Regenerujący peeling cukrowy — Bielenda Exotic Paradise Papaya

środa, 5 sierpnia 2020

Cześć,
Przychodzę do Was dzisiaj z kolejną wersją peelingu z serii Exotic Paradise. Tym razem opowiem Wam trochę egzemplarzu regenerującym, który przepięknie pachnie papają. Uważam, że ta seria od Bielendy jest bardzo udana i w niedalekiej przyszłości planuję wypróbować również ostatni scrub, którego jeszcze nie miałam, no i oczywiście olejki pod prysznic.

Regenerujący peeling cukrowy — Bielenda Exotic Paradise Papaya


Od producenta: Peeling do ciała Bielenda Exotic Paradise Papaya usunie ze skóry obumarłe komórki i zapewni jej doskonałą miękkość. Właściwości: rewitalizuje skórę, usuwa obumarłe komórki skóry, poprawia ukrwienie skóry, pozostawia skórę delikatną i miękką.


Opakowanie: Peeling jest zamknięty w wygodnym słoiczku o pojemności 350 g.
Konsystencja: Przypomina galaretkę, ale już na pierwszy rzut oka widać w niej zatopioną całą masę drobinek zdzierających.
Zapach: Jest totalnie obłędny... iście owocowy i letni. Papaja pachnie tutaj owocowo, a zarazem bardzo słodko i naprawdę przyjemnie.
Cena/dostępność: Za opakowanie musimy zapłacić około 18 zł. Ja swój egzemplarz dorwałam na moim ulubionym Notino.pl. :)
Moja opinia: Ten scrub z serii Exotic Paradise również otrzymujemy w bardzo wygodnym opakowaniu o pojemności 350 g. Wspominałam Wam już wiele razy, że lubię takie słoiczki, ponieważ nie mam później żadnych problemów z tym, żeby zużyć dany kosmetyk do końca. Na opakowaniu czekają na nas również takie podstawowe informacje jak sposób użycia, czy skład. Konsystencja ma pomarańczowy kolor, jest lekko galaretowata i można w niej zauważyć całą masę drobinek zdzierających. Te drobinki świetnie zdzierają martwy naskórek i radzą sobie nawet z bardziej problematycznymi partiami ciała, takimi jak, chociażby łokcie, czy stopy. Scrubu używałam zarówno na sucho, jak i na mokro. Na sucho wtedy, gdy chciałam wykonać naprawdę mocny masaż, a na mokro wtedy, gdy nie zależało mi na aż tak mocnym uczuciu zdarcia martwego naskórka.


Skóra po każdym użyciu była bardzo przyjemna w dotyku, mięciutka, gładka i nawilżona. Co więcej — całemu pielęgnacyjnemu rytuałowi towarzyszył przepiękny i bardzo soczysty aromat, który utrzymywał się jeszcze przez chwilę po wyjściu z łazienki. Nie miałam żadnych problemów z tym, żeby zużyć ten scrub do końca, a w moich zapasach czeka jeszcze wersja z figą, o której za jakiś czas na pewno Wam napiszę. Jeżeli nie miałyście jeszcze okazji wypróbować peelingów Exotic Paradise, to uważam, że zdecydowanie warto to nadrobić, bo to przepięknie pachnące i całkiem mocne zdzieraki.


Znacie ten peeling? Używałyście już produktów Exotic Paradise od Bielendy?

---------------------------------------------------------------------------
Obserwuj mój:
*FACEBOOK- KLIK  
  *INSTAGRAM-KLIK    
Ruda

8 komentarzy:

  1. Chwilowo miałam przerwę od nich i poznałam w międzyczasie super produkt (na dniach napiszę o nim), ale ogólnie uwielbiam tą serię i muszę przetestować jeszcze.. 3 warianty :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam Pitaję i Melona, dobrze się u mnie sprawdziły. Ten też chętnie wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o ludu ale aromatyczny on musi być:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz spotykam się z tym peelingiem. Z ciekawości chętnie bym go przetestowała :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten peeling! Świetnie pachnie i super złuszcza naskórek!

    OdpowiedzUsuń

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.