Cześć,
Nie lubię kremować buźki, zwyczajnie jestem na to zbyt leniwa. Na spotkaniu w lutym, otrzymałam jednak taki produkt, który zmobilizował mnie do regularnego kremowania. Zwłaszcza, że jego data ważności była tylko do maja... Na szczęście przy pomocy Mamuśki, przed upływem ważności udało nam się wykończyć prawie calutki krem, więc chce Wam dziś o nim trochę opowiedzieć!
Krem dla cery tłustej i mieszanej Featherlight- MAKE ME BIO
Od producenta: Składniki/Ingredients (INCI): Citrus Aurantium Dulcis (Orange Blossom) Flower Water, Corylus Americana (Hazelnut) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Tocopherol (Vitamin E), Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Limonene* *Naturalnie występujące olejki eteryczne
Opakowanie: Zakręcany, szklany słoiczek.
Konsystencja: Dosyć gęsta...
Zapach: Lekka woń, z wyraźną nutką pomarańczy.
Cena/dostępność: 69zł, do kupienia online na stronie MMB ;)
Moja opinia: Na początek, jak zawsze zaczynamy od opakowania. W przypadku tego kremu jest to szklany słoiczek o pojemności 60ml, obwiązany sznurkiem, do którego jest przyczepiona karteczka, na której znajdują się informacje na temat produktu. Wygląd jak najbardziej na plus. Początkowo konsystencja wydaje się być bardzo lekka, ale jest to tylko kilku milimetrowa warstwa, po jej zużyciu krem jest całkiem gęsty i czasem zdarza się w nim napotkać grudki...które na szczęście w nieszczęściu łatwo znikają na twarzy. Ogólnie konsystencja jest całkiem fajna, łatwo nabiera się krem na palec, on nie spływa, dobrze się rozprowadza. Nie wchłania się jednak w tempie błyskawicznym, i zostawia na skórze tłustą warstwę. Zapach jest dosyć charakterystyczny, czuć go już po otwarciu słoiczka. Jest mocny, zdecydowanie wyczuwałam w nim nutkę pomarańczy. Woń jednak gubi się razem z upływem czasu, podczas którego krem wchłania się w twarz.
Działanie...ach...polubiłam Cię za działanie. Niezwykle komfortowo działał na moją buźkę. Świetnie ją nawilżał i było to czuć już kilka chwil po użyciu produktu. Biorąc pod uwagę jednak to,że czas wchłaniania nie należał do najkrótszych, używałam go głównie na noc, z racji tego, że wczesnym rankiem nie mam czasu na tak długi czas oczekiwania. Ładne opakowanie? Fajnie. Dobra konsystencja? Fajnie. Bardzo dobre nawilżenie? Fajnie. Na początku wydawało mi się, że minimalizuje wągry i inne niepotrzebne dziadostwa. Po pewnym czasie jednak zorientowałam się, że to tylko złudzenie...on ich nie wybiela, nie usuwa.... A szkoda, bo miałam taką nadzieję :D W każdym razie reasumując...całkiem dobry produkt. I moja Mama też go polubiła!
Nie lubię kremować buźki, zwyczajnie jestem na to zbyt leniwa. Na spotkaniu w lutym, otrzymałam jednak taki produkt, który zmobilizował mnie do regularnego kremowania. Zwłaszcza, że jego data ważności była tylko do maja... Na szczęście przy pomocy Mamuśki, przed upływem ważności udało nam się wykończyć prawie calutki krem, więc chce Wam dziś o nim trochę opowiedzieć!
Krem dla cery tłustej i mieszanej Featherlight- MAKE ME BIO
Od producenta: Składniki/Ingredients (INCI): Citrus Aurantium Dulcis (Orange Blossom) Flower Water, Corylus Americana (Hazelnut) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Tocopherol (Vitamin E), Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Limonene* *Naturalnie występujące olejki eteryczne
Opakowanie: Zakręcany, szklany słoiczek.
Konsystencja: Dosyć gęsta...
Zapach: Lekka woń, z wyraźną nutką pomarańczy.
Cena/dostępność: 69zł, do kupienia online na stronie MMB ;)
Moja opinia: Na początek, jak zawsze zaczynamy od opakowania. W przypadku tego kremu jest to szklany słoiczek o pojemności 60ml, obwiązany sznurkiem, do którego jest przyczepiona karteczka, na której znajdują się informacje na temat produktu. Wygląd jak najbardziej na plus. Początkowo konsystencja wydaje się być bardzo lekka, ale jest to tylko kilku milimetrowa warstwa, po jej zużyciu krem jest całkiem gęsty i czasem zdarza się w nim napotkać grudki...które na szczęście w nieszczęściu łatwo znikają na twarzy. Ogólnie konsystencja jest całkiem fajna, łatwo nabiera się krem na palec, on nie spływa, dobrze się rozprowadza. Nie wchłania się jednak w tempie błyskawicznym, i zostawia na skórze tłustą warstwę. Zapach jest dosyć charakterystyczny, czuć go już po otwarciu słoiczka. Jest mocny, zdecydowanie wyczuwałam w nim nutkę pomarańczy. Woń jednak gubi się razem z upływem czasu, podczas którego krem wchłania się w twarz.
Działanie...ach...polubiłam Cię za działanie. Niezwykle komfortowo działał na moją buźkę. Świetnie ją nawilżał i było to czuć już kilka chwil po użyciu produktu. Biorąc pod uwagę jednak to,że czas wchłaniania nie należał do najkrótszych, używałam go głównie na noc, z racji tego, że wczesnym rankiem nie mam czasu na tak długi czas oczekiwania. Ładne opakowanie? Fajnie. Dobra konsystencja? Fajnie. Bardzo dobre nawilżenie? Fajnie. Na początku wydawało mi się, że minimalizuje wągry i inne niepotrzebne dziadostwa. Po pewnym czasie jednak zorientowałam się, że to tylko złudzenie...on ich nie wybiela, nie usuwa.... A szkoda, bo miałam taką nadzieję :D W każdym razie reasumując...całkiem dobry produkt. I moja Mama też go polubiła!
Miałyście?
Addicted to cosmetics