wtorek, 31 marca 2015

Kuracja do włosów słabych i wypadających oraz po farbowaniu- BingoSpa

Cześć,
W ostatnim denku napisałam, że już niedługo możecie się spodziewać recenzji kosmetyku z BingoSpa, który totalnie mnie zauroczył. Czasu już trochę minęło, ale nie mogłam nie zrealizować mojego zamiaru. Ten produkt czekał w moich zbiorach bardzo długo, w zeszłe wakacje podzieliłam się nim z koleżanką a pół opakowania zostawiłam do siebie. Zaniosłam do łazienki i tak tam sobie stało, stało, stało, stało... aż w końcu zaczęło mnie irytować i postanowiłam wziąć się za jego używanie.

Kuracja do włosów słabych i wypadających oraz po farbowaniu- BingoSpa


Od producenta: Kombinacja ekstraktów roślinnych zawierająca flawonoidy, saponiny, kumaryny, glikozydy, sole mineralne, olejki eteryczne, witaminy A, B1, B2, węglowodany, garbniki, :wzmacnia na cebulki włosów, zapobiega wypadaniu włosów, działa ochronnie, głęboko oczyszcza skórę głowy, działa przeciwtrądzikowo i przeciwłupieżowo. Reguluje nawilżenie, wydzielanie sebum, likwiduje podrażnienia skóry, neutralizuje wolne rodniki, poprawia ukrwienie skóry głowy, chroni naturalny odcień włosów. Jeśli chcemy wzmocnić osłabione i wypadające włosy, trzeba zadbać również o skórę głowy - zrównoważyć wydzielanie sebum, zapewnić jej właściwe nawilżenie i równowagę bakteriostatyczną. Kuracja kompleksowo uzupełnia niedobór składników niezbędnych do optymalnego odżywiania i kondycjonowania komórek włosów i skóry głowy.


Opakowanie: Plastikowy 500g słoik.
Konsystencja: Lejąca.
Zapach: Ziołowy.
Cena/dostępność: Ta wersja kosztowała około 20zł, bingospa.eu
Moja opinia: Duży biało- zielony słoik o pojemności 500g, zaopatrzony w dodatkową plastikową osłonkę. To właśnie w takim opakowaniu mieściła się moja kuracja od Bingo. Jej konsystencja jest rzadka, ma biały kolor. Producent wspomina o tym, że jest rzadsza od masek ze względu właśnie na obecność aż 40składników aktywnych. Ta maska lubiła przelewać się przez palce a moje pasma dosłownie ją piły...


Wpłynęło to oczywiście na jej słabą wydajność. Około 250ml produktu, nie wystarczyło mi na więcej niż pięć użyć. Z tego co jednak widziałam to producent wprowadził innowację, w sklepie można teraz znaleźć tę samą maskę o pojemności 1000gramów, a jej cena to 36zł, dostaniemy więcej produktu w lepszej cenie. Zapach tego kosmetyku jest ziołowy, ale przyjemny- utrzymuje się na włosach jeszcze kilka chwil po spłukaniu. Działanie zachwyciło mnie od pierwszego użycia, zresztą efekt nie zmienił się przy ostatnim. Ta kuracja świetnie wygładza włosy, zawsze miałam problem z puszeniem włosów a ona go niesamowicie niweluje. Włosy są sypkie, takie miękkie... niesamowicie przyjemne w dotyku. Nie ma też mowy o tym, żeby plątała czy powodowała szybsze przetłuszczanie. Przeciwnie- moje pasma rozczesywały się z dziecinną łatwością i były ładnie odbite od nasady. Ciężko mi stwierdzić czy faktycznie wpłynęła na to, aby wypadało mniej włosów- ja na szczotce zawsze znajdywałam ich mało i to się do tej pory nie zmieniło.


Tę kurację podpinam pod moje kosmetyczne HITY i na pewno jeszcze do niej wrócę. Trochę żałuję, że tak późno po nią sięgłam, ale jak to się mówi- lepiej późno niż wcale.

Znacie ten kosmetyk?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

poniedziałek, 30 marca 2015

Kolejne spotkanie blogerek ---> dołącz do nas! :)

Cześć, 
Jak już wiecie tradycją stało się, że co roku organizuję spotkanie blogerek w Suchej Beskidzkiej. Relację z pierwszego spotkania możecie zobaczyć TUTAJ a z drugiego TUTAJ.

Na każdym spotkaniu było miło, zabawnie a wspomnienia pozostały ze mną i mam nadzieję, że z resztą też, aż do dziś.

Kolejne spotkanie planowałam na początek 2015 roku, niemniej jednak miałam wtedy swoją osiemnastkę i sporo spraw na głowie... postanowiłam przenieść je w czasie. Teraz gdy mam już chwilę czasu, mogę zająć się organizacją i tym sposobem zapraszam Was na...

 III SPOTKANIE BLOGEREK W SUCHEJ BESKIDZKIEJ!



Podoba Wam się banner? :) Udostępniajcie go u siebie na blogach.


Na III spotkanie w Suchej, standardowo zapraszam całą dziewiątkę dziewczyn, która brała udział w I spotkaniu... ale to nie wszystko :) Zapraszam też wszystkie inne osoby, które mają ochotę spotkać się z nami 23 maja- poplotkować, najeść się i pośmiać.

Jeśli chcesz spędzić z nami czas- wyślij swoje zgłoszenie już teraz :)

kornelia.wlosiak@gmail.com

W tytule wpisz: SPOTKANIE BLOGEREK a w treści e-maila uwzględnij takie dane jak imię i nazwisko, wiek, adres bloga... liczę też na krótki komentarz, dlaczego chcesz wziąć udział w spotkaniu.

Zapisy przyjmuję do 2 kwietnia a 3 roześlę informacje do osób, z którymi się zobaczę. Liczba miejsc jest ograniczona TYLKO I WYŁĄCZNIE ze względu na metraż lokalu.

Nie obchodzi mnie czy masz 200 czy 2000 obserwatorów, jeśli w Twoim blogu jest coś co sprawi, że w jakiś sposób mnie urzeknie- na pewno będziesz się bawić z nami :)

Po raz drugi przed spotkaniem wylosuję dla każdej z uczestniczek jedną blogerkę, dla której będzie przygotowywała prezent. Jeżeli chodzi o cenę to umawiamy się na 25/30zł, ale o tym poinformuje Was już e-mailowo.


W organizacji jak zwykle pomoże mi niezastąpiona DOMINIKA:*


Czekam na Wasze zgłoszenia i do zobaczenia!

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

Krem pod oczy Collagen Hydration- Murier Paris

Cześć,
W przeglądzie na FB pokazywałam Wam nowości, które dotarły do mnie z firmy MURIER PARIS. Byłam ciekawa jak spiszą się produkty, które dla siebie wybrałam ponieważ wcześniej ani nie miałam żadnej styczności z tymi kosmetykami, ani o tej marce nie czytałam. Gdyby, któraś z Was nadal nie miała bladego pojęcia o kosmetyku, jakiej marki chce Wam dzisiaj napisać to wklejam dla Was, krótki opis firmy.

Murier to jedna z pierwszych firm na rynku, która oferuje szeroką gamę najwyższej jakości kosmetyków z wykorzystaniem roślinnych komórek macierzystych (Stem Cells). Nasze produkty powstają w wyniku zastosowania unikalnych technologii, będących efektem badań naukowych, prowadzonych przez znakomitych specjalistów z dziedzin kosmetologii i dermatologii. Dzięki ich wiedzy i zapałowi oferujemy Państwu całą gamę innowacyjnych kosmetyków przeznaczonych do każdego rodzaju skóry, również tej problematycznej (serie anty-angin oraz przeciwzmarszczkowe) o bardzo intensywnym działaniu liftingującym i napinającym skórę.

Nieustannie, dbając o najwyższą jakość kosmetyków, jak również bezpieczeństwo klientów, gwarantujemy, że każdy z naszych produktów przed trafieniem na rynek przeszedł liczne testy laboratoryjne i dermatologiczne. Ponadto, nasze produkty nie zawierają parabenów, co daje pewność ich najwyższej skuteczności i jakości.Wszystko to po to, abyście mogli Państwo jak najdłużej cieszyć się młodym wyglądem.

Teraz, gdy już zapoznałyście się z marką, mogę zaprosić Was na recenzję jednego otrzymanego produktu.

Krem pod oczy Collagen Hydration eye- Murier Paris.


Od producenta: Krem pod oczy Collagen Hydration eye został stworzony po to, by odpowiedzieć na potrzeby delikatnej skóry wokół oczu. Codzienna aktywność, zmęczenie, stres i emocje powodują, że skóra ta jest szczególnie podatna na powstawanie drobnych zmarszczek i przebarwień. Krem pod oczy Collagen dzięki zawartości ekstraktu z kiełków sojowych i pszenicznych działa dotleniająco, zapewnia pełne nawilżenie i odżywienie skóry. Dodatek kolagenu poprawia elastyczność i sprężystość skóry i nie pozwala na utrwalanie się zmarszczek mimicznych. Zawarte w komórkach roślinnych flawonoidy przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu oraz pobudzają naturalne procesy regeneracji skóry. Polisacharydy i kwas hialuronowy zapewniają długotrwałe nawilżenie I wygładzenie.


 Wzrost zawartości kwasu hialuronowego.
 Dotlenienie.
 Wzrost zawartości kolagenu.
 Stymulacja syntazy hialuronowej.
 Ochrona żywych warstw skóry.
 Chroni enzymy przed glikacją.
Wygładza skórę.
 Zapewnia głębokie nawilżenie skóry.
 Ujędrnia skórę i redukuje drobne zmarszczki.

Opakowanie: 20ml, plastikowa tubka.
Konsystencja: Lekka.
Zapach: Słodki, delikatny.
Cena/dostępność: W cenie 109zł, możecie nabyć krem tutaj. 
Moja opinia: Krem pod oczy firmy Murier Paris, otrzymujemy pierwotnie zapakowany w tekturowe pudełeczko. W środku pudełka czeka na nas tubka o pojemności 20ml. Zarówno opakowanie zewnętrzne jak i tubka, są utrzymane w biało-niebieskiej tonacji. Zresztą tak jak i cała linia Murier z O2. Na opakowaniu czekają na nas takie informacje jak skład i data ważności produktu. Ten kremik jest zaopatrzony w wygodny dozownik, dzięki któremu aplikacja jest banalnie prosta. Nie musimy martwić się o to, że kremu wyleci za dużo, czy za mało. Nie ma też obawy o zużycie kosmetyku do końca bez konieczności przecinania tubki. Zauważyłam, że większość producentów, wybiera takie rozwiązanie przy okazji kremów pod oczy i bardzo dobrze. Jest prosto, precyzyjnie i higienicznie.


Konsystencja ma biały, mleczny kolor. Jest lekka, tak jak przystało na krem pod oczy. Krem nie spływa ani z palca, ani z twarzy. Aplikacja jest prosta i przyjemna. Mimo delikatnej konsystencji, produkt jest wydajny. Na posmarowanie okolic oczu nie trzeba go przecież zużyć dużo. Dodatkową zaletą jest fakt, że bardzo szybko się wchłania a pod oczętami pozostawia delikatną w dotyku skórę.


Ilość, którą mam zaprezentowaną na dłoni wystarcza na dokładne posmarowanie.. powiedziałabym nawet, że wzięłam wtedy troszkę za dużo. Chciałam jednak dobrze przybliżyć Wam konsystencję. Zapach tego kosmetyku jest delikatny, na początku wydawał mi się trochę słodki. Po chwili jednak aromat słodyczy zniknął a woń zrobiła się po prostu delikatna, lekko wyczuwalna. Po aplikacji produktu czuć ją jeszcze przez kilka chwil. Zdaję sobie sprawę z tego, że najważniejszą sprawą w przypadku tego produktu jest działanie. Bo co z tego, że konsystencja i zapach są przyjemne? Jeśli nie idzie to w parze z dobrym działaniem to te wcześniejsze plusy nic nie dają :) Na szczęście w przypadku tego kosmetyku tak nie jest. Działanie jest bardzo pozytywne.


Mimo tego, że niedawno skończyłam osiemnaście lat, moja skóra wokół oczu już wykazuje oznaki zmęczenia i ciągłego niewyspania. Zależało mi na tym, aby krem odżywił skórę i sprawił, że stanie się bardziej promienna. Na moje szczęście nie zawiodłam się. Po pierwszym użyciu miałam tylko wrażenie, że skóra jest milsza w dotyku, delikatniejsza... niemniej jednak na bardziej widoczne rezultaty nie trzeba było czekać zbyt długo. Po kilkunastu aplikacjach, a używam tego kremu rano i wieczorem. (Nie mam problemu z późniejszym nałożeniem makijażu.) skóra wokół oczy zaczęła wyglądać zdecydowanie lepiej. Mimo tego, że nadal się nie wysypiam i chodzę zmęczona... już nie da zauważyć się tego po mojej buzi. Krem odżywił moją skórę i dodał jej naturalnego blasku. 


Jestem niesamowicie zadowolona, że mogłam przetestować na swojej buzi ten produkt. Jeśli Wy również macie ochotę go wypróbować to zerknijcie na stronę firmy MURIER, niech nie odstraszy Was cena. Uważam, że lepiej zapłacić raz więcej za naprawdę dobry produkt i móc cieszyć się efektami, niżeli wydawać co chwilę pieniądze na produkty, które nie działają...albo działają negatywnie.

Znacie markę Murier? Jakie są Wasze doświadczenia?


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 29 marca 2015

Lakier do paznokci 544- Colour Alike

Cześć,
Jeszcze do niedawna w mojej lakierowej kolekcji było mało lakierów Colour Alike. Miałam ich tylko dwie sztuki, chociaż miałam chrapkę na więcej. Z pomocą, przyszła mi wyprzedaż u Moniki, u której kupiłam całą kolekcję "Tęczaków" czyli lakierów duochromowych :) Dziś chce Wam pokazać jeden kolor.
Lakier do paznokci 544- Colour Alike


Ten lakier możecie zakupić na stronie producenta, lub stacjonarnie. Cena za 8ml buteleczkę, oscyluje w granicach 14zł. Pędzelek jest długi i dobrze się nim maluje, ale na ten temat już nie będę się rozwodzić. Jest standardowy ;)


Kolor 544 to jedna z jesiennych propozycji CA, na zeszły rok. Mimo, że jesień już minęła, lakier bardzo mi się spodobał. Ciężko mi jednoznacznie opisać ten kolor... jest zielony, szmaragdowy, lekko turkusowy. 


Gdy jest ciemno, mam nawet wrażenie, że jego odcień wpada w niebieski. REWELACJA :) Na paznokciach trzyma się bez zarzutów około 4 dni, za to go uwielbiam.


Znacie tę serię lakierów? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 28 marca 2015

Żele pod prysznic Carambola & Wild Berries- Original Source

Cześć,
Jestem żelomaniaczką. Nie zaprzeczam. Kupuje te kosmetyki bardzo często i to w dużych ilościach. Zazwyczaj dominują w przeglądach nowości jak i w denkach. Na szczęście buteleczki, zarówno szybko do mnie przybywają jak i ubywają więc nie ma, aż tak źle. Po wytwory OS nie sięgałam prawie wcale. Kiedyś miałam tylko jeden żel, cytrynowy- pisałam o nim tutaj. Nie tak dawno podczas zakupów w Rosie, skusiłam się na dwa nowe zapachy i to o nich właśnie chcę dzisiaj opowiedzieć.

Żele pod prysznic Carambola & Wild Berries- Original Source


Od producenta: Tego lata tropikalny klimat zagości w Twojej łazience zmieniając ją w prywatny kurort. Wszystko to za sprawą nowego żelu pod prysznic, Original Soruce Carambola. Nierutynowa marka zamknęła w designerskiej butelce owoc gwiaździstej karamboli, by w letnie dni przynieść rozgrzanym zmysłom przyjemne orzeźwienie.

Żel pod prysznic o zapachu dzikich jagód leśnych. Poranny prysznic z Wild Berries sprawi, że poczujesz dzikość serca i pozytywnie nakręcisz się na cały dzień.
Edycja limitowana na wiosnę 2015. 



Opakowanie: 250ml, plastikowa butelka.
Konsystencja: Galaretowata w przypadku obu produktów.
Zapach: Wspaniały, zarówno w jednej jak i w drugiej wersji. Jest owocowo, słodko-kwaśno i uwodzicielsko ;)
Cena/dostępność: Około 9zł za opakowanie, do kupienia w R, warto jednak polować na promocję. Wtedy żel możecie dorwać, nawet za 4.99zł.
Moja opinia: Żele mieszczą się w typowych dla marki Original Source tubkach. Mają one 250ml pojemności, są smukłe, lekko chropowate i dobrze trzyma się je w dłoni. Nie ma również większych problemów z otwarciem ich, nawet mokrymi dłońmi. Opakowanie jest na tyle poręczne, że bez większych problemów możemy zużyć te żele do końca. Konsystencja, również niczym się nie różni. Jest lekko galaretowata, a co za tym idzie niewydajna. Te żele bardzo często spływały mi z dłoni czy też już z ciała.


Zapach... rewanżuje mi wszystko. W obu produktach jest GENIALNY! Carambola Shower- kupiłam go w styczniu i w lutym, właśnie na promocji w Rossmanie. Ten żel pochodzi z edycji limitowanej na zeszłoroczne lato, ale jeszcze możecie go dopaść. Woń jest tropikalna, świeża, owocowa. Bardzo przyjemna. Z kolei Wild Berries to edycja limitowana na wiosnę 2015, zapach dzikich jagód leśnych oczarował mnie totalnie ♥ Żałuję, że w moim R znalazłam tylko jedną butelkę, bo pewnie skusiłabym się na dwie. Woń jest owocowa, słodka a zarazem lekko kwaskowa. IDEALNA! Nie pamiętam, żebym kiedyś miała tak cudownie pachnący żel. Niestety, aromaty bardzo szybko ulatniają się po kąpieli a szkoda, bo chciałam, żeby zostały ze mną dłużej :( :( :( Działanie jest już standardowe. Żele dobrze oczyszczają, nie pienią się zbyt obficie, ale prysznic z nimi jest i tak przyjemny. 


Cieszę się, że je kupiłam. Zdecydowanie umiliłam sobie chociaż na chwilę czas spędzony pod prysznicem. Kiedyś jeszcze na pewno zdecyduję się na jakiś inny zapach, który zaoferuje mi OS :)

Miałyście te dwa żele? Która woń bardziej Was urzekła?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 26 marca 2015

Szampon + Odżywka do włosów regenerująca i chroniąca kolor- Tołpa

Cześć,
Czy w Waszej pielęgnacji włosów przewijają się kosmetyki TOŁPY? Ja miałam kilka ich produktów, ale pierwszy raz stykam się z właśnie z tymi, które są przeznaczone do pielęgnacji pasm. Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa jak się spiszą. Produkty do ciała/twarzy lubię, miałam nadzieję, że i z tymi przeznaczonymi do pielęgnacji włosów będzie podobnie. Zestaw, o którym chce Wam dzisiaj napisać znalazłam w swojej paczuszce od SPA&FIT, firma oferuje wiele kosmetyków tej marki :)

Szampon + Odżywka do włosów regenerująca i chroniąca kolor- Tołpa


Od producenta: 

nasz botaniczny
szampon ma kremową konsystencję i ujmujący zapach. Delikatnie oczyszcza skórę głowy i włosy. Odbudowuje i wzmacnia strukturę włosów. Chroni przed promieniami UV zapobiegając płowieniu koloru. Odżywia i regeneruje. Wygładza i przywraca połysk. Zawiera przyjazne dla skóry głowy i włosów środki myjące, dzięki czemu łagodnie się pieni.


nasza botaniczna
odżywka-maska ma kremową konsystencję i ujmujący zapach. Odbudowuje i wzmacnia strukturę włosów. Chroni przed promieniowaniem UV zapobiegając płowieniu koloru. Regeneruje uszkodzenia powstałe w wyniku zabiegów fryzjerskich. Wygładza, przywraca połysk i elastyczność. Ułatwia rozczesywanie i układanie włosów.


Opakowanie: Szampon to 200ml plastikowa butelka, z kolei odżywka ma 125ml i jest zamknięta w tubce.
Konsystencja: Żelowy szampon i kremowa odżywka.
Zapach: Perfumowany, słodki.
Cena/dostępność: Cena obu produktów oscyluje w granicach 30zł. Szampon możecie kupić TUTAJ, z kolei odżywkę TUTAJ. Można je zdobyć również w Rossmanie, warto jednak czekać na promocję, wtedy kosmetyki są sporo tańsze.
Moja opinia: Szampon mieści się w plastikowej butelce o pojemności 200ml. Jest zaopatrzony w wygodne zamknięcie, dzięki któremu dozowanie produktu jest niewiarygodnie proste. Odżywka jest zamknięta w plastikową  tubkę i ma 125ml pojemności. Tubka odżywki jest miękka więc gdy zacznie dobijać dna- nie ma problemu z tym, aby przeciąć opakowanie. Oba produkty są utrzymane w biało-czerwonej tonacji, a z tyłu czekają na nas potrzebne informacje takie jak skład, sposób użycia. Konsystencja szamponu jest żelowa, gęsta, ciężka. Wręcz za ciężka. Podczas mycia miałam wrażenie, że niemiłosiernie oblepia włosy i nie da się go domyć. Konsystencja odżywki nie sprawiła mi problemów- jest kremowa, delikatna. W porównaniu do szamponu jest niezwykle wydajna. Zapach w obu produktach jest identyczny- perfumowany, trochę słodki. Przyjemny i utrzymuję się na włosach, jeszcze kilka chwil po umyciu.


Meritum dzisiejszego postu to oczywiście działanie tych dwóch delikwentów. Zacznijmy od szamponu, we wcześniejszych słowach pisałam Wam już o jego nieprzyjemnej konsystencji. Ten kosmetyk nie pieni się zbyt obficie więc trzeba go na włosy nałożyć całkiem sporo, zwłaszcza jeżeli są grube tak jak moje. Im więcej kosmetyku= mocniej oblepione i trudniejsze do dokładnego umycia włosy.... żeby były naprawdę porządnie umyte to trzeba się namęczyć a efekt jaki pozostawia nie do końca mnie zadowala. Jego zadaniem jest przywracanie połysku i wygładzenie- na moich włosach ta obietnica nie jest spełniona nawet w jednym procencie. Jedyne co robi to oczyszcza włosy, ale żeby osiągnąć taki efekt to wolę kupić szampon za 7 czy 8zł, który będzie się dobrze zmywało :) Odżywka na szczęście sprawiła, że ten duet nie był u mnie do końca skreślony. Na włosach trzymam ją około 10-12 minut po czym zmywam dużą ilością wody. Moje pasma po jej użyciu są gładkie, miękkie. Zdecydowanie są bardziej nawilżone. Staram się nie farbować często włosów, Garnier Olia ma to do siebie, że nawet gdy już pojawiają się odrosty to kolor na długości nadal jest głęboki. Dzięki tym dwóm kosmetykom ten efekt jest jeszcze bardziej widoczny. 

  
Reasumując- szampon zdecydowanie się u mnie nie spisał, ale z odżywki jestem zadowolona. W efekcie ani nie będę płakać gdy się skończą, ani nie będę się cieszyć. Jestem zadowolona, że mogłam je wypróbować, ale więcej po nie nie sięgnę :) (Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że skuszę się na samą odżywkę.)

Znacie te kosmetyki?

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

środa, 25 marca 2015

Płyn do higieny intymnej- Ziaja

Cześć,
Choć firma Ziaja jest bardzo popularną i ogólnodostępną to mało u mnie kosmetyków tej marki. Nie licząc pasty, którą mam w zapasach dzisiejszy post mówi o kosmetyku, który jest chyba drugim produktem z tej firmy, który kupiłam od niepamiętnych czasów.

Płyn do higieny intymnej melon- Ziaja


Od producenta: Płyn do higieny intymnej przygotowany na bazie szczególnie delikatnych substancji myjących, skutecznie zastępuje mydło, a jest od niego delikatniejszy. Neutralizuje przykry zapach i daje uczucie świeżości utrzymujące się kilkanaście godzin, Zawiera D-Panthenol (prowit. B5), dlatego działa kojąco na drobne zaczerwienienia i podrażnienia śluzówki. Dzięki dodatkowi kwasu mlekowego utrzymuje prawidłowy poziom pH błon śluzowych i skóry oraz nie dopuszcza do rozwoju chorobotwórczej flory bakteryjnej. Przebadany w Klinice Położnictwa i Chorób Kobiecych AMG uzyskał wysoką ocenę użytkową.

Dostępny w wielu wersjach zapachowych: Babka lancetowata, Borówka (działanie ochronne, płyn polecany szczególnie dla kobiet narażonych na częste infekcje intymnych miejsc ciała), Brzoskwinia, Konwalia, Kora dębu, Macierzanka, Mak polny, Melon, Migdał Mniszek lekarski, Nagietek lekarski, Neutral, Rumianek, Szałwia lekarska

Płyny w opakowaniach zielonych występują w pojemnościach 200 ml, 200 ml (dozownik) i 500 ml.
Płyny w opakowaniach czerwonych 200 ml i 500 ml.


Opakowanie: Plastikowa, 500ml butelka.
Konsystencja: Rzadka, niebieska.
Zapach: Lekko owocowy.
Moja opinia: Ten płyn mieści się w sporej, bo aż 500ml butelce. Warto wspomnieć, że są też wersje 200ml, ale bardziej opłaca się kupować tę większą. Butelka jest przeźroczysta, łatwo się ją otwiera i nie ma problemów z wydobyciem produktu z opakowania. Konsystencja ma jasnoniebieski kolor, raczej nie jest gęsta. Od czasu do czasu przelewa się przez palce więc raczej nie zaliczyłabym tego płynu do jakiś super wydajnych. Zapach jest bardzo przyjemny, melonowa woń jest delikatna i nie drażni mojego nosa, bardzo szybko się zresztą ulatnia. Jestem zadowolona z działania tego płynu bo robi to co ma robić ;) Dobrze oczyszcza, nie podrażnia więc jest bardzo delikatny dla skóry. Pozostawia na niej przyjemne uczucie świeżości, z którego jestem zadowolona. Dodatkową zaletą jest fakt, że świetnie łagodzi podrażnienia więc jeśli macie jakieś problemy to lećcie po niego do sklepu :)


Kupiłam ten płyn w ciemno, ale na pewno jeszcze do niego wrócę. Znacie? Lubicie? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 24 marca 2015

Żel do mycia ciała róża i jaśmin- Anatomicals

Cześć,
Miałyście okazję już poznać ofertę marki ANATOMICALS? Ja poznaję ich produkty od sierpnia ubiegłego roku. Jedne są lepsze, inne gorsze. Zbiór wszystkich recenzji, kosmetyków tej firmy, które opublikowałam na łamach tego bloga znajdziecie w tej zakładce. Zerknijcie, może akurat traficie na opinię o kosmetyku, który Was intryguje a nie jesteście pewne czy się na niego zdecydować. Jeśli macie takie wątpliwości dotyczące żelu do mycia ciała o zapachu róży i jaśminu to dziś postaram się je rozwiać.

Żel do mycia ciała róża i jaśmin- Anatomicals


Od producenta: OK! Twój facet znowu nie opuścił deski sedesowej. Świetnie! Porozrzucał na podłodze swoje skarpetki i mokre ręczniki! Dlaczego nie może po prostu wrzucić brudnych rzeczy do kosza na pranie?! Rewelacja! Znowu wyciskał pastę do zębów od złej strony i nie postawił jej na zakrętce! Spokojnie. Może nie wszystko idzie zawsze po twojej myśli, ale jest ŚWIETNIE, bo w każdej chwili możesz wskoczyć pod prysznic i upajać się kwiatowym aromatem naszego żelu pod prysznic. To koniec! Bałwan zużył całą butelkę. Do ostatniej kropli!

Relaksujące ekstrakty zapachowe z róży i jaśminu przeniosą Cię pod prysznicem do cudownego ogrodu, gdzie znajdziesz chwilę odpoczynku po męczącym dniu. Skład pozbawiony  dwuetanoloaminy, parabenów  zatroszczy się o Twoją delikatną skórę pozostawiając ją miękką, gładką i nawilżoną.

Opakowanie: Plastikowa, 250ml tubka.
Konsystencja: Galaretowata.
Zapach: Różany.
Cena/dostępność: 15zł za opakowanie, do kupienia TUTAJ. 
Moja opinia: Ten żel mieści się w plastikowej butelce o pojemności 250ml. Jest ona przeźroczysta, rzuca się w oczy... ładnie wygląda na półce w łazience ;) Z tyłu opakowania znajdziemy informacje takie jak sposób użycia czy skład produktu. Butelka jest dobrze zrobiona, nie ma problemu z wydobyciem żelu do końca. Zatrzask jest strzelny, łatwo otwiera się go mokrymi dłońmi, ale nie wylewa produktu. 


Konsystencja ma różowy kolorek, swoim stanem skupienia przypomina galaretkę- do umycia całego ciała trzeba jej zużyć całkiem sporo więc wpływa to na niską wydajność tego kosmetyku. Zapach mnie nie porwał. Woń jest kwiatowa a dominuje w nich aromat róż. Nigdy nie byłam zwolenniczką tego zapachu, a w tym produkcie jest on tak intensywny, że czasem ciężko mi się go używało. Z tego powodu około połowę opakowania oddałam swojej koleżance, która bardzo lubi taki aromaty a zapachem tego produktu była po prostu wniebowzięta. Mimo tego, że z tym żelem nie da się wytworzyć zbyt dużej ilości piany- mycie było przyjemne. Kosmetyk dobrze oczyszcza i odświeża skórę a przy tym otula ją różanym zapachem, który jak mniemam znajdzie wiele zwolenniczek :)


Lubicie różane aromaty?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 22 marca 2015

Głęboko odżywiający wosk do włosów- Henna Treatment Wax

Cześć, 
Właśnie zdałam sobie sprawę, że już naprawdę bardzo długi okres czasu nie zamieszczałam dla Was aktualizacji włosowej. Obiecuję, że to się zmieni! Swoją drogą planują wprowadzić w życie bloga parę zmian, tak żeby mógł odżyć :)  Dziś chce Wam opowiedzieć parę słów o kosmetyku, który znalazł się w marcowym denku.


 Głęboko odżywiający wosk do włosów- Henna Treatment Wax


Od producenta: Ekstrakt z henny pochodzi ze zmielonych na proszek liści henny i jest doskonałym składnikiem odżywiającym włosy i cebulki włosowe.
Jeżeli włosy są w złym stanie po trwałej ondulacji lub zniszczone suszarką, wosk używany regularnie pomoże odżywić skórę głowy, wzmocnić włosy sprawi, że będą zdrowsze i lśniące.
Odżywcza maseczka Wax szczególnie polecana jest do włosów słabych i kruchych oraz ze skłonnością do wypadania.
Leczniczy wosk Beauty Formulas to więcej niż odżywka. Wosk nie zmienia i nie odbarwia włosów.


Opakowanie: Plastikowa, 150ml tubka.
Konsystencja: Gęsta, treściwa.
Zapach: Lekko kwiatowy.
Cena/dostępność: Około 11zł, do kupienia w sklepach internetowych.
Moja opinia: Ten produkt mieści się w plastikowej tubce o pojemności 150ml. Tubka jest dobrze wyprofilowana, łatwo trzyma się ją w dłoni. Nie ma żadnych problemów z wydobyciem wosku do końca i nawet nie trzeba przecinać opakowania. Konsystencja jest kremowa, gęsta a moje włosy wprost piły tę odżywkę. Zapach jest lekko kwiatowy, przyjemny. Ucieszyłam się bo utrzymywał się na włosach jeszcze kilka godzin po dokładnym spłukaniu kosmetyku. Jak widzicie skład nie powala na kolana, choć ja specjalnie nie zwracam na to uwagi. Wybieram takie kosmetyki, które moje włosy lubią a nie takie, które są koniecznie w stu procentach naturalne. Ten wosk działał na moje pasma średnio. Choć producent pisze, że wystarcza na około 3-4 zastosowania, to ja użyłam go około 5 razy. Tak jak pisałam "włosy piły ten kosmetyk" więc nie zużywałam go specjalnie dużo przy pojedynczej aplikacji. Włosy po umyciu były śliskie w dotyku a puszenie było prawie wyeliminowane. Byłam zadowolona bo nie lubię jak moje kosmyki odstają w dwadzieścia stron. Trzeba jednak uważać, żeby nie dać tej odżywki zbyt dużo na skalp bo lubi go przetłuszczać.


Byłam ciekawa jak ten wosk spiszę się na moich włosach więc cieszę się, że go wypróbowałam. 

Miałyście? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 21 marca 2015

Lakier do paznokci WOW Nail Color 62- Golden Rose

Cześć,
Jeszcze początkiem marca podczas drobnych zakupów, dostrzegłam nowe lakiery wprowadzone przez Golden Rose. Ilość kolorów do wyboru, jest przeogromna. Nie wiedziałam, na który mam się zdecydować... odcieni fioletów było tyle, że prawie dostałam oczopląsu :-) Koniec końców zdecydowałam się na cztery buteleczki, ale jestem pewna, że nie będą ostatnimi w mojej kolekcji. Dziś chce Wam zaprezentować jeden z dorwanych przeze mnie wtedy kolorków.

Lakier do paznokci WOW Nail Color 62- Golden Rose


Ten kolega mieści się w buteleczce o pojemności 6ml. Bardzo spodobała mi się opcja, takich małych lakierów, ponieważ i tak większością tych, które kupuję- nie maluję więcej niż dwa razy....


Za jedną sztukę zapłaciłam tylko 3.49zł ;-) Niezły deal. Z tego co się orientuję to w większości sklepów, cena oscyluje w granicach 4zł. Pędzelek jest krótki, ale za to dosyć szeroki. Bardzo dobrze się nim maluje. 


Kolor bardzo mi się spodobał. Jest fioletowy, wyrazisty... fuksjowy :) Lakier trzyma się bez zarzutu około trzech dni na paznokciach więc to całkiem sporo. Zwłaszcza, że ja i tak zmieniam często kolor.


Zdjęcia są robione, właśnie trzeciego dnia od pomalowania. Lakier nie smuży, dobrze się rozprowadza.


Uwielbiam go! Znacie nowe lakiery od GR? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 19 marca 2015

Żel pod prysznic- Winterdusche- Isana!

Cześć,
Tak, ja też nie przeszłam obojętnie obok zimowej edycji limitowanej wprowadzonej przez Isanę do Rossmana. Moja pingwinkowa rodzinka liczyła wszystkie kosmetyki- mydło, wkład i żel, o którym chce Wam dzisiaj napisać parę słów.

Żel pod prysznic "Winterdusche"-Isana


Od producenta: ISANA zimowy żel pod prysznic z ekstraktem z wanilii. Do skóry suchej, edycja limitowana.

DZIAŁANIE PIELĘGNACYJNE.
Zimowy żel pod prysznic ISANA zapewnia optymalną pielęgnację skóry delikatnej. Żel oczyszcza skórę szczególnie łagodnie i jednocześnie zapewnia jej poczucie komfortu. Łagodny kompleks pielęgnacyjny pomaga w utrzymaniu odpowiedniej gospodarki wodnej skóry i w ten sposób chroni ją przed wysuszeniem. Zimowa kompozycja zapachowa i ekstrakt z wanilii powodują dobre samopoczucie i przynoszą chwile komfortu.
pH przyjazne dla skóry - potwierdzone dermatologicznie.


Opakowanie: Plastikowa, 300ml butelka.
Konsystencja: Całkiem gęsta.
Zapach: Waniliowy.
Cena/dostępność: Około 3zł, do kupienia w Rossmanie.
Moja opinia: Ten żel mieści się w standardowej dla wytworów Isany butelece, ma 300 ml pojemności, jest plastikowy i łatwo otwiera się go nawet mokrymi dłońmi. Samo opakowanie jest urocze. Ten mały pignwinek zachwycił i mnie.♥ Opakowanie jest niezwykle oryginalne i wygląda bardzo ładnie w łazience.


Konsystencja jest całkiem gęsta, zdecydowanie bardziej niż w standardowych wersjach żeli z Isany. Ma jasny kolor, ale nie pieni się zbyt obficie. Do porządnego umycia ciała, musimy zużyć jednak całkiem sporo tego kosmetyku, biorąc jednak pod uwagę, że to jest żel... nie mam mu tego za złe :) Lubię zmieniać zapachy a moje zapasy żelowe wciąż rosną. Zapach jest waniliowy, słodki, ale nienachalny. Nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. Kosmetyk robi to co ma robić- dobrze myje, oczyszcza i odświeża skórę. Nie ma żadnych właściwości pielęgnacyjnych, ale powtórzę po raz enty- nie wymagam tego od takich żeli :)


Jeśli, nie miałyście jeszcze możliwości go wypróbować a dopadniecie go w swoich Rossmanach, zdecydowanie warto wrzucić go do koszyka :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 17 marca 2015

Szampon+ odżywka do włosów z olejkiem arganowym- Joanna

Cześć,
Dziś mam dla Was recenzję kosmetyku, który wrzuciłam do reklamówki denkowej jeszcze początkiem lutego. Ten szampon używało się tak miło, że bardzo szybko go wykończyłam. Przy okazji muszę Wam też napisać o odżywce, kosmetyków używałam w parze.

Szampon+ odżywka do włosów z olejkiem arganowym- Joanna


Od producenta: Szampon z linii Argan Oil przeznaczony jest do włosów potrzebujących szczególnej pielęgnacji. Receptura szamponu zawiera olejek arganowy uzyskiwany z upraw ekologicznych i posiadający certyfikat Ecocert.
Szampon doskonale myje i pielęgnuje zniszczone i przesuszone partie włosów oraz rozdwajające się końcówki. Wygładza włókna włosów przywracając im zmysłowy połysk i nadaje włosom miękkość i witalność.
Dlatego jeśli marzysz o pięknych, mocnych i wyjątkowo zdrowych włosach nie musisz już wydawać fortuny, gdyż jeden z najbardziej cenionych w pielęgnacji składników jest teraz dostępny w nowej linii Joanna Argan Oil.
Cudownie krystaliczna konsystencja i piękny zapach sprawią, że mycie włosów stanie się wyjątkowym rytuałem przywracającym naturalne piękno.

Odżywka z olejkiem arganowym do włosów suchych, zniszczonych, potrzebujących wyjątkowej pielęgnacji.
Wzbogacona o niezwykle cenny olejek arganowy, zwany także płynnym złotem Maroka. Ten orientalny składnik posiada bogate właściwości pielęgnujące włosy i delikatną skórę głowy. Teraz i Ty możesz rozkoszować się korzyściami płynącymi z tych luksusowych dobrodziejstw, a Twoje włosy zyskają:
- odżywienie i wzmocnienie,
- łatwość rozczesywania,
- regenerację zniszczonych partii,
- zmysłowy połysk,
- ochronę przed puszeniem się.
Cudowna konsystencja i piękny zapach odżywki sprawią, że pielęgnacja włosów stanie się wyjątkowym rytuałem przywracającym naturalne piękno.


Opakowanie: Plastikowe, 200ml butelki..
Konsystencja: Rzadka w przypadku szamponu, całkiem gęsta w przypadku odżywki.
Zapach: Orzechowy.
Cena/dostępność: Wszędzie... cena obu kosmetyków oscyluje w granicach 6zł.
Moja opinia: Te kosmetyki mieszczą się w brązowych, plastikowych butelkach o pojemności 200ml. Na pierwszy rzut oka nie widać ile produktu zostało, wystarczy jednak skierować opakowanie pod światło, żeby zobaczyć stan zużycia. Z tyłu czekają na nas wszystkie podstawowe a zarazem potrzebne informacje- sposób użycia, skład kosmetyku. Konsystencja szamponu ma lekko brązowy kolor, jest rzadka co wpływa na jego słabą wydajność. Odżywka również ma brązowy kolor, ale jest o wiele gęstsza. Szampon bardzo dobrze się pieni, do porządnego umycia włosów nie trzeba zużyć zbyt wiele mazi (nie licząc tego co przeleje się przez palce:P) Zapach w przypadku obu produktów jest bardzo przyjemny- lekko orzechowy i utrzymuje się długo na włosach. Jestem zadowolona z obu kosmetków, najprościej rzecz ujmując określiłabym je, że są idealne do codziennego stosowania. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy i nie plącze ich przy tym. Nie mam jednak wrażenia, że wpłynął pozytywnie na stan moich włosów- jakie były takie są, na szczęście nigdy na nie nie narzekałam. Oczywiście obu produktów używam w parze, moje włosy po zastosowaniu odżywki są zmiękczone i łatwiej się je rozczesuje. Jeśli zależy Wam na efekcie WOW- nie szukajcie szczęścia w tych kosmetykach. Jeżeli jednak Wasze włosy nie są problematyczne i nie przeszkadza im SLS w składzie lećcie po nie do sklepu :)

(po lewej odżywka po prawej szampon)

Znacie te kosmetyki? Co sądzicie o serii Argan Oil?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

poniedziałek, 16 marca 2015

Masło do ciała bergamotka i zielony imbir- Anatomicals

Cześć,
Okres zimowy sprzyja kremowaniu ciała. To właśnie teraz staram się dostarczać mojej skórze jak największe dawki nawilżenia, wstyd przyznać, ale latem bardzo często rezygnuję z tego procederu.

Wybierając kolejną AMBASADORSKĄ paczkę od Anatomicals, zaintrygowało mnie jedno z ich masełek do ciała. Konkretnie rzecz ujmując zaintrygowało mnie połączenie zapachowe...

Masło do ciała bergamotka i zielony imbir- Anatomicals


Od producenta:  Wiemy, że masz anielskie serce, ale kiedy już nakarmisz wszystkie koty w okolicy i przeprowadzisz przez jezdnię wszystkie babcie, spełnij jeszcze jeden dobry uczynek i zadbaj wreszcie o siebie! Nasze masło do ciała sprawi że Twoja skóra będzie nawilżona i miła w dotyku, a delikatny aromat imbiru i bergamotki ukoi Twoje zmysły. To pewne jak amen w pacierzu, że stosując masło regularnie, wkrótce poczujesz się grzechu warta!

 Bogaty skład zawierający masło kakaowe i miód dogłębnie odżywia i nawilża Twoją skórę. Relaksujące właściwości zapachowe bergamotki i zielonego imbiru wprowadzą Cię w stan ukojenia i spokoju. Lekka formuła masła sprawia, że produkt wchłania się błyskawicznie pozostawiając skórę miękką i wygładzoną.


Opakowanie: Plastikowy, 200ml słoiczek.
Konsystencja: Lekka. 
Zapach: Świeży, orzeźwiający.
Cena/dostępność: 20zł, do kupienia tutaj. 
Moja opinia: To masełko mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 200ml. Jest zielony, przykuwa wzrok i mieszczą się na nim informacje takie jak skład i krótka historyjka. Niestety w środku nie czeka na nas żadne dodatkowe wieczko zabezpieczające więc trzeba uważać podczas otwierania- masło może się wylać. Konsystencja jest lekka, nawet za lekka jak na masło... jak dla mnie ten kosmetyk bardziej przypomina mleczko czy balsam. Ma biały kolor, przelewa się przez palce a co za tym idzie nie jest specjalnie wydajna. Zapach bardzo mi się spodobał, ciężko go zdefiniować... woń jest orzeźwiająca, świeża i przyjemna dla nosa. Utrzymuje się na skórze jeszcze kolejnego dnia od posmarowania. (Zawsze smaruję się wieczorem przed pójściem spać) Działanie jest świetne. Masło radzi sobie doskonale z nawilżeniem ciała, nie pozostawia przy tym na skórze lepkiej i nieprzyjemnej warstwy, często zdarza mi się zacinać przy okazji golenia... po posmarowaniu tym masłem skóra przestaje piec i znika zaczerwienienie. 


Mimo słabej wydajności ten produkt to jeden z najlepszych kosmetyków Anatomicals, jaki miałam do tej pory okazję używać. Na inną wersję zapachową zdecyduję się już latem- wtedy chętniej sięgam po balsamy o takiej lekkiej konsystencji.

Znacie ten kosmetyk? Co sądzicie o zapachu? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej