Nowości stycznia... ;)

piątek, 31 stycznia 2014

52
Cześć,

Styczniowych nowości mam ogromnie dużo! Wiele z zaprezentowanych kosmetyków, otrzymałam jeszcze na spotkaniu blogerek w Wadowicach, o którym nie dawno czytałyście. Nie udało mi się ująć wszystkich produktów na jednej fotografii więc trochę to podzieliłam.


To pierwsi koledzy, jak widać sceneria zimowa, bo tego śniegu u mnie jest całkiem dużo. Choć dziś już takie słońce,że topnieje...


Od lewej mamy żel do higieny intymnej z Biedronki, tym razem inna wersja, kosztował około3zł, obok niego body scrub od Fruttini, który jest po prostu nieziemski, zarówno zapach jak i działanie, a kosztował zaledwie 6zł, obok niego mój pierwszy produkt z Tołpy czyli odżywczy żel pod prysznic, kiedy wykończę ten z Balei, który teraz używam, to zacznę myć się właśnie tym. Obok niego żel z Isany, który kosztował około3zł, i żurawinowy peeling od Ekospa, który jest fantastyczny!


Teraz "kilka" produktów do włosów, od lewej szampon arganowy 8w1, czytałam na jego temat masę przeróżnych opinii. Jedne z Was są z niego niesamowicie zadowolone, inne go nienawidzą, jestem ciekawa jak się u mnie sprawdzi. Obok niego szampon z Alterry, który kosztował zaledwie 6zł, dalej żel do stylizacji włosów, później mleczna maska do włosów. Obok maski dwa szampony z Sesy- jeden jest już na wykończeniu i niedługo o nim napiszę, no i w centralnym punkcie zdjęcia 100% olej arganowy.


Tutaj trochę pielęgnacji, czyli kremik do rąk z Eveline, słyszałam,że to dobry produkt więc cieszę się,że mam go w swojej kolekcji. Obok niego pomarańczowy kolega to savon noir do twarzy. Dalej balsam do ciała z Sorayi, który pachnie po prostu nieziemsko! Wykończę tylko moje masełko z Flos-leku i się za niego biorę. Dalej odnawiające mleczko regenerujące od Tołpy i kosmetyk dobrze dopasowany od Tołpy;D


Kolejna gromadka... znowu trochę do włosów, trochę do ciała... jedziemy :)


Na tym zdjęciu widać balsam do ust z olejkiem arganowym od Delii- jest naprawdę świetny. Obok niego intensywne serum od Eveline- Wy najlepiej wiecie jak ja kocham takie produkty ;D Obok mój nowy antyperspirant od garnier, i delikatny płyn micelarny od Tołpy.


Tutaj dwie maski do włosów, jestem ciekawa obu. Obok nich mój drugi peeling do dłoni z Eveline, który uwielbiam! A obok niego peeling orzechowo-morelowy od Soraiy, który już został moim ulubieńcem.


Tutaj zmywacz z Biedronki, za całe 6zł. Bosz, to chyba mój najdroższy zmywacz w życiu :DD Obok niego kolejne dwa produkty od Sorayi, które już powędrowały do mojej mamy czyli przeciwzmarszczkowe serum rozświetlające i przeciwzmarszczkowy koncentrat.


No i na koniec kolorówka...a jest tego tyle :D


Ponad dziesięć lakierów, większość z nich to oczywiście moje ukochane fiolety. Jest też kilka tuszów do rzęs, tak przez Was chwalone błyszczyki z Eveline. Jest też mój marmurek od Lemax, który kupiłam za jakieś 5 zł.


I moje dwa ukochane lakierki :D Wibowiec kosztował bodajże 6zł.


Jak tam Wasze nowości? ;D

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lakier do paznokci- Punk rock od Rimmela

środa, 29 stycznia 2014

35
Cześć,
Lubię ubierać się w ciemne, zazwyczaj czarne ubrania, dobrze czuje się w tym kolorze. Ostatnio z racji bardzo ważnego dnia postanowiłam,że w moim wyglądzie wszystko musi do siebie wprost idealnie pasować. Ciemny strój spowodował,że na moich paznokciach zagościł dosyć ciemny lakier, a jest to wytwór Rimmela, nosi nazwę Punk rock i ma numerek 711.


Mój kolega pochodzi z serii Salon PRO, w buteleczce wydaje się prawie czarny, ale na paznokciach prezentuje się różnie. Szarość, lekki grafit, a czasem w słońcu przechodzi nawet w odcień fioletu. Niesamowity!


Ma gruby pędzelek, i już jedna warstwa dobrze kryje. Niestety teraz pora na wymienienie jego wad.


W tempie ekspresowym ściera się z końcówek, co dobrze widać na zdjęciach. A robiłam je dzień po pomalowaniu. Jakby tego było mało to lakier, który pozostał na skórkach i w obrębie płytki jest niesamowicie trudny do zmycia- gorąca woda tutaj nie pomoże.


Jego wykończenie jest kremowe i naprawdę pięknie się błyszczy. Całkiem szybko wysycha. Kosztuje około 18zł i można go kupić chociażby w Rossmanie.


Czarnulku wręcz! Czemu tak szybko ścierasz mi się?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Owocowa maseczka do twarzy- Balea

poniedziałek, 27 stycznia 2014

16
Cześć,
W kwestii pielęgnacji twarzy zdecydowanie częściej wybieram peelingi, czasami jednak postawię na jakąś maseczkę, najbardziej lubię takie, które prócz przyzwoitego działania uraczą mój nos przyjemną wonią. Dlatego dziś chciałabym Wam napisać kilka słów na temat maseczki malinowo&waniliowej od Balei.

 
Od producenta: Maseczka zawiera wyciąg z wanilii, olejek migdałowy, panthenol i masło shea. Ma piękny zapach malin. Intensywnie pielęgnuje skórę i chroni ją przed wysuszeniem. Stosowanie: nałożyć na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu i ust. Po 10-15 minutach usunąć wacikiem kosmetycznym, nie spłukiwać. Opakowanie wystarczy na dwukrotne użycie. Tylko do użytku zewnętrznego. Nie stosować do pielęgnacji dzieci.


Opakowanie: Dwie saszetki, każda z nich o pojemności 8ml.
Konsystencja: Kremowa.
Zapach: Słodki!
Cena/dostępność: Około 3zł, do kupienia w drogeriach z niemieckimi kosmetykami, DM, i TUTAJ.
Moja opinia: Maseczka mieści się w saszetce, jest ona podzielona na dwie części i każda z nich zawiera 8 ml produktu.  Jest to fajne rozwiązanie, bo można jej użyć kilkukrotnie, i nie ma obawy o to,że produkt wyschnie i straci na swojej wartości. Konsystencja jest koloru lekko różowego, jest kremowa, bardzo łatwo rozprowadzało się ją na twarzy i szybko się wchłaniała. Niestety nie do końca- konieczne było pomaganie jej w zniknięciu wacikiem kosmetycznym. Niesamowicie urzekł mnie zapach, jest bardzo słodki, a przy tym nieduszący, trzymanie maseczki na twarzy było dla mnie czystą przyjemnością. Nie dość,że bardzo przyjemny był zapach to i działanie było w porządku. Po użyciu Balea pozostawiła moją twarz bardzo dobrze odżywioną, cera stała się wygładzona. Za taką cenę zdecydowanie warto ją wypróbować.


Miałyście ją? 

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lakier do ust BIG BANG GLOSS od Miyo!

niedziela, 26 stycznia 2014

27
Cześć,
Lubię mieć pokolorowane usta.... i to nawet bardzo :) Niestety wczoraj zafundowałam
im istną masakrę, i teraz jestem na etapie ich intensywnego regenerowania.

Zanim jednak doprowadziłam je do tak opłakanego stanu zdążyłam na zdjęciach uchwycić jednego z mojego kolegów. Jest to wytwór MIOY czyli Pierre Rene, mowa o lakierze do ust o wdzięcznej nazwie BING BANG GLOSS!


Od producenta: BANG! Mocny kolor BANG! Idealne krycie BANG! Lustrzany połysk BANG! Kuszący zapach BANG! Pielęgnacja i ochrona BANG!

Błyszczyk - lakier do ust który zabija wyjątkowym efektem makijażu:
usta perfekcyjnie podkreślone i nasycone pigmentem + połysk i lśnienie.


Opakowanie: Całkiem przyjemne, 10 ml.
Konsystencja: Trwała.
Zapach: Lekko chemiczny.
Cena/dostępność: Około 9zł, do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Hasło reklamowe tego kosmetyku to tekst- Mirror mirror on the wall! Who's got the hottest lips of them all. Które bardzo do tego kosmetyku pasuje. Opakowanie błyszczyku jest proste w obsłudze, zawiera przyjemny w użyciu aplikator, którym dobrze odmierza się pożądaną ilość produktu. Konsystencja faktycznie troszkę przypomina lakier, na ustach tworzy jak dla mnie nieprzyjemną warstwę, dodatkowo zapach jest troszkę chemiczny i utrudnia mi korzystanie z tego produktu, bo też smak nie należy do najprzyjemniejszych. Kolor, który znalazł się w mojej kolekcji również mnie nie zachwycił. Jest to pomarańcz, delikatnie wpadający w czerwień. Dosyć dobrze trzyma się na ustach, jednak każde zetknięcie z ciałem obcym, powoduje jego bardzo duże rozmazanie. Niestety nie polubiliśmy się.



Które z błyszcyzków macie w swojej kolekcji?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Mleczna mgiełka relaksująca- PAT&RUB

sobota, 25 stycznia 2014

24
Cześć,
Dziś mam dla Was recenzję kosmetyku, który dla wielu z Was może się wydawać rzeczą zbędną. Niemniej jednak mam ogromną ochotę opowiedzieć Wam o wszystkich zaletach owego produktu. Mowa o mlecznej mgiełce relaksującej od PAT&RUB. Dopóki sama nie miałam możliwości jej używać też uważałam,że życie bez niej jest czymś oczywistym, teraz gdy już jestem w jej posiadaniu, towarzyszy mi bardzo często.


Od producenta: Lekkie mleczko do ciała o relaksującym aromacie, z aloesem i olejem arganowym. Formuła mgiełki  sprawia, że użycie mleczka jest bardzo wygodne, a wchłanianie w skórę natychmiastowe.Intensywne nawilżanie skóry w lekkiej formule, idealnej na gorące letnie dni. Mgiełka zawiera odżywczy i kojący sok z aloesa oraz olej arganowy o właściwościach anti aging.
Mgiełka  pachnie relaksująco trawą cytrynową i kokosem.
Idealna do całego ciała. Znakomita także do dłoni. Wygodna do noszenia w torebce.


Kompozycja:

ekstrakt z aloesu* - nawilża, koi
olej arganowy* – odżywia, nawilża, łagodzi, chroni
olej słonecznikowy* - wzmacnia, zmiękcza, wygładza
gliceryna roślinna* – nawilża
betaina roślinna* – nawilża
naturalny aromat z olejków eterycznych*

*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Opakowanie: 125ml butelka z atomizerem.
Konsystencja: Mleczna.
Zapach: Bardzo charakterystyczne połączanie trawy cytrynowej i kokosu.
Cena/dostępność: 45zł, do kupienia TUTAJ.


Moja opinia: Mgiełka mieści się w bardzo wygodnej butelce. Ma ona 125 ml pojemności, jest plastikowa, dobrze trzyma się ją w dłoni. Jest również zaopatrzona w ułatwiający aplikację dozownik. Nie mniej jednak mam z nim czasem małe problemy. Podczas użytkowania dosyć często się zacina i ciężko wydobywa się z niego produkt. Być może tylko mi trafiło się jakieś felerne opakowanie, na szczęście jako tako da się z nim współpracować, trzeba po prostu kilka razy mocniej przycisnąć,aby przyprowadzić mgiełkę do porządku. Konsystencja faktycznie przypomina mleczną. Strikte nazwałabym ją rozcieńczonym mlekiem. Wchłania się w tempie natychmiastowym. Bardzo charakterystycznym aspektem tej mgiełki jest jej zapach. Bardzo mocny, od razu wyczuwalny. Jest to połączenie trawy cytrynowej z kokosem i charakteryzuję całą linię kosmetyków z serii relaksującej. Zapach jest dla mnie dosyć dużym odprężeniem, zdecydowanie przypadł mi do gustu. Mgiełki używam jako zamiennika wszelkiego rodzaju balsamów. Na pewno nie będzie dla Was zdziwieniem, kiedy napiszę,że zwyczajnie jestem zbyt leniwa,żeby pamiętać o konkretnym, codziennym balsamowaniu mojego ciała. Wtedy z pomocą przychodzi mi właśnie ta mgiełka- wystarczy kilka psiknięć,aby ciało pokryło się przyjemną wonią, a przy okazji otuliło dużą ilością składników odżywczych i relaksujących. Jeśli chodzi o nawilżenie, moja skóra nie należy do tych bardzo wymagających, więc PAT&RUB daje sobie w tej kwestii radę. W ofercie firmy jest dostępna jeszcze wersja rewitalizująca, która wydaje się być równie ciekawa. Ich koszt to 45zł, cena nie należy do najniższych, warto jednak szukać promocji a TAKOWE często występują.


Używałyście tej mgiełki? Jakie są Wasze spostrzeżenia?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »
denko (112) nowości (151)