poniedziałek, 31 marca 2014

Trochę marcowych nowości ;)

Cześć,
Dziś mam dla Was przegląd marcowych nowości...Jest tego hmm..."trochę", tak zdecydowanie trochę...za dużo :) Chyba już przyzwyczaiłyście się do tego, że zawsze obiecuje, że będzie mniej, a i tak jest tyle samo...albo i więcej :D Choć w porównaniu z bardzo obfitymi lutowymi nowościami, nawet nie jest tak źle :D


Na otwarciu Rosa w mojej miejscowości chciałam kupić sobie ładny, fioletowy lakier...no, ale że ładnego fioletowego lakieru nie było to w łapki wpadły mi trzy żele z Isany. Fajnie się nimi myje, a kosztują niecałe 3zł. Aktualnie kończę ten różowy, pierwszy z prawej.


Miałam chrapkę zmienić kolor włosów....niestety okazało się to totalną klapą. Dekoloryzacja z Delią nie poradziła sobie z moimi czarnymi włosami, z kolei farba z Schwarzkopf spisała się całkiem fajnie...choć wiadomo, efekt na moich ciemnych kudłach mizerny ;) Wczoraj zresztą Wam o tym pisałam.


Spełnione chciejstwo! Czarne mydło Babuszki Agaffi to moja wygrana na facebookowym profilu sklepu Triny.pl. Niesamowicie ucieszyłam się z wygranej...a nagroda dotarła do mnie w tempie ekspresowym, właściwie jeszcze końcem lutego.


Była też cudna wymianka z Balbinką:*, spełniła moje marzenie...i podarowała mi mój kolejny BB od Sorayi, pisałam już o nim TUTAJ. W paczuszce znalazłam też kolagenowe płatki pod oczy...


Balbina wie jak bardzo kocham lakiery...i podarowała mi, aż cztery! Pierwszego kolegi z lewej nie miałam jeszcze okazji używać. O wytworze Golden Rose Selective pisałam TUTAJ.  Niebieski piasek od Golden Rose pokazywałam Wam TUTAJ. A ostatni kolega też czeka jeszcze na pierwsze próby.


Kiedyś znowu poszłam do Rosmana po płatki kosmetyczne...kupiłam wtedy jeszcze jeden żel z Isany. A tam, 3zł to żal nie brać. Tego samego dnia udało mi się upolować Golden Rosiaka o numerze 47, którego pokazywałam Wam TUTAJ. Poszczęściło mi się, bo znowu na facebooku tym razem u Natura Shop wygrałam maskę drożdżową do włosów :)


Cudowna przesyłka od Pat&Rub... a w niej nowość firmy, czyli puder do kąpieli z czerwoną glinką. Na razie powiem Wam, że pachnie niesamowicie....na nim :D Masło do ciała Home Spa, a po lewej stronie pielęgnujący-koloryzujący balsam do twarzy... :)


Pamiętacie mój cudowny weekend u Ewelinki?:* I ona przygotowała dla mnie pięknie zapakowany prezent...


Znalazł się w niej min. żel do higieny intymnej z Sorayi, grejpfrutowy szampon do włosów farbowanych z Balei, o którym pisałam TUTAJ. Dostałam też cudnie pachnący peeling z Joanny :)


Jakby tego było mało, Ewelina przygotowała dla mnie jeszcze inne niespodzianki... zdobyła dla mnie MÓJ UKOCHANY EYELINER! Pisałam o nim TUTAJ. No i cztery lakiery....oczywiście fioletowe, chyba Was to już nie dziwi :D Było też sporo fajnych ozdób na paznokcie, które postaram Wam się pokazać w niedługim czasie.


To cudowne pudełko przygotowały dla mnie Cztery Pory Roku, fioletowa kokardka... zdecydowanie podbiła moja serducho :)


W środku czekały na mnie same smakołyki :) Dwa zmywacze do paznokci, żel do usuwania skórek, odżywka do paznokci, dwa kremy do rąk i upominek od zaprzyjaźnionej firmy Glitter- przepiękna bransoletka.


Znowu mi się trochę poszczęściło, wygrałam zestaw znajdujący się na powyższym zdjęciu. Przesyłka dotarła w tempie błyskawicznym za co bardzo dziękuje :)


 Efekty użycia tych produktów również pokazywałam Wam we wczorajszym wpisie.


No i na sam już koniec, prezent od mojej przyjaciółki czyli śliczny wytwór Essence, a obok niego bardzo, bardzo brzydki Parisek, którego pozywałam Wam TUTAJ.  No i jeszcze dezodorant z Isany, który radzi sobie całkiem spoko, a kosztował chyba 3zł.


Dużo...wiem....Jak tam Wasze nowości marcowe?


Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

sobota, 29 marca 2014

O tym jak pozbyłam się czarnego koloru- dekoloryzacja, rozjaśnianie, farbowanie czyli włosy końcem marca.

Cześć,
Od 8 grudnia 2012 roku pokrywałam swoje włosy czarną farbą. Zazwyczaj wybierałam czernie firmy Garnier. Zdecydowanie moimi ulubionymi farbami stały się te z serii Olia- piękny, głęboki kolor, bardzo długo utrzymujący się na włosach. Cena farby oscylowała w granicach 20zł, więc zdecydowanie były to co miesięcznie dobrze wydane pieniądze.W końcu kolor czarny się znudził, a ja postanowiłam poszukać sposobu do zmiany swojego wyglądu, tym o to sposobem w moich łapach pojawiły się dwa produkty....


Dekoloryzator z Deli kosztował około 11zł, niestety jego efekty na moich włosach były mizerne. Mieszanka okropnie śmierdziała, kolor czarny tylko delikatnie się wypłukał, a odrost zrobił się prawie biały... myślałam, że padnę...ze śmiechu. Szybko więc nałożyłam na całą długość farbę z firmy Schwarzkopf, która bardzo mi się spodobała.



Schwarzkopf zadbał o przyjemną aplikację produktu. Niestety efekt był równie słaby jak po użyciu dekoloryzatora, włosy w miejscu, w którym miałam odrosty delikatnie zafarbowały się na brąz, a moje czerwone końcówki zniknęły. Reasumując włosy były ciemne, i wyglądałam jakbym miała jasno-brązowe odrosty. BLE. Koszt farby to około 25zł.



Postanowiłam dać trochę czasu włosom, i ponownie podejść do próby farbowania i zmywania czarnego koloru. Tym sposobem, w mojej kolekcji zjawiły się...


Dwa rozjaśniacze Intensiv Blonde z Joanny oraz kolejna Garnier Olia, w kolorze 5.3- złocistego brązu. Rozjaśniacze kosztowały około 10zł, za opakowanie, a farbę upolowałam za jakieś 18 zł. Na swoje dosyć długie włosy nałożyłam rozjaśniacz, do tego zabiegu zużyłam dwa opakowania a przydałoby się i trzecie. Włosy szybko pochłonęły rozjaśniacz i już po kilkunastu minutach mogłam zaobserwować na włosach pierwsze zmiany. Opakowanie zawiera proszek rozjaśniający i utleniacz. Niestety Joanna funduje nam okropny zapach, dlatego najlepiej farbować przy otwartym oknie.

Rozjaśniacze zmyłam po okołu 40min, wysuszyłam włosy suszarką i ujrzałam dosyć ciekawy efekt. Pasma były rude, brązowe, białe, kilka było również blond. Wtedy w ruch pooszła Olia...


Pudełko zawiera krem koloryzujący, utleniacz i cudowną maskę do włosów, którą wielbię całym sercem. Mieszanka bardzo ładnie pachnie, trzymałam ją na włosach również około 40minut.

Włosy były takie, a po zmyciu rozjaśniaczy, farby.....


Teraz moje włosy mają kilka kolorów :D Są brązowo- rudo- czerwono nie wiem jakie :) Czy kolor mi się podoba? Zdecydowanie bardziej niż czarny, co prawda wolałabym mieć na włosach jeden kolor, ale zdecydowanie to tylko kwestia czasu, kolejną farbą jaką wybiorę zdecydowanie również będzie wytwór Garniera, ich cudowna Olia i kolor złocisty brąz, który bardzo mi się spodobał. Bardzo się cieszę, że już pozbyłam się czarnego kolorku i zdecydowanie szybko, a może już wcale do niego nie wrócę.


Życzę Wam miłego weekendu :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 28 marca 2014

Odżywczy żel pod prysznic- Tołpa

Cześć,
Dziś na tapecie kolejny zdenkowany żel pod prysznic. Używanie go zdecydowanie należało do przyjemnych rzeczy, więc przygotujcie się na kilka pochwalnych słów.

Odżywczy żel pod prysznic botanic, czarna róża- Tołpa


Od producenta: Żel pod prysznic ma komfortową konsystencję i otulający zapach. Łagodnie oczyszcza ciało. Odżywia, nawilża i przeciwdziała suchości skóry. Łagodzi podrażnienia, przywraca komfort i gładkość. Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Zawiera przyjazne dla skóry środki myjące, dzięki czemu łagodnie się pieni.


Opakowanie: Poręczna, 200ml butelka z wygodnym dozownikiem.
Konsystencja: Gęsta, kremowa.
Zapach: Świeży, rześki.
Cena/dostępność: Około 15zł do kupienia np. w Rosie.
Moja opinia: Żel jest zamknięty w poręcznej 200ml butelce. Jest ona zaopatrzona w wygodny w użyciu dozownik, dzięki któremu, po pierwsze- produkt się nie wylewa i bez problemu możemy go zabrać w podróż, a po drugie pozwala nam na wydobycie pożądanej ilości produktu. Dodatkowo nie miałam żadnych problemów z wydobyciem żelu do końca, choć mogłoby się wydawać, że takie zamknięcie nie jest sprzymierzeńcem w wykańczaniu kosmetyków...zdecydowanie się udało. Butelka jest wykonana z grubego, nieprzeźroczystego materiału. Może się wydawać, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć ile żelu zostało, ale tak naprawdę, kiedy się przyjrzymy....


Widać, że żel sięga do tej ciemniejszej części butelki. Konsystencja ma biały kolor, jest bardzo gęsta i kremowa. Taka jej postać pozwala na dużą oszczędność...już niewielka ilość produktu wystarcza na dokładne umycie całego ciała. Biorąc pod uwagę to, że żel niesamowicie się pieni ilość potrzebnego kosmetyku jest niewielka. Urzekający w tym produkcie jest również zapach...na początku wydaje się być bardzo mocnym, świeżym aromatem kwiatów. W trakcie używania jednak traci i staje się o niebo delikatniejszy. Co najlepsze...utrzymuje się jeszcze kilka godzin po kąpieli. Jestem bardzo zadowolona z tego jak ten żel traktował moją skórę, ona po jego użyciu nie wymagała już balsamów czy innego rodzaju mazideł do ust. Tołpa zaserwowała nam mocną dawkę oczyszczenia, uczucie świeżości pozostawiając przy tym skórę przyjemną w dotyku. A cudowne działanie czuć już podczas mycia...


Miałyście styczność z żelami od Tołpy? Jak Wasze wrażenia?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 27 marca 2014

Lakier do paznokci 135- Golden Rose

Cześć,
No niestety...moje paznokcie z bardzo ładnych, długich...stały się króciutkie, połamane, wołające o pomstę do nieba! Ach, zachciało mi się sprzątać...Jestem teraz na etapie ich intensywnej regeneracji, niemniej jednak z racji tego, że wiem iż moje paznokietki najszybciej rosną gdy są właśnie pomalowane mam dla dziś dla Was kolejny lakier. Niewypał...znowu.


Kolejny wytwór Golden Rose, tym razem edycja Paris...mam w swojej kolekcji kilka właśnie tych lakierów i nawet, nawet je lubię.


Dzisiejszy bohater to taki szaraczek...trochę kamienia, trochę betonu i mamy numerek 135.

 (Biedny kciuk :( )

Nie jest to jednak typowy beton, kryje dopiero po dwóch warstwach...skórek nie oszczędza.


 Drobinek nie posiada, kremowością się odznacza.


NIE dla betonu.
Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

środa, 26 marca 2014

Czarne mydło z ekstraktem z pomarańczy oraz sproszkowanymi muszlami morskimi - Skarby Afryki

Cześć,
Dziś chciałabym Wam napisać parę słów na temat kosmetyku, który od stycznia jest prawie nieodłącznym elementem pielęgnacji mojej twarzy. Bardzoooo się polubiliśmy, a że końca w opakowaniu..."nie widać", mam nadzieję, że jeszcze długo mi posłuży.

 

Czarne mydło z ekstraktem z pomarańczy oraz sproszkowanymi muszlami morskimi - Skarby Afryki


Od producenta: Cudowne czarne mydło (zwane w Maroku Savon Noir) z ekstraktem z pomarańczy oraz sproszkowanymi muszlami morskimi. Mydełko to eliminuje toksyny zawarte w skórze, dogłębnie ją oczyszczając. To czarne mydło pochodzące z Maroka, znajduje zastosowanie w wielu salonach SPA na całym świecie. Savon Noir ma konsystencję pasty. Mydełko świetnie nadaje się do każdego rodzaju skóry - tłustej nie przetłuszcza, a suchej nie wysusza. Poza tym świetnie nadaje się do mycia twarzy oraz do użycia w formie maseczki. Mydełko jest bardzo wydajne, ponieważ na jedną kąpiel wystarcza łyżeczka tej cudownej pasty. Działa ono jak peeling enzymatyczny.
Sposób użycia:
Na rozgrzaną ciepłą wodą skórę nanieść cienką warstwę mydełka. Odczekać około 5-10 minut, a następnie wmasować mydełko (najlepiej przy użyciu rękawicy do peelingu). Na koniec spłukać ciepłą wodą.

Zastosowanie:
- polecany dla cery młodzieńczej, z trądzikiem, wrażliwej;
- świetnie nawilża suchą skórę;
- mydełko relaksuje oraz daje odprężenie.

W związku z tym, że mydełko nie posiada żadnych środków konserwujących, należy uważać, żeby do środka nie dostała się woda.


Opakowanie: Przyjemny, 140g słoiczek.
Konsystencja: Gęsta.
Zapach: Pomarańczowy.
Cena/dostępność: Około 19zł, do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Czarne mydło mieści się w dosyć uroczym słoiczku o pojemności 140g. Jest on plastikowy, dobrze zabezpieczony. Pierwsze otwarcie...nie należało do najprostszych. Trzeba się było trochę namęczyć, aby dostać się do wnętrza słoiczka, na szczęście udało się. Producent zadbał o bardzo dobre zabezpieczenie słoiczka. Konsystencja jest gęsta, zbita. Zmienia swoją postać dopiero pod wpływem wody, w kontakcie z nią bardzo fajnie się pieni i idealnie sunie po twarzy. Ma ostry, pomarańczowy kolor, i są w niej zatopione lekko żółtawe drobinki...nie wiem czego :D Bardzo charakterystyczny jest również zapach, po otwarciu opakowania mój nos uderza bardzo mocna woń pomarańczy, która wraz z użyciem a twarzy zmienia się w delikatny, bardzo przyjemny aromat. Uwielbiam myć buzię tym mydełkiem! A najlepsze jest to, że po otrzymaniu tego produktu...nie wiedziałam do czego on służy. Na szczęście dobre koleżanki naprowadziły mnie i powiedziały "co się z tym robi" :D. Twarz po użyciu(stosuje codziennie wieczorem) jest bardzo dobrze oczyszczona, pozostawia na skórze cudowne uczucie świeżości, a przy tym ani nie wysusza ani nadmiernie nie przetłuszcza mojej buzi. Całkiem dobrze radzi sobie też z usuwaniem resztek makijażu, z którym czasem nie radzą sobie micele. Mydełko zbiera wszystko do końca ;) Podczas mycia twarzy trzeba jednak uważać, aby produkt nie dostał się do oczu... Niestety kontakt z nimi nie należy do najprzyjemniejszych, oko zaczyna okropnie szczypać, piec i jest całe zaczerwienione.


Używacie czarnych mydeł? Co o nich sądzicie?

Addicted to cosmetics


Czytaj dalej

wtorek, 25 marca 2014

Odżywczy szampon do włosów z masłem orzechowym i mango- Nectar of Nature

Cześć,
Kilka z Was zainteresowało się szamponem, który pokazałam ostatnio przy okazji prezentowania Wam aktualizacji włosowej. Owy szampon otrzymałam od Kasi:*, po przeczytaniu i posłuchaniu jej recenzji wyraziłam ogromną chęć oglądania tego kosmetyku u mnie, a że Kasia lubi spełniać życzenia...kilka dni później był u mnie :)

Odżywczy szampon do włosów z masłem orzechowym i mango- Nectar of Nature


Od producenta: Niestety nie znalazłam zbyt wielu informacji w internecie... w każdym razie szampon jest przeznaczony dla włosów suchych, zniszczonych i matowych.


Opakowanie: Poręczna 300ml butelka.
Konsystencja: Rzadka, pomarańczowa maź.
Zapach: Owocowy.
Cena/dostępność: Około 5zł, do kupienia w Carrefour.
Moja opinia: Szampon mieści się w 300ml butelce, swoją drogą bardzo mi się spodobała. Jest przeźroczysta- dzięki czemu dobrze widać ile produktu zostało, a przy tym jej design... niby prosty, ale przykuwa wzrok. Tańczące owoce na białej etykietce ;) Konsystencja jest raczej rzadka, choć i tak nie przelewa się przez palce. Ma soczysty kolor. Dobre opakowanie ułatwia aplikację, na rękę dostaje się pożądana ilość produktu. Dodatkowo nie ma też problemu z wydobyciem szamponu do końca, co bardzo mi się podoba. Kolejne "ochy"... to zapach. Jest cudowny! Połączenie mango z delikatną wonią orzechów zdecydowanie...podbiło moje serce. Dodatkowo...ta aromatyczna woń utrzymuje się na włosach jeszcze kilka godzin po umyciu...zdecydowanie jestem na tak! Jakby plusów było mało...nie mogę się nawet przyczepić do działania. Bo jest ono równie FENOMENALNE. Tak! Jestem w szoku, jak szampon świetnie się spisuje. Już u Kasi czytałam pochwały na jego temat, ale byłam dosyć sceptycznie nastawiona...w końcu u mnie nic nie działa :D A tu taki pozytywny szok! Szampon idealnie radzi sobie ze zmywaniem olejów. Nie straszne mu nawet i kremowanie czy laminowanie włosów. Nie wymaga użycia odżywki...włosy po nim rozczesują się z ogromną łatwością, są lśniące i pięknie się prezentują... Muszę mu też przypisać ograniczenie mojego puszenia się włosów. Sprawdził się IDEALNIE! Opakowanie, konsystencja, zapach, dostępność, działanie- O TAK ZDECYDOWANIE SZAMPON IDEALNY!
W moich zbiorach mam jeszcze inną wersję zapachową...która właśnie została otwarta.


Używałyście tego cudaka? Polecam... całym sercem :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 23 marca 2014

Lakier do paznokci lovely 080- P2

Cześć,
Dziś chciałabym Wam pokazać kolejny lakier, w którym zdecydowanie się zakochałam. Mam go dzięki uprzejmości Ewelinki:*, która lubi spełniać moje małe marzenia. Nowy kolega to wytwór firmy P2, dostępnej w DM. 

Piaskowy lakier do paznokci "lovely" 080- P2


Jak już wiecie, można go zdobyć w DM, więc dostęp troszkę ograniczony...kosztuje 1.95 euro dolara :D


Ma całkiem wygodny pędzelek...bardzo szybko schnie! I ładnie kryje...


Czy nie jest cudowny? :D Jest to fiolet....ze srebrnymi drobinkami....


Cudownie się błyszczy:D Dostrzegam w nim też jakieś takie..różowe tony.


 Nie ściera się w tempie ekspresowym z końcówek...


KOCHAM GO!

Jak Wam się podoba?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 22 marca 2014

Termoaktywne serum wyszczuplające z olejkiem arganowym- Eveline

Cześć,
Wyszczuplenie bez diety? Bez ćwiczeń? O taaak, jestem za :D Eveline specjalizuje się w takich produktach. Miałam już kilka wersji (pomarańczową, czerwoną, fioletową) a dziś czas na zupełną nowość.

Termoaktywne serum wyszczuplające z olejkiem arganowym- Eveline


Od producenta:
Efekt rozgrzewający

RZEŹBI I MODELUJE SYLWETKĘ

SKUTECZNIE REDUKUJE CELLULIT

WYRAŹNIE WYGŁADZA SKÓRĘ

Innowacyjna kuracja antycellulitowa modelująca sylwetkę. Formuła bogata w olejek arganowy stymuluje proces spalania tkanki tłuszczowej i skutecznie redukuje cellulit. 24-karatowe ZŁOTO, działając w synergii z bioHyaluron Slim Complex™ i kofeiną, skutecznie stymuluje mikrokrążenie w tkance podskórnej, usuwa gromadzące się w komórkach toksyny i kwasy tłuszczowe, w rezultacie zauważalnie likwidując cellulit. Olejek arganowy skutecznie redukuje nawet zaawansowany cellulit oraz wyraźnie zmniejsza widoczność rozstępów. bioHyaluronSlim Complex™ bogaty w kwas hialuronowy w połączeniu z czystym 24-karatowym złotem pozostawia na skórze delikatny film, tworząc niewidzialny gorset rozświetlający i wygładzający ciało – subtelnie mieniący się drobinkami złota. Isocell Slim stymuluje proces spalania tkanki tłuszczowej, wykazuje silne działanie wyszczuplające i modelujące sylwetkę. Roślinne komórki macierzyste– PhytoCellTec™– aktywizują osłabione i uśpione komórki macierzyste w skórze, przez co stymulują jej naturalną regenerację. Pozwala to w naturalny sposób zwalczać cellulit. Wyjątkowe mleczko roślinne Chufa Milk EC, bogate w cenne witaminy i minerały, działając w synergii z algami laminaria oraz naturalną betainą, głęboko odżywia, nawilża i rewitalizuje naskórek.

DZIAŁANIE TERMICZNE: delikatne, równomierne rozgrzanie naskórka umożliwia błyskawiczne przenikanie substancji aktywnych w głąb skóry, zapewniając maksymalne efekty kuracji


Opakowanie: Poręczna 250 ml tubka.
Konsystencja: Całkiem gęsta.
Zapach: Całkiem przyjemny.
Cena/dostępność: Około 22zł, do kupienia w Kosmyku, Rosie.
Moja opinia: Serum mieści się w 250ml, poręcznej w użyciu tubce. Tubka jest dobrze wyprofilowana, łatwo trzyma się ją w dłoni, a aplikacja produktu na ciało również jest bezproblemowa. Otwarcie jest na tyle dobrze wykonane, że nie ma obaw, że wylejemy od razu pół tubki :D Konsystencja jest w miarę gęsta, kremowa...ma lekko białawy kolor. Zapach jest całkiem przyjemny, oczywiście nie jest to świetna kwiatowa woń, ale nie jest to też połączenie mieszanki wybuchowej środków chemicznych, także nie jestem na nie :) Najważniejsze...jest oczywiście działanie. Serum używam raz dziennie, od ponad miesiąca. Zużyłam jakieś 2/4 opakowania. Serum używam na mój brzuszek, i na uda... po kilku chwilach od nałożenia...uderza mnie fala ciepła :D Kosmetyk niesamowicie rozgrzewa ciało. Na pogodę, która jeszcze ostatnio nam towarzyszyła był jak znalazł...teraz gdy robi się cieplej, nie wiem czy to dobra opcja...rozgrzewać już rozgrzane ciało. Na szczęście Eveline pomyślało, i są dostępne również wersje chłodzące :) Co mogę powiedzieć o działaniu...mój cellulit nie jest jakiś straszny...raczej bardzo niewielki, niemniej jednak Eveline go wygładza, skóra w dotyku stała się jedwabiście gładka i przyjemna. Oczywiście...po czasie, kiedy już serum sobie dobrze wchłonie...a na to potrzebuje chwilki, czasem nawet dłuższej.

Jeszcze jedno...macie wrażenie, że teraz wszędzie piszę się o dodatku olejku arganowego? Niezły marketing, niezły.


Miałyście? Używacie? Polecacie?


Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 20 marca 2014

Piaskowy lakier do paznokci 6- Lovely

Cześć,
Nie...nie przekonam się do niebieskich lakierów. To mój drugi tego typu kolorek na paznokciach i nie podoba mi się równie jak pierwszy :D Różnica jest taka, że ten jest ciemniejszy...

Piaskowy lakier do paznokci Baltic Sand numer 6 od Lovely!


 Kiedyś...gdy po raz pierwszy go zobaczyłam na jakimś blogu wydawał mi się piękny :D


Teraz gdy już go mam...jestem na nie :D


Szybko wysycha, ciężko się zmywa, ładnie się mieni...kosztuje około 9 zł...


I strasznie mi się nie podoba!

Addicted to cosmetcs
Czytaj dalej