wtorek, 31 grudnia 2013

Nowości grudnia... ;)

Cześć,
Jeszcze zanim wybierzemy się na sylwestrowe szaleństwa, chciałam Wam pokazać moje grudniowe nowości. Będzie to post dosyć krótki... więc czemu nie ;)


No i to wszystko! Grudzień był miesiącem, w którym przybyło do mnie tylko satynowe mleczko do kręconych włosów od Marion, kupiłam je,aby ujarzmić puszenie się włosów. Drugim i zarazem ostatnim produktem jest kredka do brwi z FM-U. 

Jak tam Wasze nowe kosmetyki?

Addicted to cosmetics


Czytaj dalej

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Lakier do paznokci- Mariza Brilliant 7702

Cześć,
Przynajmniej raz w miesiącu staram się Wam pokazać jakiś kolorek na paznokciach, a że grudnia zostało raczej niewiele... chciałabym Wam dziś przedstawić lakier od Marizy, pochodzi z kolekcji Brilliant i ma numerek 7702.


Lakier mieści się w standardowej 10ml buteleczce. Pędzelek jest średnich rozmiarów, ale w miarę dobrze się nim maluje.


Jest to taki lekko wrzosowy kolorek, ma w sobie pięknie mieniące się drobinki.


Do idealnego pokrycia paznokci wystarczą dwie warstwy. Lakier świetnie prezentuje się w świetle,
drobinki błyszczą wtedy na wszystkie strony.


Jego dodatkowy atut to tempo wysychania- a jest ono błyskawiczne. Już po kilku sekundach możemy zająć się swoimi obowiązkami.


Nie ma też problemu ze zmywaniem, kosztuje około 9-12zł, możecie go zakupić u konsultantek Marizy.


Jak Wam się podoba?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 28 grudnia 2013

Błyszczyk Rock Me Baby- Virtual

Cześć,
Dziś trochę bardziej na luzie. Błyszczyków i szminek wiadomo....nigdy nie za dużo ;-)

Dziś chciałabym Wam przedstawić bardzo miłego kolegę, jest to produkt firmy Virtual, błyszczyk pochodzi z kolekcji Rock Me Baby i ma numerek 147.


Od producenta: Mocny makijaż oczu wymaga aby usta pozostały naturalne i lśniące. W tym sezonie zachwycają świeżością i lustrzanym blaskiem. W kolekcji Rock me baby znalazły się cztery delikatne odcienie, znakomicie prezentujące się zarówno w świetle dziennym jak i wieczorowym. Pielęgnują, chronią i nawilżają usta dzięki dodatkowi oleju winogronowego oraz jojoba. Lekka formuła nie skleja ust, pozostawiając je kusząco miękkie i błyszczące o  zapachu Tutti Frutti.

Opakowanie: Niewielkich rozmiarów.
Konsystencja: Dosyć gęsta.
Zapach: Cukierkowy!
Cena/dostępność: Około 11zł. Ja stacjonarnie go nie widziałam,ale na pewno można go zdobyć w internetach :)


Moja opinia: Błyszczyk mieści się w bardzo poręcznym opakowaniu, jest ono małe i bez problemu zmieści się do każdej torebki, czy nawet kieszeni. Ma dosyć gęstą konsystencję, w której są zatopione piękne, błyszczące drobinki, aby dokładnie posmarować nim usta wystarczy naprawdę odrobinka. Jego ogromny atut to zapach, jest słodki, cukierkowy, utrzymuje się na ustach. Mam tendencje do zlizywania błyszczyków...no taki zwyczaj ;-) W smaku jest równie cudny. Na ustach wydaje się być subtelny, rozświetla je swoimi mocno błyszczącymi drobinkami. Całkiem dobrze nawilża usta, jestem z niego naprawdę zadowolona.


Co nim sądzicie? Jak Wam się podoba? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 27 grudnia 2013

Kakaowy peeling do ciała- Palmers

Cześć,
Wracanie do domu o 6 rano i spanie do 16 to zdecydowanie nie jest dobry styl życia.... :D

Dziś mam dla Was recenzję średniaka. Ostatnio ciągle chwaliłam masę kosmetyków, więc teraz pora trochę ponarzekać, a w tym wypadku jest na co.


Kakaowy peeling od Palmers.


Od producenta: Unikalna i wyjątkowo bogata formuła kremu na bazie masła kakaowego wzbogacona witamina E oraz emolientami o wyjątkowym działaniu nawilżającym i natłuszczającym, dzięki czemu skóra staje się miękka, gładka i elastyczna.

Krem-masło pozostawia na powierzchni skóry naturalny połysk i zapach. Penetruje do głębokich warstw skóry, eliminuje objawy suchości, zaczerwienienia, przywraca odpowiednią gładkość i miękkość.

Idealny do skóry normalnej i wrażliwej.


Opakowanie: 200g plastikowy słoiczek.
Konsystencja: Treściwa.
Zapach: Mocno kawowy...
Cena/dostępność: Około 40-45zł, do kupienia w aptekach.


Moja opinia: Ten peeling wybrałam dla siebie na październikowym spotkaniu blogerek. Uwielbiam peelingi więc byłam bardzo ciekawa jak ten gagatek sprawdzi się w swojej roli. Firmy nie znałam prawie wcale, więc tym bardziej ciekawość była prawie maksymalna ;-) Produkt mieści się w plastikowym 200g słoiczku, lubię takie rozwiązania w przypadku tego typu kosmetyków, bo pozwala mi to wydobyć produkt do końca, dodatkowo w środku czeka na nas kolejne zabezpieczenie, więc w tej kwestii producent spisał się zdecydowanie na plus. Jestem pozytywnie zaskoczona również konsystencją jaka na nas czeka. Jest ona bardzo bogata i treściwa, koloru lekko brązowego. Nie przelewa się przez palce, i jest w niej zatopiona ogromna ilość drobinek kakao- i mniejszych i większych. Niestety problemy pojawiły się już po otwarciu. Zapach jest naprawdę bardzo mocny i intensywny, wręcz duszący, zdecydowanie więc mi się nie spodobał. Poza tym utrzymuje się na skórze zarówno podczas aplikacji jak i już po, co powoduje,że mój nos cierpi. No i pora przejść do najważniejszego czyli do działania, a jest ono ZASKAKUJĄCE. Peeling w kontakcie z mokrym ciałem robi się miękki, idealnie sunie po skórze. Skóra po użyciu jest naprawdę bardzo wygładzona i przyjemna w dotyku. Nie pozostawia też na skórze nieprzyjemnej, tłustej warstwy. Jeśli, któraś z Was woli jednak używać takich produktów na sucho- nie będzie zadowolona. Peeling wtedy bardzo ciężko rozprowadza się po ciele, jest twardy, wręcz ma lekko woskową konsystencję i nie da się z nim za wiele zdziałać. Reasumując- dla mnie zdecydowanie odpada. Choć jego opakowanie i częściowo działanie zasługuję na słowa pochwały, to niestety zapach nie pozwala mi go dalej używać. Robiąc peeling mam ochotę zrelaksować się przy przyjemnej woni, a nie zatykać nos :) Dodatkowy minus to cena, która jest dosyć wysoka.



Miałyście z nim styczność? Jak Wasze wrażenia? :)

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

czwartek, 26 grudnia 2013

Tusz do kresek, Retro Glam, Micro Eyeliner- Rimmel

Cześć,
Mam nadzieję,że Wasze brzuszki są najedzone, tak żebyśmy od stycznia miały co zrzucać. No,ale o tym pomyślimy w styczniu... :D Z prezentów pod choinkowych jestem niesamowicie zadowolona! Zresztą chwaliłam Wam się już na FB.

Dzisiejsze foty robione już nowym kumplem :) Jesteśmy na etapie poznawania się. Kto jeszcze nie wie o czym mówię niech zaczeka do mixu zdjęciowego ;>

Dziś mam dla Was recenzję okropnego bubla! Mowa o tuszu do kresek- Rimmel, Retro Glam, Micro Eyeliner. Uwielbiam kreski na powiekach, jest to mój codzienny "must have". Najlepiej czuje się właśnie w czarnym kolorze więc byłam przekonana,że ten kumpel sprawdzi się w swojej roli idealnie.


Od producenta: Wodoodporny tusz do kresek. Gruba i cienka kreska w jednym.

Opakowanie: Zdecydowanie na plus, aplikator wydaje się być fantastyczny :)


Kolor: Początkowo mocna czerń, która już po kilku użyciach zwyczajnie bleknie.
Cena/dostępność: Około 24zł do kupienia np. w Rossie.


Moja opinia: Rimmel zafundował nam bardzo fajne opakowanie, eyeliner w pisaku zdawał się być świetnym rozwiązaniem dla wszystkich, którzy mają problemy z rysowaniem kresek. Zwłaszcza,że sama końcówka wygląda zdecydowanie kusząco. W każdym razie w tym wypadku tylko początek jest taki piękny ;-) Po pierwszym użyciu było w miarę znośnie, choć szpic jak dla mnie jest zdecydowanie za twardy i rysowaniem nim najzwyczajniej w świecie boli. Kolor jaki nadawał był całkiem czarny, przy kolejnych użyciach trzeba było jednak o wiele więcej się namachać, aby wydobyć prawdziwą czerń,a z czasem w ogóle nie dało się jej wydobyć.


Na powiece tworzy straszne prześwity. No i podobno miał być wodoodporny, a wystarczy parę kropel wody,żeby się go z powieki pozbyć. Ogólnie to wystarczy nawet delikatnie przejechać po powiece palcem, żeby pożegnać się z kreseczką.


Przykro mi kolego, lądujesz w koszu, a mogło być tak pięknie :( Co o nim sądzicie?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 24 grudnia 2013

Z okazji świąt...


życzę Wam,aby to o czym marzycie stało się rzeczywistością. Gratis mam dla Was kocią choinkę, mi nic tak nie poprawia humoru jak zgraja kocurów :)

Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.
Czytaj dalej

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Szampon minerały z Morza Martwego z odżywką keratyna i spirulina- BingoSpa

Cześć,
Mam szczerą nadzieję,że święta nie pozwoliły Wam zwariować, i robicie sobie od czasu do czasu małą przerwę pomiędzy sprzątaniem/gotowaniem i ogólnymi przygotowaniami się ;)

Jeśli właśnie zrobiłaś sobie taką chwilę wytchnienia to zapraszam Cię na nowy post, o szamponie z minerałami z Morza Martwego z odżywką keratyną i spiruliną od BingoSpa.


Od producenta: 
Szampon BingoSpa z minerałami z Morza Martwego i odżywką keratynowo-spirulinową do pielęgnacji włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. Minerały z Morza Martwego to uznany, aktywny czynnik o działaniu przeciwłojotokowym i przeciwłupieżowym. Zapobiega nadmiernemu przetłuszczaniu się włosów oraz powstawaniu łupieżu. Minerały z Morza Martwego zwężają pory skóry, zmniejszają wydzielanie łoju oraz osuszają skórę głowy.

Keratyna wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprężystość, dodaje im połysku, gładkości i zdrowego wyglądu,

Szampon BingoSpa sprawia, że włosy są zdrowe, bez śladów łupieżu i mniej się przetłuszczają. Stają się puszyste, lśniące i miękkie w dotyku.

Opakowanie: 1000ml plastikowa butelka.
Konsystencja: Lejąca.
Zapach: Lekko chemiczny.


Cena/dostępność: Około 8zł, do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Szampon mieści się w ogromnej,bo aż litrowej plastikowej butelce. Otwór niestety nie jest za ciekawy co powoduje,że na dłoń wydostaje się o wiele więcej produktu niż bym sobie tego życzyła. Nie pomaga też w tym konsystencja, lekko niebieskiego koloru, która jest lejąca, spływa z ręki. Niestety nie podoba mi się również zapach, liczyłam na coś mocno orzeźwiającego, a producent zaserwował nam nieprzyjemną chemiczną woń, którą włosy bez użycia jakiejś ładnie pachnącej odżywki straszą. W kwestii działania spisuje się słabo. Bo na pewno nie są to jakieś spektakularne efekty. Jest delikatny, dobrze oczyszcza włosy, niestety bez użycia jakiegoś wspomagacza są one strasznie poplątane i ciężko mi się je rozczesywało. Dodatkowo mam wrażenie,że ten Bingo wysuszył trochę moje włosy :( Także ja dziękuje, na szczęście przypasował mojej rodzince, i aktualnie już się kończy.

Co o nim sądzicie? 

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 21 grudnia 2013

Masło do ciała, żel pod prysznic, płyn do kąpieli- Mediterranean

Cześć,
Dziś będzie o trzech produktach, jak mniemam zarówno dla mnie jak i dla Was zupełnie obcych. Miałam możliwość je używać dzięki koleżance, która otrzymała je w prezencie od kogoś zza granicy, długa historia ;)

W każdym bądź razie w dzisiejszym poście chciałabym Wam przedstawić masło do ciała,żel pod prysznic i płyn do kąpieli od Mediterranean.


Od producenta:

Niestety nie znalazłam informacji w internecie nie mniej jednak, mam dla Was zdjęcia INCI.

 PŁYN DO KĄPIELI.

 ŻEL POD PRYSZNIC.

MASŁO DO CIAŁA.

Opakowanie: Zarówno żel i płyn to 75ml plastikowe butelki,z kolei masło mieści się w 50ml opakowaniu.
Konsystencja: Żel i płyn to naprawdę bardzo gęści koledzy, masło ma dla nas dużo puchu ;)
Zapach: Identyczny we wszystkich trzech produktach. Świeżo owocowy.
Cena/dostępność: No i tutaj pojawia się problem, nie mam pojęcia gdzie i za ile można je zdobyć :( Jedynie masełko widziałam gdzieś na internecie za 3euro, czyli plus minus 12 zł.


Moja opinia: No i nadszedł czas kiedy mogę rozpływać się w zachwytach :) No,ale od początku. Opakowanie- pierwotnie cały ten zestaw otrzymałam w kartonowym pudełku, dalej wszystkie produkty mieszczą się w plastikowych ochraniaczach. Masełko niestety jest zabezpieczone tylko zakrętką, co nie bardzo mi odpowiada. Żel pod prysznic to 75ml tubka, z której bardzo łatwo dozuje się produkt, podobnie płyn do kąpieli- choć opakowanie przypomina tutaj już bardziej flakonik niż tubkę. Konsystencja żelu i płynie jest bardzo podobna, lekko pomarańczowa, gęsta, treściwa, łatwo się ją aplikuje. Masełko to po prostu puch, dosłownie :) Jest bardzo mięciutkie, przyjemne w dotyku, świetnie sunie po skórze. Wchłania się bardzo szybko, pozostawiając przy tym ciało przyjemne w dotyku, delikatne, miękkie i nawilżone- w roli masełka spełnia się więc idealnie. Nie mogę też nie wspomnieć o zapachu, którzy w przypadku masła towarzyszy zarówno przy aplikacji jak i już po niej. Woń wszystkich trzech produktów jest owocowa, soczyście owocowa, ale nie dusząca. Kąpiel z tym płynem to sama przyjemność, kocham takie zapachy ;) Mały minus jedynie dla żelu, za to,że jego zapach nie utrzymuje się na skórze, na szczęście masło zdecydowanie mi to wynagradza. On sam dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej,ani nie powoduje podrażnień, podobnie jak i płyn, który nie dość,że fantastycznie pachnie to już po kilku kroplach tworzy wannę pełną piany. To lubię!
Zdecydowany minus to dostępność, ja sama nigdy tych kosmetyków nie widziałam, a szkoda bo naprawdę mi się spodobały :(

Może którejś z Was rzuciły się gdzieś w oczy? Co o nich sądzicie? ;)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 20 grudnia 2013

Peelingujący żel do ciała- Balea

Cześć,
W końcu wolne! I to,aż do początku stycznia, wspaniale. Wreszcie będzie trochę więcej czasu na blogowanie :) A,żeby nie być gołosłowną mam dziś dla Was recenzję, kolejnego ulubieńca. Zauważyłam,że ostatnio ciągle piszę, o jakiś dobrych/bardzo dobrych produktach, następna recenzja będzie niepochlebna, już to czuję :D

Dziś kilka słów o peelingującym żelu do ciała od Balei. Kupiłam go w maju, a ostatnio wrzuciłam do reklamówki denkowej.


Od producenta: Żel do ciała z peelingiem zapewnia skórze niewiarygodną gładkość. Aromatyczna kompozycja zapachowa z indyjskiej herbaty Chai i wanilii koją zmysy. Mikrodrobinki usuwają obumarły naskórek. PH neutralne dla skóry.

źródło.


Opakowanie: 200ml tubka.
Konsystencja: Gęsta.
Zapach: Bardzo przyjemny.
Cena/dostępność: Około 6zł za opakowanie, do kupienia w DM.


Moja opinia: Żel mieści się w poręcznej 200ml tubce, lekkie problemy mogą się pojawiać jedynie gdy chcemy owy produkt zużyć do końca. Konsystencja jest gęsta, treściwa, zanurzone w niej drobinki peelingujące są małych rozmiarów. Świetnie się pieni. Jego wydajność zdecydowanie podbiła moje serce, już niewielka ilość pozwalała na dokładne umycie całego ciała. Żel nie przelewał się przy tym przez palce.  Zapach jest dosyć intensywny, ciepły i otulający. Idealny na aktualną porę roku. Utrzymuje się jeszcze długo po kąpieli. Jestem zadowolona z jego działania. Żel bardzo dobrze peelinguje i masuje, jednakże jeśli komuś zależy na spektakularnym wygładzaniu to w tym produkcie tego nie otrzyma. Ja jestem z niego zadowolona. Mycie było przyjemnością ;)

Spotkałyście się z nim? ;)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 17 grudnia 2013

Balsam marokański do wszystkich rodzajów włosów- Planeta Organica

Cześć,
Nie ma obserwatorów.. smuteczek. W każdym razie dzisiejszy post nie ma na celu rozstrzyganie tego niefajnego faktu, dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moim niekwestionowanym hicie w pielęgnacji włosów. Wczoraj wydał ostatnie tchnienie, a w moich oczach zagościła rozpacz. Rozpacz, która będzie trwała do kolejnego zamówienia ;)

Balsam marokański do wszystkich rodzajów włosów- Planeta Organica, ja kupiłam go bodajże w maju w sklepie Skarby Syberii. Po tym, jak już odczekał swoją kolejkę i gdy zaczęłam go używać byłam po prostu zdumiona tym jak on działa! Przechodzimy do meritum.


Od producenta: Olej arganowy bogaty w witaminy E i F intensywnie odżywia i pielęgnuje osłabione włosy. Neutralizuje wolne rodniki, przyspiesza proces regeneracji komórek, chroni włosy przed promieniowaniem UV i niekorzystnym wpływem środowiska zewnętrznego. Balsam zapobiega wypadaniu włosów i przyspiesza ich wzrost, oliwa z oliwek która zawiera witaminy, wiele minerałów, aminokwasów, białek i antyseptyków aktywuje gruczoły łojowe dostarczając włosom wszelkich niezbędnych dla ich zdrowia substancji.

źródło i dokładne INCI. 

Opakowanie: Brązowa butelka z pompką.
Konsystencja: Treściwa.
Zapach: Intensywny.
Cena/dostępność: Około 19zł za opakowanie, do kupienia wszędzie gdzie i rosyjskie cuda :)


Moja opinia: Balsam mieści się w ciemnej, brązowej butelce. Jest ona zaopatrzona w pompkę, takie rozwiązanie ogólnie mi odpowiada, nie mniej jednak gdy balsam już się kończył, byłam zmuszona aplikować go bez pompki, bo na dnie zostało całkiem sporo produktu. No i dodatkowo, wiadomo,że zamykanie po użyciu takiego opakowania kończy się lekkim marnowaniem produktu. Konsystencja, również koloru brązowego, jasno-brązowego, jest bardzo gęsta, treściwa. Sprawia to,że nie musimy narzekać na wydajność, bo jest ona naprawdę bardzo dobra. Używałam tego produktu niecały miesiąc, przy myciu włosów co 2 dzień. Moje kudły są dosyć długie więc i balsamu potrzebowały całkiem sporo :) Wynik zdecydowanie mnie zadowala. A jeszcze bardziej zadowala mnie działanie! Bo byle jakie to ono nie jest. Dzięki Planecie Organicy moje włosy stały się fantastycznie nawilżone, miękkie w dotyku. Znaczącą różnicę czuć już podczas spłukiwania włosów. Jak zaleca producent, trzymałam balsam na włosach około 3-5 minut, czasem przedłużałam ten czas, ale efekt za każdym razem był identyczny i piorunujący. Świetnie rozprowadza się po włosach, dzięki dobrej konsystencji, o której już wspominałam nie spływa z nich. Włosy rozczesują się po nim z dziecinną łatwością, no i o czym też muszę wspomnieć bardzo ładnie pachną. Woń jest intensywna, lekko orientalna. Zdecydowanie podbiła moje serce. Jeśli zależy Wam na pewniaku, który sprawi,że Wasze włosy będą wspaniale wyglądały, niesamowicie pachniały a przy tym okropnie lśniły, zainwestujcie w ten balsam. 

Rozpłynęłam się w zachwytach,no ale... MUSIAŁAM!

Jakie rosyjskie kosmetyki jeszcze polecacie? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 15 grudnia 2013

Maseczka zielona glinka- AFP Nature

Cześć,
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o produkcie, który zdenkowałam bodajże we wrześniu. Mowa  o maseczce z zielonej glinki od AFP Nature. Miałam możliwość poznać ją dzięki Ance, i bardzo Ci za to dziękuje kochana! ;*

Od producenta: Glinka zielona pochodzi ze skał krzemionkowo-aluminiowych.
Działa antyrodnikowo porządkując jednocześnie włókna kolagenowe. Doskonale leczy trądzik, wypryski, wrzody, pielęgnuje i regeneruje zmęczoną cerę również podczas leczenia, odkażając ją i wzmacniając. Opóźnia proces starzenia. Redukuje rozstępy i cellulit, wyszczupla. Glinka zielona CATTIER ma wspaniałe właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące. Daje sobie doskonale radę w walce z łuszczycą, egzemą, stanami zapalnymi skóry, pomaga w procesie krzepnięcia i zabliźnia.
Zalecana jest do oczyszczania twarzy w przypadku cery zmęczonej, tłustej i trądzikowej. A także w kuracjach wyszczuplających i leczniczych.
Odżywia zmęczoną skórę, zmniejsza zmarszczki, ujędrnia, wygładza i wyszczupla.

Sposób użycia:
Maseczka na twarz i szyję:
Dwie płaskie łyżeczki od herbaty zalej wodą, delikatnie mieszając (drewnianą, szklaną lub plastikową łyżką) w szklanym lub drewnianym naczyniu. Glinka powinna mieć konsystencję gęstej śmietany. Nałóż na twarz kryjąca warstwę rozrobionej glinki, uważając jednocześnie na okolice oczu i ust. Nie dopuszczaj do wyschnięcia. Przy cerze mieszanej można dodać kroplę oliwy z oliwek. Po 10 – 20 minutach zmyj ciepłą wodą lub tonikiem. Nawilż swoją skórę kremem CATTIER VISAGE.

źródło.


Opakowanie: W kartonowym pudełku znajdują się dwie maseczki, po 10g każda.
Konsystencja: Glinka oczywiście pierwotnie jest sproszkowana.
Zapach: Dosyć wyrazisty.
Cena/dostępność: Około 6zł, do kupienia w aptekach.


Moja opinia: Maseczki otrzymujemy w bardzo wygodnym opakowaniu, glinka ma postać lekko zielonego proszku. Zapach jest dosyć mocny, można powiedzieć ziołowy,ale nie drażni mojego nosa. Glinkę jak to jest zalecane, zalewałam wodą, dodałam również trochę oliwy z oliwek.Po dokładnym wymieszaniu konsystencja faktycznie zmieniła swoją postać,ale gęstą śmietaną to bym jej nie nazwała :D chyba dałam za dużo wody. Po nałożeniu na twarz, kilka razy spryskałam ją wodą termalną Vichy, żeby nie doprowadzić do jej wyschnięcia. Po jakiś 15min, zmyłam ją jednak całkowicie. Moja buźka po użyciu wyglądała bardzo promiennie, była nawilżona i przyjemna w dotyku. Zauważyłam też,że znikły drobne zaczerwienienia, więc produkt zdecydowanie na tak.

Jak Wam się podoba? Lubicie glinki? ;)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 13 grudnia 2013

Wodna mgiełka do twarzy i ciała- kwiat pomarańczy- Pat&Rub

Cześć,
Udało mi się odzyskać aparat, dobrego słońca do zdjęć brakuje, ale i tak bardzo się cieszę. Dziś wita Was stricte zimowa sceneria. Śniegu u mnie co nie miara :)

Chciałabym Wam powiedzieć parę słów na temat mojej ulubienicy od Pat&Rub, mowa o wodnej mgiełce do twarzy i ciała.


Od producenta:

Aromatyczna woda z kwiatu gorzkiej pomarańczy (neroli). 100% NATURY.

Do odświeżania skóry twarzy  i ciała w czasie letnich, gorących dni i innych wymagających momentach.
Woda z kwiatu gorzkiej pomarańczy to bogata w substancje odżywcze woda destylacyjna, pozostała po procesie otrzymywania olejku z kwiatów gorzkiej pomarańczy - neroli. Znakomita dla skóry twarzy i ciała ze względu na właściwości antyseptyczne, nawilżające, zmiękczające, regenerujące i wzmacniające. Lekko słodki, kwiatowy zapach relaksuje, uspokaja i uwalnia od napięcia. Jest naturalnym afrodyzjakiem.Odpowiednia dla cery przetłuszczającej się i zanieczyszczonej, także dojrzałej i naczyniowej.Mgiełka może być rozpylana na twarz przed wykonaniem makijażu oraz na makijaż. Przyjemna również do odświeżania innych części ciała.



Opakowanie: W formie sprayu z atomizerem.
Konsystencja: Ciecz.
Zapach: Wyrazisty.
Cena/dostępność: 29zł do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Mgiełka od Pat&Rub mieści się w bardzo prostym i wygodnym w użyciu opakowaniu. 100ml butelka wraz z atomizerem, sprawia,że aplikacja produktu w formie sprayu nie sprawia mi żadnych problemów. Atomizer jest dodatkowo zabezpieczony,aby wydobyć pożądaną ilość produktu musimy nieco mocniej przycisnąć ;) dzięki temu jest pewne,że mgiełka nawet po przewróceniu nie wyleje się. Ma więc dodatkowy plus za to,że możemy ją zabrać w podróż. Zapach jak to w przypadku kosmetyków od Pat&Rub jest wyrazisty i bardzo charakterystyczny. Jest to lekko słodkawa woń, nie męczy mojego nosa i utrzymuje się na skórze. Używam więc tej mgiełki z wielką przyjemnością, zwłaszcza,że i działanie oceniam na bardzo dobre. Mgiełka bardzo szybko wnika w skórę, dlatego już po kilku minutach jak to wspomina sam producent, możemy nakładać makijaż. Bardzo dobrze odświeża, tonizuje i jestem nawet w stanie powiedzieć,że delikatnie nawilża skórę.



Co o niej myślicie?  Jaki produkt od P&R lubicie najbardziej?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

środa, 11 grudnia 2013

A co ja chciałabym otrzymać? ;)

Cześć,
Pozostając w temacie świąt, prezentów- postanowiłam stworzyć post, w którym pokażę co ja chciałabym znaleźć pod choinką, ewent. otrzymać na urodziny, które obchodzę 12 lutego. Będzie tego tylko trochę. Właściwie prócz tych produktów, marzę jeszcze o zegarku,ale ten prezent pewnie sprawię sobie sama.

Będą to produkty i tańsze i droższe, reasumując takie, które koniecznie chce u siebie zobaczyć.

1. Balsam marokański do wszystkich rodzajów włosów- jeden taki już mam i właśnie go kończę. Bardzo,ale to bardzo go polubiłam. Na moje włosy działa po prostu rewelacyjnie- wygładza je, zmniejsza puszenie i zostawia na nich bardzo przyjemny zapach, jeszcze w grudniu postaram się poświęcić mu osobny post. Około 19zł/280ml.



2. Paletka Sleek- Storm.  Marzę o niej odkąd po raz pierwszy zobaczyłam paletki Sleeka. To ona i Au Naturel najbardziej skradła moje serce. Jestem już w posiadaniu tej drugiej, a Storm ciągle mnie kusi.♥ Mam nadzieję,że w końcu uda mi się zrealizować tą ogromną zachciankę i również ona pojawi się w mojej kolekcji. 38zł/szt.




3. Lakiery piaskowe od Golden Rose- najbardziej zależy mi na 61, 57, 63 i 58. Z wszystkich dostępnych emalii to właśnie te piaskowe stały się moimi ulubionymi. Mam w swojej kolekcji jeden z tych lakierów, i jestem nim zachwycona, a wiadomo- apetyt rośnie w miarę jedzenia. 13.90/szt

4. Żelowy eyeliner od MUA- czytałam na jego temat masę zachwytów. Czarna kreska na powiece to mój "must have" w makijażu, więc z ogromną radością wypróbowałabym tego kolegę. 14.90zł/szt


5.Szminka Barry M Shher Pink 113- uwielbiam takie kolorki na ustach, ta wpadła mi w oko odkąd miałam możliwość zobaczenia jej u jednej z Was, jest naprawdę rewelacyjna. 22.90zł/szt.



6. Beauties Factory Liquid Eyeliner- z tych sześciu najbardziej podobają mi się dwa ostatnie na samym dole. Lekko wojskowa zieleń wymieszana z szarością, i fioletowo-różowy, lekko wpadający w burgund- myślę,że z moją tęczówką te kolory współgrałyby idealnie. 12.90/szt.

7. Pianka do mycia twarzy- Baikal Herbals. O fali zachwytów nad kosmetykami rosyjskimi chyba nie muszę wspominać, mnie ten szał szczerze ominął, nie mniej jednak jest kilka produktów, które bardzo mnie kuszą. Jednym z nich jest właśnie ta pianka, lubię ciekawe rozwiązania w kwestii twarzy i ten preparat właśnie taki się zdaje być. 29.90/szt.

8. Żurawinowy peeling do ciała na bazie brązowego cukru. Czytałam o nim u Anii, i zdecydowanie poczułam się zachęcona, bardzo lubię peelingi i chętnie przygarnęłabym i ten. 72zł/szt.

9. Perfumy OH LOLA!  Gdy tylko rozpoczęłam przeglądanie stron z prawdziwymi perfumami- ten zapach od razu mnie zaintrygował. Na razie mogę pomarzyć,ale może kiedyś...325zł/100ml.


10. Paletka od MUA- tylko ta jedna, konkretna. Całe opakowanie wspaniałych brązów, a to w nich czuje się najlepiej. 20.90zł/szt


I to by w sumie było na tyle. Jak widzicie moje zachcianki nie są jakieś ogromne, bo staram się je realizować na bieżąco. Kilka innych produktów, które również by mnie satysfakcjonowały możecie zobaczyć w zakładce "CHCE KUPIĆ." Ogólnie jednak, nie jestem wymagająca i cieszę się z większości otrzymanych prezentów.

A wiecie czego tak najbardziej życzę i sobie i Wam?




Addicted to cosmetics
Czytaj dalej