Krem dla cery tłustej i mieszanej Featherlight- MAKE ME BIO

piątek, 9 maja 2014

21
Cześć,
Nie lubię kremować buźki, zwyczajnie jestem na to zbyt leniwa. Na spotkaniu w lutym, otrzymałam jednak taki produkt, który zmobilizował mnie do regularnego kremowania. Zwłaszcza, że jego data ważności była tylko do maja... Na szczęście przy pomocy Mamuśki, przed upływem ważności udało nam się wykończyć prawie calutki krem, więc chce Wam dziś o nim trochę opowiedzieć!

Krem dla cery tłustej i mieszanej Featherlight- MAKE ME BIO 


Od producenta: Składniki/Ingredients (INCI): Citrus Aurantium Dulcis (Orange Blossom) Flower Water, Corylus Americana (Hazelnut) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Tocopherol (Vitamin E), Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Limonene*    *Naturalnie występujące olejki eteryczne


Opakowanie: Zakręcany, szklany słoiczek.
Konsystencja: Dosyć gęsta...
Zapach: Lekka woń, z wyraźną nutką pomarańczy.
Cena/dostępność: 69zł, do kupienia online na stronie MMB ;)
Moja opinia: Na początek, jak zawsze zaczynamy od opakowania. W przypadku tego kremu jest to szklany słoiczek o pojemności 60ml, obwiązany sznurkiem, do którego jest przyczepiona karteczka, na której znajdują się informacje na temat produktu. Wygląd jak najbardziej na plus. Początkowo konsystencja wydaje się być bardzo lekka, ale jest to tylko kilku milimetrowa warstwa, po jej zużyciu krem jest całkiem gęsty i czasem zdarza się w nim napotkać grudki...które na szczęście w nieszczęściu łatwo znikają na twarzy. Ogólnie konsystencja jest całkiem fajna, łatwo nabiera się krem na palec, on nie spływa, dobrze się rozprowadza. Nie wchłania się jednak w tempie błyskawicznym, i zostawia na skórze tłustą warstwę. Zapach jest dosyć charakterystyczny, czuć go już po otwarciu słoiczka. Jest mocny, zdecydowanie wyczuwałam w nim nutkę pomarańczy. Woń jednak gubi się razem z upływem czasu, podczas którego krem wchłania się w twarz.


Działanie...ach...polubiłam Cię za działanie. Niezwykle komfortowo działał na moją buźkę. Świetnie ją nawilżał i było to czuć już kilka chwil po użyciu produktu. Biorąc pod uwagę jednak to,że czas wchłaniania nie należał do najkrótszych, używałam go głównie na noc, z racji tego, że wczesnym rankiem nie mam czasu na tak długi czas oczekiwania. Ładne opakowanie? Fajnie. Dobra konsystencja? Fajnie. Bardzo dobre nawilżenie? Fajnie.  Na początku wydawało mi się, że minimalizuje wągry i inne niepotrzebne dziadostwa. Po pewnym czasie jednak zorientowałam się, że to tylko złudzenie...on ich nie wybiela, nie usuwa.... A szkoda, bo miałam taką nadzieję :D W każdym razie reasumując...całkiem dobry produkt. I moja Mama też go polubiła!


Miałyście?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lakier do paznokci 144 VIOLA PASSION- MIYO Mini Drops

środa, 7 maja 2014

39
Cześć,
Wybierasz kolejny lakier i dostrzegasz Go. W czeluści pudełka wydaje się być bardzo samotny. No chodź, chodź! Niech ujrzy cię światło dzienne- myślisz i już po chwili masz go w łapkach...

Lakier do paznokci 144 VIOLA PASSION- MIYO Mini Drops


Jaki ty masz kolor kolego? Myślisz malując pierwszego paznokcia bardzo wygodnym pędzelkiem.


Piękny ciemn fiolet??? Z domieszką złota? Jesteś zachwycona! I malujesz i przeglądasz i przeglądasz i malujesz.


Pomalowałaś, minęła minuta, maksymalnie dwie i co? Chwyciłaś coś do ręki... myślisz sobie "O OLA BOGA! NO NIE, KURDE!" Spoglądasz na paznokcie...szok! Żadnych widocznych efektów spotkania z obcym ciałem....czy to sen? ;)


To nie sen...lakier wysycha w zastraszająco szybkim tempie, dobrze się trzyma, a do tego kosztuje 2.99zł. Czego chcieć więcej?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lippenbalsam Urea- Balsam do ust- Balea

poniedziałek, 5 maja 2014

20
Cześć,
Dbacie o usta?  Ja o swoje bardzo. Uwielbiam je, są duże, czerwone....nie potrzebują żadnych szminek :) Ale przecież od czasu do czasu, każdy lubi się czymś "maznąć", ja też! Dziś będzie o produkcie, który wspomaga pielęgnację ust. Wygrałam go w rozdaniu u Agii, i bardzo jej dziękuje za otrzymane kosmetyki :)


Balea, Urea, Lippenbalsam (Balsam do ust)


Od producenta: Pielęgnacja i ochrona. Balsam Urea z efektem SOS i natychmiastowa ochrona nawilża usta i wygładza je od razu po użyciu. Kompleks składników Urea, pantenol i alantoina wspomagają regeneracje suchych i spierzchniętych warg.
Produkt wegański.


Opakowanie: 10ml tubka.
Konsystencja: Całkiem gęsta.
Zapach: Słodki.
Cena/dostępność: DM, DM...jakieś 8 Polskich złotych wyjdzie :D
Moja opinia: Balsamik, pierwotnie jest zamknięty w tekturkę...:D (LOL :D) W niej czeka na nas malutka, 10ml tubka. Zaopatrzona w wygodne zamknięcie, produkt łatwo się aplikuje, zwłaszcza, że jego konsystencja koloru lekko białego, jest bardzo gęsta. Jego zapach jest słodki...woń utrzymuje się jeszcze długo po tym, gdy już go "zliżę". Uwielbiam go za DZIAŁANIE! Super nawilża usta, i pozostawia je tak ładnie wyglądające. Nie skleja mi warg i pozostawia je przyjemne w dotyku. To lubię!


Miałyście ten produkt? Jak się u Was sprawdził? Ja go uwielbiam :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Marcowo- kwietniowi ulubieńcy

piątek, 2 maja 2014

47
Cześć,
Tak wszyło, że w marcu nie pokazywałam Wam ulubieńców. Nie byłam wtedy jeszcze na sto procent pewna, niektórych produktów, więc postanowiłam połączyć HITY marcowe wraz z tymi kwietniowymi. 


Tym oto sposobem moja gromada ulubionych kosmetyków, liczy aż 9 produktów. Trochę niżej, będziecie mogły się co nieco o każdym dowiedzieć.


Kolejny szampon Nectar of Nature- kocham go! Wspaniały zapach, cudowne działanie. Miałam już inną wersję zapachową, która właśnie różniła się tylko wonią. Pełną recenzję tego produktu, możecie znaleźć TUTAJ.

Cena: Około 5zł/300ml.

Obok niego mój ulubiony peeling orzechowo-morelowy od Sorayi, który używam do oczyszczania buźki. Jest rewelacyjny. Idealnie złuszcza martwy naskórek, pozostawia niesamowicie świeżą twarz, a przy tym otula ją cudownym aromatem. Jestem na TAK!

Cena: Około 12zł/75ml.


Teraz kilka słów o dwóch mydełkach. To w pomarańczowym opakowaniu to czarne mydło  z ekstraktem z pomarańczy oraz sproszkowanymi muszlami morskimi - Skarby Afryki. Już wiecie, że bardzo je polubiłam za przyjemny zapach i uczucie świeżości, które pozostawia na mojej twarzy. Pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Cena: Około 19zł/140g.

Jego sąsiadem jest czarne mydło babuszki Agafii, które pochodzi ze sklepu Triny.pl. Mydło jest powszechnie znane, więc pewnie nie zdziwi Was, gdy po raz kolejny powiem o tym, że kocham to jak działa na włosach...Wspaniale radzi sobie również jako myjadełko do ciała. Kosmetyk wszechstronny więc jestem na TAK! Tutaj znajdziecie obszerną recenzję.

Cena: Około 40zł/500ml.


Ostatnio, moje paznokcie przeżyły ze mną małe ekscesy...na szczęście odratowała je skoncentrowana odżywka do regeneracji paznokci i skórek od Czterech Pór Roku. Jest to kompletna nowość na rynku, która spisała się u mnie doskonale. I ten zapach....poświecę jej niedługo osobny post.

Cena: Około 10zł/10ml

Obok jeden z moich HITÓW od Balei, czyli wspaniały krem do stóp. Używałam go głównie zimą, kiedy to stopy wymagają odpowiedniej i starannej pielęgnacji, ostatnio jednak zauważyłam znów oznaki suchej skóry na stopach, więc ponownie się na niego skusiłam i zdecydowanie nie żałuję...Opakowanie dobija dna, więc za parę dni napiszę o nim więcej. 

Cena: Około 7zł/100ml.


Na koniec trochę kolorków. Lakier Miyo....wspaniały kolor, w którym zakochałam się od pierwszego użycia. Seria "mini drops" oferuje wiele wspaniałych odcieni, więc każda z Was znajdzie coś dla siebie, a warto!

Cena: Około 3zł/7ml

Piasek od Wibo z kolekcji Candy Shop- mój pierwszy egzemplarz, który pokochałam. Piękny kolor...wspaniała faktura, szybkie zmywanie. To lubię! Tutaj możecie go dokładnie zobaczyć.

Cena: Około 7zł/8,5ml. (Pamiętajcie o minus 49 procennttt ;))

No i już na koniec, kredka, która właśnie dobiła dna! Wytwór Paese, pomimo kilku wad, jej kolor, wytrzymałość, zrekompensował mi wszystko...A jakie ma wady? O tym możecie poczytać w tym poście.
Cena: Około 20zł/sztuka.

Dziewczyny, znacie któregoś z moich ulubieńców? Sprawdził się również  u Was? A jak tam Wasze aktualne HITY? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Znowu całkiem spore, kwietniowe denko!

czwartek, 1 maja 2014

42
Cześć,
Zauważyłam pewną zależność. Wtedy gdy w danym miesiącu, przybywa mi mało kosmetyków denko jest całkiem sporych rozmiarów....Wtedy gdy nowości jest dużo, denko jest skromne... Pewnie zauważyłyście, że w tym miesiącu- nie chwaliłam się nowościami. Kupiłam tylko dwa lakiery i róż do policzków, wiec pokaże Wam je za miesiąc.

Przepraszam za jakość niektórych zdjęć, ale robiłam je gdy na dworze było już troszkę ciemno.


Tak wygląda cała gromadka. Ładnie, prawda? ;) Wykończyłam kilka, sporych butelek, więc jestem z siebie bardzo dumna! Mam nadzieję, że Wy ze mnie też. Chociaż troszeczkę :)


Na początku, jak zwykle, coś do włosów. Złocisty brąz od Oli, luuuuuuuuuubię bardzo! I jest więcej niż pewne, że jeszcze do niej wrócę. Ta mała, biała maseczka również pochodzi z tego pudełka. Uwielbiam ją... Dwa szampony, czyli wytwory Ziaji- intensywne nawilżanie i intensywne wygładzenie. Bardziej polubiłam...ten fioletowy :) I to, wcale nie ze względu na kolor!


Aż cztery peelingi! Ta największa butelczyna od Bingospa, to kompletny niewypał. Tak jak Wam już pisałam, zużyłam go jako sól. Słabą sól. Troszkę niżej żurawinowy peeling od Ekoa- bardzo przyjemny produkt. Cudowne działanie, zapach....ach! Znowu rozpływam się w zachwytach. Po prawej, wytwór Clareny, który również spisywał się w porządku no i peeling myjący o zapachu gruszki od Joanny...chyba nie muszę go przedstawiać!


Jak zwykle, jest też kilka żeli pod prysznic. Jeden z Luksji, który zdecydowanie polubiłam za zapach i konsystencję, trochę dalej kolega od Dove, który miał podobne zalety jak jego poprzednik. Na koniec jeszcze żel do higieny intymnej Intimea, o tej wersji Wam jeszcze nie pisałam, ale jest ona równie fajna, jak te, których recenzje znajdziecie w archiwum.


Już prawie na koniec, delikatny płyn micelarny od Tołpy, z którym się bardzo zaprzyjaźniłam! Szkoda, że się skończyłeś...Skarbie :D Ostatni pełnowymiarowy produkt kwietniowego denka, to krem do rąk firmy Garnier. Który męczyłam, męczyłam i w końcu wymęczyłam :)


Na koniec, jak zawsze parę miniaturek. Bardzo fajne kolagenowe płatki pod oczy, i cudowna maseczka z Tołpy! Uwielbiam je. Reszta...nie zasługuje na pochwałę :P


Jak tam Wasze kwietniowe zużycia? Mam nadzieję, że równie owocne :)

Addicted to cosmetics


Czytaj dalej »
denko (112) nowości (151)