wytwarza gęstą choć lekko sztywną pianę. Szampon dobrze radzi sobie z dogłębnym oczyszczeniem włosów, po umyciu (tylko tym jednym produktem) aż skrzypią... dlatego warto później użyć jakiejś odżywki. Skład jest bardzo delikatny, ale i tak dobrze radzi sobie ze zmywaniem olei, choć nie ukrywam, że wtedy czynności mycia włosów trzeba poświęcić trochę więcej czasu. Szampon też na szczęście nie plącze włosów- co więcej mam wrażenie, że wspomaga ich rozczesywanie no i nie wpływa na szybsze przetłuszczenie czy nadmierne wysuszenie włosów.


Znacie ten szampon? Jak się u Was sprawdził?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 23 stycznia 2015

Piątki z Yankee Candle #9 czyli Baby Powder!

Cześć,
Jak się macie? :) Ładną mamy wiosnę tej zimy.

Przygotowałam dla Was kolejny post z piątkowej serii. Zostały mi do zrealizowania jeszcze trzy posty o tej tematyce. Dziś pora na dziewiątą recenzję.

 Baby Powder!


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: puder dla niemowląt.


Ostatnio pisałam Wam o zapachu, który zdecydowanie nie wpisał się w moje gusta. Z tym na szczęście tak nie jest. Baby Powder pachnie rewelacyjnie! Jest to niezwykle świeża a zarazem delikatna woń. Po rozpaleniu go w kominku (nie polecam jednak dawać go zbyt dużo bo wtedy aromat jest zbyt nachalny) w całym pokoju roznoszą się niezwykle subtelne nuty proszku dziecięcego. Byłam do niego dosyć sceptycznie nastawiona a spodobał mi się bardzo. Jest nieziemski :)



Jeśli macie na niego ochotę- 7zł tutaj.

Inne recenzje: 


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 22 stycznia 2015

Tusz do rzęs Magnetic Look Ultra Volume- Eveline

Cześć,
Dawno nie było tutaj recenzji żadnego kolorowego kosmetyku- postanowiłam więc to zmienić. Chciałabym Wam przybliżyć dzisiaj tusz, który zaczęłam używać w sierpniu ubiegłego roku. Na początku przeplatałam go z mascarą od Lovely, o której mogłyście czytać tutaj. W momencie, w którym dobiła ona dna, tusz z Eveline stał się codziennym, nieodłącznym elementem mojego makijażu. Ostatnio wrzuciłam go do reklamówki denkowej ;)

Tusz do rzęs Magnetic Look Ultra Volume- Eveline


Od producenta: Rewolucyjna maskara zapewnia natychmiastowy efekt mocno pogrubionych i gęstych rzęs. Innowacyjna formuła tuszu Beauty & Care sprawia, że rzęsy stają się gęste, wyraziste i odpowiednio podkręcone. Wyprofilowana, silikonowa szczoteczka Flexy Brush równomiernie rozprowadza tusz na rzęsach, nie pozostawiając grudek. Mikrowłoski silikonowe dokładnie rozdzielają rzęsy, zapewniając im spektakularne pogrubienie nawet do 200%. Formuła bogata w pigmenty mineralne, naturalny wosk carnauba oraz kompleks witamin (A, E i F) zapobiega wypadaniu i łamaniu rzęs, pobudzając je do wzrostu. Dzięki zawartości D - pantenolu tusz jest wyjątkowo delikatny dla oczu i nie powoduje podrażnień.Doskonale wzmacnia, odżywia i kondycjonuje rzęsy.

Opakowanie: Plastikowe 10ml.
Konsystencja: Czarna, gęsta maź.
Cena/dostępność: Około 12zł, wszędzie gdzie i Eveline ;)


Moja opinia: Ten tusz mieści się w plastikowym opakowaniu, posiadającym 10ml czarnej wręcz kruczoczarnej mazi. Posiada on silikonową szczoteczkę, która jest dobrze wyprofilowana i nie ma problemu z dotarciem nawet do tych najmniejszych rzęs. Szczoteczka świetnie je rozdziela i dobrze nakłada się nią tusz. Jestem jak najbardziej zadowolona z działania, mascara spełnia moje oczekiwania- po pierwsze kolor: jest kruczoczarny, moje rzęsy są bardzo jasne, dlatego od tego typu produktów wymagam trwałego, głębokiego koloru. Eveline mi to zapewnia. Po drugie- pogrubienie i wydłużenie. Z tym również radzi sobie całkiem dobrze. Tusz się również nie osypuje, używając go przez ponad 5 miesięcy byłam z niego zadowolona. A do reklamówki wrzuciłam go nie dlatego, że zgęstniał czy stracił właściwości- po prostu się skończył. 



Znacie ten tusz? Miałyście z nim styczność? Lubicie kosmetyki Eveline? :)


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 20 stycznia 2015

Odżywka do włosów normalnych i uszkodzonych- Gliss Kur Schwarzkopf

Cześć,
Nie pamiętam kiedy ostatni raz używałam do włosów produktów firmy Schwarzkopf, musiało to być tak dawno, że już wyleciało z głowy ;) Nie licząc oczywiście incydentu, gdy ta firma pojawiła się u mnie w momencie gdy chciałam zrobić dekoloryzację, pisałam Wam o tym tutaj.

Dawno, dawno temu bo w lutym 2014roku w jednym z prezentów urodzinowych znalazłam zestaw tych kosmetyków. Wrzuciłam je do pudełka i tak sobie czekały, czekały... ileż można? No właśnie. Dlatego postanowiłam w końcu sprawdzić jak te kosmetyki spiszą się na moich włosach. Dziś będzie o jednym z nich.


Odżywka do włosów normalnych i uszkodzonych- Gliss Kur Schwarzkopf!


Od producenta: Seria Gliss Kur Marrakesh Oil & Coconut z unikalną mieszanką cennego oleju z Marrakeszu i olejku kokosowego dodaje włosom blasku i miękkości bez obciążania.
Precyzyjnie regeneruje włosy i wypełnia ubytki.


Opakowanie: Plastikowa, 200ml tubka.
Konsystencja: Kremowa.
Zapach: Lekko kokosowy. 
Cena/dostępność: Około 11zł za opakowanie- Rossman, Kosmyk i inne drogerie.
Moja opinia: Odżywka mieści się w plastikowej 200ml tubce, jest odwrócona do góry nogami z czego na początku się cieszyłam- sądziłam, że nie będzie żadnych problemów z wydobyciem jej z opakowanie. Niestety... tubka jest bardzo twarda, łatwo wyślizguje się z dłoni i ciężko z niej wydobyć odżywkę, nawet wtedy gdy opakowanie jest pełne! Nie ukrywam, że czasem doprowadzało mnie to do niezłego poirytowania. Konsystencja ma mleczny kolor, jest kremowa- całkiem gęsta. Nawet przy moich długich i niezwykle grubych włosach, nie muszę jej zużyć zbyt wiele, aby dotrzeć do każdego pasma. Zapach jest lekko kokosowy, na szczęście nie jest to taki aromat tego owocu, którego nie mogę znieść. Jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny, choć utrzymuje się na włosach całkiem długo. Działanie odżywki jest całkiem w porządku, na początku jednak zaznaczę, że nie nakładałam jej na skalp- lubiła przetłuszczać włosy u nasady i sprawiać, że stawały się przyklapnięte. Tam nie spisuje się ani trochę. Na szczęście na długości jest o wiele lepiej- bardzo dobrze wygładza pasma, dodaje im blasku i świetnie je zmiękcza. Po jej użyciu rozczesanie moich włosów szło mi z dziecinną łatwością.


Samo działanie zdecydowanie na plus, niestety ta nieszczęsna tubka ją skreśla. Miałyście tę odżywkę? Jak się u Was sprawdziła? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Marynistyczny żel do kąpieli- Anatomicals

Cześć,
Dziś przychodzę do Was z kolejną recenzją kosmetyku firmy Anatomicals. Odkąd w lipcu ubiegłego roku stałam się ich ambasadorką w mojej łazience bardzo często goszczą właśnie ich produkty. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o żelu, który pokazywałam Wam we wrześniowym przeglądzie nowości- wspomniałam wtedy, że zapach bardzo mi się nie podoba.

Marynistyczny żel do kąpieli- Anatomicals


Od producenta:  Nie można nam zarzucić, że nasze intencje są rozmyte. Są absolutnie sprecyzowane  – chcemy opanować wszystkie wody...
w waszych wannach. To jest nasza głębinowa misja, rodem z filmów o agencie 007. Testy wykazały, że 8 na 10 syren woli pluskać się w naszej pianie niż w Oceanie Spokojnym! Więc niech cię nie zdziwi, jeśli kiedyś podczas kąpieli poczujesz, jak o twoją nogę ociera się syreni ogon.


Opakowanie: 500ml plastikowa butelka.
Konsystencja: Rzadka.
Zapach: Chemiczny.
Cena/dostępność: 25zł do kupienia tutaj.
Moja opinia: Ten marynistyczny żel do kąpieli mieści się w w plastikowej butelce o pojemności 500ml. Całkiem sporo... jest ona utrzymana w niebieskiej tonacji, na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje takie jak sposób użycia czy skład produktu. Konsystencja jest rzadka, ma również lekko niebieski kolor. Przypomina mi trochę galaretkę bo lubi się ciągnąć...


Zapach jest niezbyt przyjemny- chemiczny. Nie wyczuwam w tej woni żadnych ciekawych nut. Na szczęście w momencie wlania do wanny traci swoją intensywność i w sumie nie czuć nic... Wypróbowałam ten produkt na dwa sposoby- po pierwsze jako płyn do kąpieli- wlewając go do wanny mamy możliwość wykąpać się w ogromnej pianie ;) Tworzy jej naprawdę sporo. Nie ma jednak żadnych właściwości pielęgnacyjnych, na szczęście nie wysusza ani nie uczula. Sprawuje się dobrze również jako żel pod prysznic- gdyby nie fakt, że nieładnie pachnie byłby całkiem fajnym produktem :)


Miałyście styczność z tym marynistycznym żelem? ;)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 18 stycznia 2015

Lakier do paznokci 183- Paese + top coat z Wibo

Cześć,
Dziś chciałabym Wam pokazać jeszcze Sylwestrowe pazurki. Do zmalowania ich użyłam dwóch lakierów- różu z Paese, numerek 183- jego recenzję możecie znaleźć w archiwum oraz top coata z Wibo, który pokazywałam Wam już kilkanaście razy. Dlatego też nie będę się więcej rozwodzić na temat tych dwóch.. ;)



Ładne?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 16 stycznia 2015

Piątki z Yankee Candle #8 czyli Clean Cotton!

Cześć,
Pora na kolejny post z woskowej serii, swoją drogą to już ósmy prezentowany na moim blogu.

Clean Cotton!


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: świeże pranie, kwiaty oraz cytryna.

Jeżeli lubicie zapach proszku do prania- ten wosk zdecydowanie porwie Wasze nosy. Ja niestety, albo i stety nigdy nie byłam zwolenniczką takich zapachów dlatego też wosk mi się nie spodobał... roznosi się po całym pomieszczeniu, wypełnia je naprawdę świeżym aromatem, którego nie jestem w stanie znieść :(


7zł- tutaj.


Addicted to cosmetics


Czytaj dalej

niedziela, 11 stycznia 2015

Codzienny scrub do twarzy- Planeta Organica

Cześć,
Dawno nie pisałam Wam o peelingu, który jest przeznaczony strikte do pielęgnacji buzi. W tej kwestii bardzo często sięgam po wytwory Farmony, choć są to bardzo mocno zdzieraki- nie podrażniają mojej buzi i nadają jej promiennego wyglądu. Dziś będzie jednak o produkcie, który w ostatnimi czasy wyparł Farmonę ;)

Codzienny scrub do twarzy- Planeta Organica Morze Martwe


Od producenta: Morze Martwe jest unikalnym naturalnym źródłem soli i borowin o niezwykłych właściwościach. Zawarte w nich biologicznie aktywne substancje posiadają sprawdzone lecznicze i odmładzające właściwości, podciągają i wygładzają skórę, sprzyjają regeneracji. Codzienny scrub do twarzy – to  unikalny środek dla efektywnej walki ze zmianami skóry związanymi z wiekiem. W jego skład wchodzi 12 minerałów Morza Martwego, które posiadają udowodnione działanie poprawiające stan skóry, działanie tonizujące i odmładzające. Scrub zawiera certyfikowane organiczne składniki, które efektywnie pielęgnują skórę. Rozdrobnione pestki jordańskiej pistacji pięknie oczyszczają i wygładzają  skórę,  przywracając  jej świeżość i gładkość. Organiczna oliwa z oliwek, bogata w witaminy E i F, nasyca skórę odżywczymi substancjami i wilgocią, podnosi jej elastyczność. Scrub zrównuje powierzchnię skóry, sprzyja jej regeneracji, podnosi efektywność dalszych zabiegów.


Opakowanie: Plastikowa tubka.
Konsystencja: Kremowa z drobinkami.
Zapach: Pistacjowy.
Cena/dostępność: 10,20zł do kupienia tutaj.
Moja opinia: Peeling mieści się w plastikowej tubce o pojemności 75ml. Jest ona wykonana z miękkiego plastiku, dlatego łatwo wydobyć produkt do końca. Z tyłu opakowania czekają na nas wszystkie potrzebne informacje takie jak- sposób użycia czy skład kosmetyku. Konsystencja ma mleczny kolor, są w niej zatopione drobinki peelingujące. Jeśli dobrze się przyjrzycie to ujrzycie je na zdjęciu.



Zapach jest bardzo przyjemny- wręcz pistacjowy. Utrzymuję się zarówno podczas używania jak i już sporo czasu po zakończeniu aplikacji. Używam tego peelingu oczywiście jako dopełnienie demakijażu- sprawdza się w tej roli świetnie. Do umycia całej buźki, wystarczy naprawdę niewielka ilość produktu, scrub bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem pozostałości po makijażu, sprawia, że skóra jest niezwykle wygładzona i przyjemna w dotyku. Nie mogę nie wspomnieć o tym jak świetnie radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka, mimo tego, że wcześniej wspomniane drobinki są niewielkich rozmiarów. Moja twarz po użyciu jest niezwykle rozpromieniona a przede wszystkim- świeża.


Jestem zadowolona z działania tego peelingu, sprawuje się wprost idealnie :)

Znacie? Macie? Lubicie?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 10 stycznia 2015

Żele pod prysznic- edycja limitowana ZIMA 2014- Balea

Cześć,
Na łamach tego bloga pojawiło się już masę recenzji żeli pod prysznic. Dlaczego tak dużo? To proste... jest to kosmetyk, który używam codziennie, albo i kilka razy dziennie :) Jeżeli chodzi o właściwości zależy mi na tym, aby produkty dobrze myły, odświeżały- kwestię nawilżenia, odżywienia skóry pozostawiam już innym produktom.

Dziś mam dla Was recenzję zimowej limitki z Balei. Są to trzy nowe zapachy:

Purple Kisses- lilia i czarne maliny
White Passion- białe kwiaty i jagody acai
Black Secret- wanilia z pomarańczą


Od producenta: Jak to zwykle bywa w przypadku kosmetyków tej marki- nie znalazłam Polskich informacji na temat ich właściwości, ale przecież to żele... wiadomo co mają robić :)


Opakowania: Plastikowe tubki o pojemności 300ml.
Konsystencja: W każdym z żeli jest dosyć rzadka, różnią się kolorami.
Zapach: O zapach pisałam już wyżej, rozpiszę się w mojej opinii ;)
Cena/dostępność: Żele są dostępne w  drogeriach DM, ale można je też upolować online w cenie 5/6zł za jedno opakowanie.
Moja opinia: Wszystkie trzy żele mieszczą się w standardowych butelkach dla Balei. Są to plastikowe tubki o pojemności 300ml. Są wygodne w użyciu, nie ma problemów z wydobyciem produktów do końca a i ich zatrzask otwiera się bardzo łatwo, nawet mokrymi dłońmi. Warto zwrócić uwagę na szatę graficzną- jest ona bardzo ładna, kolorowa. Etykiety na tubkach odzwierciedlają zapachy, które są ukryte w środku opakowania. Jeżeli chodzi o konsystencję- również we wszystkich trzech produktach, niczym się nie różni... prócz koloru :)


Żele są rzadkie, bez problemu wydobywa się je z tubki. Niestety nie są zbyt wydajne, ale... wybaczam im to. Teraz chciałabym się zatrzymać chwilę przy zapachach. Najbardziej urzekła mnie wersja Purple Kisses- jest to bardzo mocny, intensywny zapach. Może faktycznie czuć w nim aromat czarnych malin. Bardzo mi się spodobał i bardzo szybko go zużyłam. Moim drugim faworytem jest Black Secret- połączenie wanilii z pomarańczą jest z jednej strony słodkie, a z drugiej kwaśne- świetne! White Passion spodobał mi się najmniej- pachnie po prostu kwiatami.


Wszystkie zapachy mają jednak to do siebie, że bardzo szybko ulatniają się ze skóry. Działanie jest również identyczne- dobrze myją i odświeżają skórę. Ubolewam nad tym, że zapachy nie pozostają dłużej na skórze... mimo to jestem zadowolona z ich właściwości- nie wysuszyły ani nie uczuliły mojej skóry.


Miałyście styczność z zimową edycją? Która wersja spodobała Wam się najbardziej? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 9 stycznia 2015

Piątki z Yankee Candle #7 czyli Darling Clementine!

Cześć,
Piątek, piąteczek. Czas więc na kolejny woskowy post. Lubicie mandarynki? Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie o dzisiejszym wosku, będziecie wiedziały czego się wystrzegać ;)

Darling Clementine!


Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Simply Home. Wyczuwalne aromaty: mandarynka.

Po zobaczeniu mandarynek, byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tego zapachu. Niestety z mandarynkami ma on niewiele wspólnego... jeśli już to z ich skórką. Woń jest gorzka, nieprzyjemna, niezwykle intensywna.

Co gorsza- nie traci z tego nic podczas palenia. Po kilkunastu minutach, okropnie rozbolała mnie od tego aromatu głowa i na tym skończyła się nasza znajomość. 


Jeśli mimo tego macie ochotę go wypróbować- 7zł, TUTAJ.

Inne recenzje:

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

środa, 7 stycznia 2015

Rewitalizujący koktajl do ciała- Apis

Cześć,
Kosmetyk, o którym chce Wam dzisiaj napisać był ulubieńcem grudnia... ale nie 2014 a 2013 roku :P Nie wiem jak to się stało, że zanim go wykończyłam to gdzieś się zaplątał. Ostatnio go odnalazłam i postanowiłam zdenkować. Na szczęście w nieszczęściu nie stracił swoich właściwości. 


Rewitalizujący koktajl do ciała z żurawiną i granatem- Apis


Od producenta: Apis Rewitalizujący koktajl do ciała z żurawiną i granatem 200 ml.
Seria Żurawinowa Witalność pobudza ciało i zmysły. Wyjątkowa kompozycja egzotycznych składników aktywnych  (granatu, kiwi, mango, masła shea, ananasa i trawy cytrynowej) zawartych w preparatach sprawia, że skóra po zastosowaniu jest aksamitnie gładka, ujędrniona i nawilżona.

Przyjemny zapach żurawiny to witaminowy zastrzyk energii na cały dzień.
Niezwykły koktajl aktywnych substancji pielęgnujących. Dzięki zawartości ekstraktu z żurawiny, granatu, kiwi, mango i masła shea posiada doskonałe właściwości odżywcze, regenerujące i nawilżające. Efektem działania jest aksamitnie gładka i miękka skóra.


Opakowanie: 200ml tubka.
Konsystencja: Rzadka.
Zapach: Wspaniały, owocowy.
Cena/dostępność: Cena regularna to 18zł, teraz w cenie 13.90zł możecie go nabyć TUTAJ.
Moja opinia: Ten kosmetyk mieści się w plastikowej, 200ml tubce. Łatwo z niej wydobyć produkt do końca a i zatrzask jest całkiem w porządku. Konsystencja jest rzadka, czasem przelewa się przez palce... jak to koktajl :) Ma lekko różowy kolor. Zapach jest fantastyczny- świeży, orzeźwiający, owocowy. Dominują w nim żurawinowe nuty. Utrzymuje się na skórze, jeszcze kilka godzin po użyciu, z czasem woń staję się po prostu lżejsza. Produkt szybko się wchłania, nie pozostawiając przy tym na ciele tłustej i nieprzyjemnej warstwy. Po użyciu skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, staje się gładka i nawilżona. Świetnie sprawdza się też jako środek po depilacji- łagodzi małe podrażnienia spowodowane tą nieprzyjemną czynnością.


Znacie? Lubicie? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 6 stycznia 2015

Tybetański szampon ziołowy- Planeta Organica

Cześć,
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę więcej o kosmetyku, którym w ostatnim czasie myję moje włosy. Jest to wytwór Planety Organicy- o jej kosmetykach, można czytać na wielu blogach. Porządne i niedrogie produkty. W 2013 roku pisałam Wam o swoim ulubieńcu od nich---> RECENZJA TUTAJ.  Muszę w końcu ponownie sięgnąć po ten balsam.

Tybetański szampon ziołowy Objętość i Siła- Planeta Organica


Od producenta: Szampon Tybetański Ziołowy – Objętość i Siła
Tysiące  zwolenników wschodniej medycyny odwiedza magiczny Tybet aby poznać tajemnice tybetańskich mnichów. Tworząc recepturę szamponu kierowaliśmy się dawną tybetańską metodyką pielęgnacji włosów z udziałem ręcznie zbieranych ziół.
Zawiera certyfikowane organiczne składniki. Nie zawiera SLS i parabenó.


Opakowanie: Butelka z dozownikiem o pojemności 280ml.
Konsystencja: Gęsta, zielona.
Zapach: Ziołowy.
Cena/dostępność: W cenie 17,50zł do kupienia TUTAJ. 
Moja opinia: Ten szampon mieści się w 280ml butelce z wygodnym w użyciu dozownikiem. Pompka nie zacina się, łatwo wydobywa się z niej ten gęsty, zielony szampon. Mam wrażenie, że kolor jest lekko perłowy. Mimo swojej treściwej, nie przelewającej się przez palce konsystencji do porządnego umycia włosów trzeba go zużyć całkiem sporo bo nie pieni się zbyt obficie.


Zapach jest ziołowy, lekko orientalny- utrzymuję się jakiś czas na włosach, ale wraz z upływem kolejnych minut, intensywność woni zdecydowanie się zmniejsza. Działanie szamponu jest przyzwoite- dobrze radzi sobie ze swoim podstawowym zadaniem, czyli oczyszczaniem włosów, choć mam wrażenie, że to działanie jest raczej delikatne. Nie polecam zmywać nim olejów czy innych tego typu kosmetyków, wtedy konieczne jest dwu, albo nawet trzykrotne mycie włosów. W nazwie są podkreślone słowa- OBJĘTOŚĆ i SIŁA, uważam, że to zadanie jest raczej nie spełnione- nie wydaję mi się, żeby moje włosy po zastosowaniu tego szamponu moje włosy magicznym sposobem miały większą objętość. Choć z drugiej strony, moje z natury takie są... więc może u kogoś innego wpłyną na nią pozytywnie.


Cieszę się, że mogłam wypróbować ten szampon bo byłam ciekawa jak się u mnie spisze. Więcej jednak po niego nie sięgnę bo nie widzę żadnych spektakularnych rezultatów z jego zastosowania.

Może miałyście z nim styczność? Jak się spisał? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej