wtorek, 30 września 2014

Nowości!

Cześć,
Dosyć dawno nie pokazywałam Wam moich kosmetycznych nowości. Ostatni post z tej tematyki, nie licząc wpisu prezentującego zakupy ubraniowe z Goodlokin itd. pokazywałam Wam 1 września. Od tego dnia, przybyło mi kilka kosmetyków. Kilka potrzebnych rzeczy, kilka chciejstw... czyli tak jak zawsze. Mimo wszystko staram się ograniczać w zakupach bo zależy mi na wykończeniu moich zapasów. Na dzień dzisiejszy ich stan i tak nie jest zbyt imponujący. Mam tego tyle, że jestem pewna, że wszystko zużyję nim skończy się data ważności... Zapraszam Was na przegląd moich nowych cudeniek.


Na początek zestaw kosmetyków, który dotarł do mnie 1 września. Kolejna przesyłka od Pat&Rub. Kolejna paczuszka, z której byłam, jestem niezwykle zadowolona. Bardzo lubię tę firmę, pokochałam kilka ich kosmetyków a ich asortyment nadal mnie kusi. Jest jeszcze kilka produktów, które bardzo chętnie bym wypróbowała. Pewnie prędzej czy później się na nie zdecyduję. W lutym moje 18-naste urodziny, myślę, że ten czas będzie idealny do spełnienia swojego peelingowego chciejstwa :)


W swojej pięknie zapakowanej, brązowej paczuszce znalazłam coś do włosów. Mianowicie szampon objętość i wzmocnienie, który jest przeznaczony do włosów cienkich i przyklapniętych oraz odżywkę z tej samej serii. Mimo tego, że moim włosom nie brakuje objętości, czasem zdarza się, że opadają i nie wyglądają zbyt ładnie... dlatego ucieszyłam się z tych produktów. Zwłaszcza, że wcześniej nie miałam możliwości poznać produktów do włosów tej firmy. Oba produkty możecie kupić na stronie producenta, szampon w cenie regularnej kosztuje 49zł/250ml z kolei odżywkę możecie upolować w cenie 59zł/200ml. Warto jednak polować na promocję, które często towarzyszą marce Pat&Rub.


Oprócz smakołyków do włosów mój brązowy woreczek skrywał mini balsam do rąk, jego wersja zapachowa to trawa cytrynowa i kokos. Jak dobrze, że tego drugiego nie czuć prawie wcale... oprócz tej wersji jest jeszcze dostępna rewitalizująca, która jest w tej samej cenie co moja, mianowicie 19zł/50ml oraz wersja HOME SPA, która kosztuje 28zł. Z balsamu również się ucieszyłam ponieważ jego pojemność jest idealna do szkolnej torebki. Lubię smarować łapki, tym bardziej gdy robię to takimi produktami :)

 (Wybaczcie krzywiznę :D )

Początkiem września wybrałam się do mojego Rossmana. Nie miałam zbyt wielkich planów zakupów, chciałam spojrzeć czy dodali jakieś ciekawe lakiery. Niestety, nie znalazłam wtedy dla siebie żadnego nowego kolegi. No, ale... przecież nie mogłam wyjść z pustymi rękami. Tym oto sposobem w moje łapki wpadła gromadka z powyższego zdjęcia.


Miałam zamiar kupić miniaturkę szamponu z Alterry (50ml-2.60zł) bo wybierałam się do mojego M, kiedy jednak spostrzegłam, że standardowe opakowanie jest w promocji za 4.99zł... kupiłam to większe. Kupiłam wtedy też kolejne opakowanie ochraniacza z Dove, wersja invisible dry kosztowała mnie bodajże niecałe 10zł.


Od lewej- pianka do golenia z Isany, przypomniało mi się, że moja ulubienica z Venus dobiła dna więc zdecydowałam się na inną. Z tego co się orientuje to nie kosztuje więcej niż 6zł. Obok niej jeszcze przepięknie pachnący żel pod prysznic z Luksji. Żelów nigdy nie jest dużo...a ten nie dość, że cudownie pachnie to kosztował tylko 8zł za 500ml.


Na koniec jeszcze chusteczki do higieny intymnej z Facelle, które bardzo lubię. To już moje kolejne opakowanie. Znowu udało mi się trafić na promocję i nie zapłaciłam za nie więcej niż 4zł.


Moje kolejne nowości są niezwykle pachnące...


A to sprawka między innymi firmy Carlo Bossi, która sprezentowała mi zapach, w którym główne nuty dominują owoce i kwiaty. Brzoskwinia, śliwka, frezja, jaśmin, konwalia, drzewo sandałowe... to tylko kilka z rodziny tego zapachu. Woń jest słodka, ale na szczęście nie męczy- zresztą poświecę jej jeszcze osobny post :)


No i jeszcze trochę smakołyków ze sklepu Glam Beauty, wybrałam dla siebie malinowy odżywczy krem do rąk na noc i peeling do ciała... również malinowy :) Oba te produkty są wytworem marki Balneokosmetyki...zapach zachwyca! Na chwilę obecną jestem na etapie intensywnych testów i niedługo napiszę Wam więcej... a jest o czym pisać :)


Moja kolejna Ambasadorska paczuszka od Anatomicals...


Tym razem wybrałam dla siebie pierwsze trzy produkty, które wpadły mi w oko. Mianowicie, od lewej- marynistyczny żel do kąpieli. Jego opis bawi, zapach niezbyt zachwyca... zobaczymy co będzie dalej :) Kolejny produkt to witaminowy krem do rąk, jego pojemność to 100ml, jest idealny do torebki. Zauroczył mnie, nie tylko kolorem tubki :)


Ostatni produkt to balsam na ból głowy...fajne, co nie? :D A, że mnie często boli głowa, w moim zamówieniu nie mogło zabraknąć tego produktu.

I to już wszystko, jestem pewna, że szybko zużyję te kosmetyki :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

niedziela, 28 września 2014

Jabłkowy szampon do włosów- Balea

Cześć,
Dziś mam dla Was recenzję szamponu. Wyszło tak, że zdążyłam zużyć już dwa opakowania a jeszcze nie doczekał się recenzji! Najwyższy czas to nadrobić, zwłaszcza, że wydźwięk tego postu będzie pozytywny. Balea do włosów- po raz kolejny się nie zawiodłam.

Jabłkowy szampon do włosów- Balea


Od producenta: Delikatny szampon do codziennego stosowania. Dzięki ekstraktowi z jabłek delikatnie myje włosy do samych końcówek. Letni zapach zielonych jabłek pieści zmysły. Dzięki zawartości witaminy B3 oraz prowitaminy B5 odbudowuje uszkodzone włosy.


Opakowanie: Plaatikowa, 300ml butelka.
Konsystencja: Średnio gęsta.
Zapach: Jabłkowy!
Cena/dostępność: Niecałe 3zł, DM, drogerie zawierające niemieckie kosmetyki. Śpieszcie się to edycja limitowana :)
Moja opinia: Szampon mieści się w typowej dla wyrobów Balei butelce. Ma ona 300ml pojemności, jest plastikowa. Oczywiście bardzo łatwo urwać zamknięcie, takim dwóm lewym rączkom jak ja- oczywiście się to zdarzyło :) Konsystencja nie jest specjalnie gęsta, miałam już kilka szamponów tej firmy i mam wrażenie, że w przypadku tego kosmetyku jest ona najrzadsza... może to dlatego, że ma przeźroczysty kolor. Nie wiem. W każdym razie, nie przelewa się przez palce, ale trzeba trochę go zużyć, aby dokładnie umyć wszystkie pasma. Zwłaszcza gdy ma się ich dużo... :) Zapach...zakochałam się w nim! Jest to świeży aromat soczystych jabłek, co więcej utrzymuje się na włosach jeszcze kilka godzin po ich umyciu. Ten kosmetyk spełnia wszystkie swoje podstawowe zadania- dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich i nawet bez późniejszego użycia odżywki moje kudły są miłe w dotyku i lśniące. TAAAAK!


Znacie? Lubicie? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 27 września 2014

Płyn micelarny- BeBeauty

Cześć,
Wiecie, że ja z każdą kosmetyczną nowinką zawsze "w porę" dlatego dziś mam dla Was recenzję płynu micelarnego z Biedronki. Miała go już pewnie większość z Was... wiele dziewczyn go bardzo lubi, ja- nie ukrywam, bardzo często do niego wracam, ale jakiegoś większego WOW na mnie nie wywołał.

Płyn micelarny- BeBeauty


Od producenta: Płyn micelarny delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy oraz oczu z makijażu, także wodoodpornego raz zanieczyszczeń. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. przywraca komfort czystej skóry bez pozostawienia uczucia ściągnięcia.  


Opakowanie: Przeźroczysta, 200ml butelka.
Konsystencja: Płynna...
Zapach: Całkiem przyjemny.
Cena/dostępność: Około 5zł do kupienia w Biedrze :)
Moja opinia: Płyn mieście się w plastikowej butelce o pojemności 200ml. Etykietka jest utrzymana w jasnej, biało-niebieskiej tonacji. Z tyłu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje takie jak sposób użycia, skład kosmetyku. Samo opakowanie wydaje się być proste w obsłudze, mimo wszystko trzeba uważać podczas nalewania płynu na wacik, bardzo często wylewa się go za dużo. O konsystencji chyba nie muszę się rozwodzić. Z kolei zapach tego produktu jest całkiem przyjemny dla nosa. Utrzymuje się na skórze, jeszcze trochę po użyciu. Działanie jest całkiem przyzwoite, dobrze zmywa makijaż, radzi sobie nawet z tym mocniejszym. Na co dzień używam BB, kredki do brwi i tuszu, czasem jednak na powiekach namaluję kreskę czy użyję cieni- ten płyn dobrze zmywa wszystko. Mimo wszystko jak już go mam to nie używam go codziennie, ponieważ wystarczyłby mi na krótko... niestety wydajność nie jest jego zaletą. Nie urzekł mnie też tym, że czasem szczypie w oczy- może nie jakoś strasznie, ale pozostawia lekki dyskomfort.


Jest Waszym HITEM? A może tak jak ja wracacie do niego od czasu do czasu? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

piątek, 26 września 2014

Profesjonalne leczenie migreny.

Cześć,
Jakie skojarzenia wywołuje u Was słowo migrena? Pewnie takie jak i u mnie... bardzo negatywne. Według przeprowadzonych badań bóle migrenowe dotykają nawet co 10 osobę w Polsce! Istnieje wiele leków, specjalistycznych preparatów, których zadaniem jest zwalczenia tego dyskomfortu, niestety wiele z nich okazuje się być po prostu nieskutecznymi.... Na przeciw oczekiwaniom znużonych bólem osób powstała specjalistyczna forma leczenia, która jest znana głównie z gabinetów stomatologicznych, wykorzystująca szynę NTI.


Zanim jednak dokładnie przyjrzymy się wykorzystaniu leczenia, warto zastanowić się czy nasza dolegliwość to faktycznie migrena a nie zwykły, sporadyczny ból głowy.

Migrena- nasilające się napady bólu głowy, które pojawiają się w odstępach od kilku do kilku tygodni. Ta dolegliwość trwa średnio od 4 do 72 godzin... więc jak widzicie, ten czas może być bardzo długi. Zazwyczaj ból występuję jednostronnie- za gałką oczną, czasem zdarza się jednak tak, że jest dwustronny lub występuje na przemian. Jeśli częstotliwość napadów jest częstsza niż 14 dni możemy mówić o tzw. migrenie przewlekłej.

Czy taka dolegliwość Wam towarzyszy? Jeśli tak, zapraszam do dalszej części postu, w której poznacie dosyć innowacyjne rozwiązanie. Sama poznałam je niedawno i jestem na etapie, zagłębiania się w jego tajniki :)

Leczenie migreny może stać się naprawdę łatwe! Amerykański stomatolog James Boyd, który jest wynalazca wcześniej przeze mnie wspomnianej szyny NTI, sam również cierpiał na tę okropną dolegliwość. Skrót NTI oznacza nocyceptywne hamowanie nerwu trójdzielnego. Do jej działania należy  redukcja odruchowej aktywności mięśni w trakcie zaciskania i zgrzytania zębami, zwłaszcza podczas snu. Szyna NTI, która jest również nazywana "szyną na siekacze" zakładana jest tylko na zęby przednie, co uniemożliwia stykanie się zębów tylnych i występowanie tam siły nacisku będącego najbardziej destrukcyjnym dla stawu skroniowo-żuchwowego. Głównym założeniem mechaniki działania szyny NTI  jest relaksowanie mięśni twarzy i głowy oraz stawów skroniowo-żuchwowych, co przekłada się na zmniejszanie dolegliwości bólowych.

Ciężko nie zauważyć, że gdy dotyka nas ból marzymy o tym, żeby go zniwelować, jeśli nie jesteśmy tego w stanie zrobić całkowicie, zależy nam chociaż na osłabieniu dolegliwości. W końcu zdrowie, dobre samopoczucie- to wartości, które powinny być jednymi z nadrzędnych w życiu :) 

Pewnie teraz pojawia się pytanie- ILE TO KOSZTUJE? A więc koszt takiego zabiegu waha się pomiędzy 350-500zł, samo założenie szyny trwa mniej niż 30 minut i jest wykonywane w specjalistycznych gabinetach stomatologicznych. Już po 5-7 dniach od założenia dolegliwości ustępują.

Powiem Wam, że dopóki nie poczytałam trochę więcej na ten temat, byłam sceptycznie nastawiona, w internecie jest całkiem dużo opinii, oczywiście pozytywnych na temat tego zabiegu, muszę też podkreślić, że szyna posiada atest amerykańskiej Agencji ds. Żywności, i Leków oraz unijny certyfikat CE. Te fakty spowodowały, że ten zabieg zdecydowanie do mnie przemawia. Jego koszt, w porównaniu do tego- jakie może przynieść rezultaty nie jest zbyt wysoki. Jeśli nie mamy jak sobie pomóc, być może warto spróbować takiego leczenia po jakie wcześniej, nie mieliśmy możliwości sięgnąć.

A jak Wy się na to zapatrujecie? Czy ten zabieg chociaż trochę do Was przemawia? Znacie jeszcze jakieś inne sposoby na leczenie migreny?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 25 września 2014

Energetyzująca pianka do mycia twarzy- Love Me Green

Cześć,
Firmę Love Me Green poznałam ponad rok temu. Jedne produkty zachwyciły mnie bardziej, inne troszkę mniej. W każdym razie w każdym produkcie znalazłam coś co powodowało, że chciałam więcej. Miałam szczęście! W moje łapki wpadła bohaterka dzisiejszego postu, pianki do mycia twarzy bardzo mnie kusiły. Ogólnie lubię wszelkiego rodzaju kosmetyki w formie pianki więc ucieszyłam się z możliwości wypróbowania bohaterki dzisiejszego postu.

Energetyzująca pianka do mycia twarzy- Love Me Green 


Od producenta: Właściwości:

Organiczna pianka nie tylko myje, ale też zapobiega wysuszeniu skóry i nie zaburza naturalnego pH. Produkt jest hipoalergiczny, dzięki czemu może być stosowany nawet przez osoby o bardzo wrażliwej skórze. Posiada specjalnie opracowane opakowanie spieniające, umozliwiające łatwe rozprowadzenie produktu na skórze.

Zmiękczona i oczyszczona skóra odzyskuje cały swój naturalny blask.

Sposób użycia:

Nanieś piankę na zwilżoną skórę twarzy delikatnym okrężnym ruchem masującym, a następnie zmyj wodą.



Opakowanie: Plastikowy pojemnik z pompką.
Konsystencja: Pianka.
Zapach: Słonecznikowy...
Cena/dostępność: 39.90zł do kupienia TUTAJ. 


Moja opinia: Pianka firmy Love Me Green mieści się w plastikowym pojemniku, który jest zaopatrzony w wygodną w użyciu pompkę. Lubię takie rozwiązania...jeśli jeszcze wchodzi w grę kosmetyk w formie pianki, brak pompki nie byłby do zaakceptowania. Chyba nawet by się nie dało... :) Chyba jedynym minusem tego pięknego, zachowanego w niebieskich barwach opakowania jest fakt, że nie widzimy ile produktu ubyło... Na temat konsystencji nie będę się więc już rozwodzić, muszę tylko wspomnieć, że wytworzona pianka jest gęsta i nie spływa z twarzy... Zapach...tutaj zatrzymamy się troszkę dłużej. Tak wygląda opis aromatu ze strony producenta:  

"Zapach kwiatów frangipani jest egzotyczny, kwiatowy. Można się w nim doszukać wielu różnorodnych nut zapachowych: począwszy od owocowej, trochę jakby kremowej brzoskwini, poprzez wiosenny jaśmin, na zmysłowej tuberozie skończywszy."

Jak dla mnie nutą przewodnią w tej piance są słoneczniki. Dojrzałe, pięknie pachnące słoneczniki... :) Być może to właśnie wymienione wyżej kwiaty frangipani charakteryzują się aromatem podobnym do tych żółtych kwiatów. W każdym razie pianka pachnie bardzo ładnie, otula moją skórę swoim aromatem. Jestem na tak...


W tym kosmetyku zachwyciło mnie również działanie. Czyli to co cenie sobie najbardziej... Tej koleżanki używam wieczorem do oczyszczania swojej buzi. Pianka Love Me Green radzi sobie ze zmywaniem resztki makijażu. Nie powierzałabym jej jednak zadania zmycia wszystkiego... do tego używam płynów micelarnych. Jeśli jednak chodzi o resztki tuszu, cieni- wszystko jest w porządku. Zauroczyła mnie również na pewno tym, że podczas mycia buzi nawet gdy dostanie się do oczu, nie szczypie i nie sprawia bólu. Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia twarzy, ten punkt jest zdecydowanie dla mnie bardzo ważny... nie znoszę gdy moje oczy się zaczerwieniają, pieką a ból jest nie do wytrzymania... Zresztą, chyba nikt nie lubi takiego uczucia. Kolejną zaletą tej pianki jest jej skład, który jest w 98% naturalny... dzięki temu ten kosmetyk nie wysusza mojej skóry. Przechodząc już do meritum...moja twarz po jej użyciu jest naprawdę dobrze oczyszczona, przyjemna w dotyku. 


Polubiłyśmy się. Polecam Wam ją serdecznie, warto jednak czekać na promocje, które często towarzyszą stronie LMG, wtedy możecie ją upolować już za 19.90zł. A może już znacie tę piankę? Jak się u Was sprawdziła?

Życzę Wam miłego dnia a sama wracam do historii... :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

wtorek, 23 września 2014

Arbuzowy peeling do ciała- Bielenda

Cześć,
Dziś przygotowałam dla Was kolejną recenzję peelingu z Bielendy. O pierwszej wersji- winogronowej mogłyście czytać TUTAJ, jeszcze we wakacje. Robiąc zakupy w Biedronce zdecydowałam się na dwa warianty, które najbardziej przykuły mój wzrok. Fakt, że cena była bardzo promocyjna powodował, że miałam ochotę kupić wszystkie, na szczęście...w porę się opanowałam :)

Arbuzowy peeling do ciała- Bielenda


Od producenta: Po raz kolejny nie mam dla Was informacji od producenta. Jednak jak już możecie zauważyć po etykietce na opakowaniu, głównym zadaniem tego peelingu jest zapewnienie naszej skórze gładkości i nawilżenia.


Opakowanie: 100g, plastikowy słoiczek.
Konsystencja: Niezbyt gęsta, czerwona maź.
Zapach: Całkiem przyjemny.
Cena/dostępność: Ja kupiłam go za niecałe 6zł w Biedronce, narazie ich tam jednak nie ma. Być może pojawią się ponownie.
Moja opinia: Ten peeling mieści się w plastikowym, 100gramowym słoiczku. Jest zaopatrzony w odkręcaną nakrętkę a pod nią czekała na mnie jeszcze dodatkowo zabezpieczające sreberko. Co rzuca się w oczy po otworzeniu? Mała ilość produktu....nie znoszę takich "oszukańczych" opakowań :) Konsystencja tego kosmetyku nie jest specjalnie gęsta, mam nawet wrażenie, że jest rzadsza niż w przypadku winogronowego kolegi. Ma mocny, intensywny czerwony kolor. Zapach, szczerze powiedziawszy jakoś specjalnie mnie nie zauroczył. Owszem, jest całkiem przyjemny i czuć w nim wyraźne nuty arbuza, jednak liczyłam na większe BUM i bardziej orzeźwiającą woń.


Nawet ten słabiutki aromat nie utrzymuje się długo na mojej skórze. Podobnie jak w przypadku mojej winogronowej wersji- peeling łatwo sunie po skórze, używany na mokro sprawia, że skóra staję się trochę przyjemniejsza w dotyku, jednak ten efekt nie zasługuje na specjalne pochwały. Zwłaszcza, że i wydajność tego peelingu jest niewielka. Nie wiem czy wystarczył mi na całe trzy użycia...


Przybyłam, spróbowałam i więcej nie chciałam :D

A Wy?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

poniedziałek, 22 września 2014

Lakier do paznokci Plum Purple- Fenix

Cześć,
Znacie firmę Fenix? W ich asortymencie znajdziemy piętnaście sztuk lakierów. Ja w swojej kolekcji mam ich trzy wytwory. Dziś chce Wam pokazać jeden z nich, fioletowy... :) W sumie, sama się sobie dziwię, że prezentuję go dopiero teraz.... jestem w jego posiadaniu już dosyć długi czas a dopiero ostatnio miał swoje "pięć minut" na paznokciach :)

Lakier do paznokci Plum Purple- Fenix


O swoich lakierach firma pisze tak....

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom profesjonalistek stworzyliśmy nasz nowy lakier do paznokci Fenix. Powstał on we współpracy z zawodowymi manicurzystkami, które pomogły nam wybrać i dostosować do ich potrzeb każdy z elementów naszego produktu. Lakier znajduje się w bardzo praktycznej, prostej a zarazem eleganckiej butelce o pojemności 10ml. Do produkcji lakieru zastosowano najwyższej jakości bazę renomowanej francuskiej firmy, zapewniającą idealne pokrycie powierzchni paznokcia oraz wyjątkowo długotrwałą odporność na odpryskiwanie. Dobraliśmy okrągłą nakrętkę o idealnej długości umożliwiającą pewny chwyt i wygodne malowanie. Do produkcji płaskich pędzelków wykorzystaliśmy włosie o odpowiedniej makrostrukturze, które odpowiada za perfekcyjne rozprowadzanie lakieru.


10ml emalii (w niezbyt niskiej cenie... buteleczka kosztuje 30,90zł) możecie upolować TUTAJ.


Pędzelek jest średniej grubości, podobnie nie jest zbyt długi mimo wszystko malowanie nim jest całkiem przyjemne. Lakier nie smuży, nie bąbelkuje, jednak bardzo długo wysycha... już na zdjęciach możecie zobaczyć co się stanie gdy nie wyschnie on do końca i czegoś się dotknie...ślady na paznokciach gwarantowane.


Mimo tej wady, kolorek bardzo mi się podoba... mam nałożone dwie cienkie warstwy. Ta śliwka... jest przepiękna :) Idealna na chłodniejsze dni, które nam niedługo będą codziennie towarzyszyć. Zdjęcia do tego postu są robione trzeciego dnia od pomalowania, końcówki już trochę zdarte :(


Podobasz mi się, choć nie zachwycasz ceną...

A Wy, jakie macie odczucia? 

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

sobota, 20 września 2014

Masło do ciała Angel Skin- Full Mellow

Cześć,
Marka Full Mellow była mi dotąd nieznana. Miałam możliwość bliżej poznać te kosmetyki, dzięki spotkaniu, w którym uczestniczyłam majem tego roku w Krakowie. W swoim prezencie znalazłam aż trzy produkty. Konkretnie peeling do ciała, wosk i masło, o którym chce Wam dziś napisać.

Masło do ciała Angel Skin- Full Mellow 


Od producenta: Angel Skin to masło o lekkim, świeżym zapachu, które głęboko nawilża skórę przy czym jest bardzo wydajne.Główną bazą są trzy cudowne masła:

Kakowe -zawiera naturalne antyoksydanty, potas, magnez, wapno, żelazo, nawilża i regeneruje dzięki zawartości kwasu oleinowego dodatkowo nadaje jej gładkość i połysk.

Shea - skutecznie nawilża skórę, zawiera wysoka zawartość witaminy A i E.

Awokado - bogate w witaminy A,D,E kwas oleinowy, lecytynę, silnie nawilża i regeneruje.

Pozostawia na skórze mile uczucie nawilżenia na długi czas


Opakowanie: 150ml słoiczek.
Konsystencja: Niezwykle zbita i gęsta.
Zapach: Pomarańczowy.
Cena/dostępność: 32.50zł do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Masełko mieści się w małym, plastikowym słoiczku. Ma on 150ml pojemności, widnieje na nim biało-niebieska etykietka, na której są wszystkie potrzebne informacje. Sposób użycia, skład...(cudowny) oraz data przydatności. Słoiczek pozwala wydobyć produkt do końca.  Konsystencja jest niezwykle gęsta, na szczęście pod wpływem ciepła dłoni... rozpływa się, staje się delikatna i cudownie sunie po ciele. Zapach to zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w tym produkcie. Aromatyczna pomarańcza... kusi już po odkręceniu wieczka. ♥ Co więcej- woń nie ucieka od razu i utrzymuje się na ciele, co jeszcze bardziej uprzyjemnia korzystanie z masełka. 


Czujecie się już zachęcone? Myślę, że po przeczytaniu o działaniu... będziecie miały jeszcze większą chrapkę :) Delikatna, miękka, przyjemna w dotyku skóra... która z nas nie marzy o takim efekcie? Najlepsze jest to, że to masełko właśnie taki efekt daje. Moja skóra jest odżywiona, po regularnym używaniu mam wrażenie, że po prostu "u niej" lepiej.


Jeśli tylko, jesteście fankami pomarańczowego zapachu- koniecznie się w nie zaopatrzcie. WARTO!
 A może już znacie to masełko? :)

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

piątek, 19 września 2014

Żel pod prysznic Melon Tango- Balea

Cześć,
Dziś mam dla Was recenzję mojego ulubieńca lata. Mianowicie...mowa o żelu z edycji limitowanej firmy Balea. Wersja, o której chce Wam dziś napisać to Melon Tango :) Post będzie krótki, przyjemny i niezwykle pachnący.

Żel pod prysznic Melon Tango- Balea


Od producenta: Delikatny żel pod prysznic nawilża skórę i myje ją. Pełnowartościowe, pielęgnacyjne mleczko zapewni skórze miękkość i delikatność, a formuła poli-fructol stworzy ochronę przed utratą wilgoci. Intensywny zapach egzotycznych owoców arbuza sprawia przyjemność i utrzymuje się długi czas na skórze.


Opakowanie: Wygodna, 300ml tubka.
Konsystencja: Całkiem gęsta, kremowa.
Zapach: Orzeźwiający.
Cena/dostępność: 0,65euro jest dostępny w DM i drogeriach z niemieckimi kosmetykami.
Moja opinia: Żel mieści się w typowej dla wyrobów Balei tubce. Ma ona 300ml, jest plastikowa i zamykana na wygodny zatrzask. Łatwo otwiera się ją nawet mokrymi dłońmi. Konsystencja Melon Tango ma lekko różowy kolor, jest całkiem gęsta i kremowa. W kontakcie z wodą wytwarza naprawdę bardzo gęstą pianę, mycie nią jest przyjemnością! Zwłaszcza, że temu procederowi towarzyszy niezwykle przyjemny zapach. Połączenie arbuza, który odgrywa tutaj pierwsze skrzypce z melonem...tworzy niezwykle orzeźwiającą i cudowną mieszankę zapachową. Dobrze myje i oczyszcza, robi to co ma robić. Jestem na tak! ♥


Znacie ten żel? Czy zapach zauroczył i Was? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

czwartek, 18 września 2014

Perełki do kąpieli stóp- No36

Cześć,
Lubię od czasu wymoczyć swoje stópki. Zwłaszcza podczas takiej pogody jak ta, którą teraz możemy oglądać za oknem. Jest szaro, ponuro, pochmurnie... wstawanie o 5:30 często jest udręką. Pocieszam się tym, że czas leci jak szalony i już niedługo znów zapanuje wiosna, później lato. :)
Dziś mam dla Was recenzję kosmetyku, który idealnie umili Wam jesienne, zimne wieczory.


Perełki do kąpieli stóp- No36


Od producenta: Zawarte w produkcie algi morskie i drobinki soli delikatnie złuszczą stopy przynosząc im efekt natychmiastowego relaksu. Skóra stanie się miękka i odprężona. Dzięki kolejnemu składnikowi kosmetyku - kwasowi urea - nasze stopy będą idealnie nawilżone i odżywione. Perełki do kąpieli dostarczą skórze niezbędnych minerałów i mikroelementów, a przygotowana dzięki nim kąpiel doskonale pobudzi krążenie, dając odprężenie, wzmacniając cały organizm oraz pozostawiając na skórze przyjemny zapach. 


Opakowanie: Plastikowa, 150g buteleczka.
Konsystencja: Maleńkie, niebieskie drobinki.
Zapach: Morski.
Cena/dostępność: Około 6/7zł np w Rossmanie.
Moja opinia: Perełki do kąpieli stóp, mieszczą się w małym, plastikowym opakowaniu. Ma ono 150g, jest solidnie wykonane. Otwór pozwala wydobyć pożądaną ilość produktu. Nie ma obaw, że wysypiemy za dużo. Buteleczka jest przeźroczysta, mamy wgląd na to ile perełek zostało. Całe opakowanie jest otrzymane w biało-niebieskiej tonacji. Z tyłu opakowania znajdziemy najistotniejsze informacje, takie jak sposób użycia, opis naturalnych składników aktywnych, cały skład. Same perełki są dosyć małych rozmiarów, mają niebieski kolor. Pomiędzy wspomnianymi wyżej perełkami znajduje się również niebieski proszek. Jest on obecny w całym opakowaniu. Na początku zastanawiałam się czy nie są to może rozwalone kuleczki, ale jednak nie. Jeśli chodzi o zapach jest to iście morska woń. Staje się najintensywniejsza wtedy, gdy perełki rozpuszczają się w wodzie. Tan niezwykle świeży i mocny aromat pewnie by mi się nie spodobał gdyby był to np. kosmetyk do mycia ciała. Jeśli jednak chodzi o pielęgnacje stóp woń tych perełek jak najbardziej mi odpowiada. A jeszcze bardziej odpowiada a raczej zachwyca mnie działanie, które jest bardzo dobre. W wodzie, w której wcześniej rozpuszczam perełki moczę stopy przez około 10 minut, później gdy już osuszę je ręcznikiem moje stopy są miększe w dotyku, gładkie, skóra jest niesamowicie nawilżona i przyjemna w dotyku. 


Podsumowując... ten kosmetyk jest jak najbardziej udany. Warto się w niego zaoptrzeć i zapewnić relaks, naszym często zmęczonym stopom. A może już znacie te perełki? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej

środa, 17 września 2014

Odżywka wzmacniająca do włosów farbowanych- Garnier

Cześć,
Bardzo, bardzo lubię produkty do włosów z Garniera. Farby, odżywki, szampony, maski... większość spisuje się u mnie idealnie. Owszem, jak to zwykle bywa- czasem zdarzają się niewypały, jednak większość kosmetyków zasługuje na miano HITÓW. Często do nich wracam i kupuję je z uśmiechem na twarzy. Dziś mam dla Was recenzję, właśnie kolejnej odżywki. Kupiłam ją bodajże w maju w Biedronce, pewnie bym się na nią nie zdecydowała gdyby nie fakt, że była dołączona do moje ulubionej farby, również tej samej firmy.

Odżywka wzmacniająca do włosów farbowanych lub z pasemkami- Garnier


Od producenta: Garnier Fructis Color Resist do włosów farbowanych i pasemek działa podwójnie.
Dzięki zawartości olejku z winogron + acai włosy są odżywione, a dzięki zastosowaniu technologii Chroma Intense barwniki utrzymują się wewnątrz włosa, dzięki czemu kolor jest trwały. Kolor utrzymuje wysoką jakość aż do kolejnej koloryzacji, włosy są łatwiejsze w rozczesywaniu. Są odżywione i mają piękniejszy kolor. Zamknięty wewnątrz kolor utrzymuje się dłużej. Włosy są chronione przed szkodliwymi czynnikami z zewnątrz.
Kolor utrzymuje wysoką jakość aż do kolejnej koloryzacji.
Farbowane włosy są elastyczne, jedwabiste, łatwe w rozczesywaniu. Kolor jest błyszczący, promienny, po prostu piękny.
Zastosowanie: po umyciu włosów nałóż odżywkę na całej ich długości, następnie spłucz.


Opakowanie: Plastikowa, 200ml tubka.
Konsystencja: Gęsta, treściwa.
Zapach: Przyjemny.
Cena/dostępność: Około 10zł, drogerie.
Moja opinia: Ta odżywka mieści się w typowym opakowaniu dla produktów Garniera. Jest to 200ml tubka, która stoi do góry nogami. Dzięki takiemu rozwiązaniu, możemy bez problemu zużyć ją do końca. Tubka jest wykonana z czerwonego plastiku, na pierwszy rzut oka nie widać ile produktu zostało, jednak wystarczy położyć tę odżywkę przy lampce, żeby móc zobrazować nasze zużycie produktu. Zamknięcie jest szczelne, jednak łatwo otwiera się nawet mokrymi dłońmi. Nie miałam w tej kwestii, żadnych problemów. Konsystencja...również typowa. Jeśli jednak, ktoś z Was nie miał jeszcze okazji poznać odżywek tej firmy- jest gęsta, treściwa i ma biały, mleczny kolor. Zapach jest bardzo przyjemny, dominują tu lekko owocowe nuty. Jeśli jednak miałabym porównać tę woń do innych wersji Garniera, przyjemniejszy aromat zafundowała mi odżywka Oleo Repair, o której już Wam kiedyś pisałam. Działanie? Bardzo pozytywne, już mogę rozpływać się w zachwytach ♥ Nakładam ją na umyte wcześniej szamponem, mokre włosy. Trzymam od 3 do 5 minut... a fantastyczny efekt czuć już podczas spłukiwania. Włosy stają się miękkie w dotyku, przyjemne, jedwabiście gładkie. Niesamowicie ułatwia rozczesywanie, sprawia, że moje pasma po wyschnięciu układają się z dziecinną łatwością, są sypkie, gładkie i wyglądają cudownie. Dodatkowo nie wywołała łupieżu, nie podrażniła skalpu ani też nie wpływała na szybsze przetłuszczanie włosów. 


Jestem na TAAAAAAAAK! Znowu!  

Znacie tę odżywkę? Jak się u Was sprawdziła?

Addicted to cosmetics

Czytaj dalej

wtorek, 16 września 2014

Masło do ciała mango i papaja- Love 2mix Organic

Cześć,
Kiedyś prawie wcale nie zamieszczałam tutaj recenzji maseł do ciała. Teraz robię to coraz częściej. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta :) Polubiłam używać tego typu kosmetyki i staram się to robić regularnie. Lubię ten przyjemny efekt, który dobre masło zapewnia mojej skórze. I pomyśleć, że moje przekonywanie się trwało tyle czasu... teraz nadrabiam zaległości :) Dziś mam dla Was recenzję ostatniego kosmetyku otrzymanego od Skarbów Syberii. 

Maksymalnie nawilżające masło do ciała mango i papaja- Love 2MIX


Od producenta:  Organiczne masło mango doskonale nawilża i zmiękcza skórę, zapewniając jej zdrowy i piękny wygląd. Organiczny olej papai zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry oraz poprawia jej koloryt.

Zalety produktu:
zawiera certyfikowane składniki organiczne
nie zawiera SLS, parabenów, olei mineralnych, ftalanów, glikoli, lanoliny
doskonale odżywia skórę
posiada gęstą konsystencję i kuszący aromat tropikalnych owoców


Opakowanie: 250ml plastikowy słoiczek. 
Konsystencja: Treściwa, gęsta.
Zapach: Owocowy.
Cena/dostępność: 29.90zł a teraz 19.90zł do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: To masełko mieści się w 250ml plastikowym słoiczku. Jest on odkręcany a pod zewnętrzną nakrętka znajdziemy jeszcze dodatkowo plastikową osłonkę. Takie opakowanie bez problemu umożliwi nam wydobycie kosmetyku do końca. Nie ma obaw, że nie będziemy mogły do czegoś dosięgnąć. Konsystencja jest bardzo treściwa i gęsta. W zetknięciu ze skórą staje się natychmiast miększa, bez problemu sunie po ciele i rozsmarowuje się. Ma lekko pomarańczowy kolor. Wielkim atutem tego produktu jest jego zapach, który jak sądzę- znajdzie wiele zwolenniczek. Aromat jest owocowy, rześki i bardzo przyjemny. Utrzymuje się na skórze jeszcze trochę czasu po dokładnym wchłonięciu masełka. Ta woń będzie idealna za równo na ciepłe jak i te bardziej jesienne dni, w końcu to te mnie teraz otaczają...


Teraz porozmawiajmy trochę na temat działania. Jak już pisałam wyżej konsystencja tego masełka jest gęsta, jednak pod wpływem ciepła skóry się roztapia...staje się mięciutka w dotyku, gładko sunie po skórze. Do dokładnego posmarowania całego ciała, wystarcza naprawdę niewielka ilość produktu. Wpływa to oczywiście na wydajność tego kosmetyku, z której jestem jak najbardziej zadowolona.


Ten kosmetyk wchłania się całkiem szybko, pozostawia przy tym na skórze cienką warstwę. Zazwyczaj smaruję się nim wieczorem, a jeszcze rano wyczuwam na skórze pozostałości tego masła. Jego podstawowym zadaniem jest NAWILŻENIE, i z tym radzi sobie doskonale. Moja skóra nie jest specjalnie wymagająca, tylko na łokciach potrzebuję trochę "więcej mocy" :) Love 2mix Organic bardzo dobrze radzi sobie z tym zadaniem. Moje ciało po użyciu tego kosmetyku jest przyjemne w dotyku, świetnie nawilżone, miękkie.


Co również jest dla mnie bardzo ważne w tego typu produktach- efekt nie jest krótkotrwały. Możemy się nim cieszyć jeszcze przez paręnaście godzin. Dla mojej skóry jest wystarczające smarowanie raz dziennie, czasem z lenistwa...robię to rzadziej, jednak staram się być systematyczna. Jeśli jednak, któraś z Was ma bardziej wymagającą skórę- stosowanie masła dwa razy dziennie, na pewno na to zaradzi i pomoże Waszym ciałom :) Jeśli chodzi o poprawienie kolorytu.... nie wypowiem się w tej kwestii, ponieważ nie zauważyłam takiego efektu, który towarzyszy stosowaniu tego kosmetyku. Mimo to jestem jak najbardziej zadowolona, bo to kolejne masełko, które spełnia moje potrzeby :) I do tego ten zapach! MNIAM!


Znacie to masełko? A może miałyście coś innego z tej firmy? Co polecacie? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej