Orzechowo-morelowy peeling- Soraya

poniedziałek, 19 maja 2014

41
Cześć,
Dziś będzie o peelingu. Przecież doskonale wiecie, że je bardzo lubię! Bohater dzisiejszego postu, pojawił się w mojej łazience już dwukrotnie, aktualnie gdy po raz kolejny dobija dna, a dodatkowo znalazł się w ostatnich ulubieńcach, postanowiłam poświęcić mu osobny post, a jest o czym pisać!

Orzechowo-morelowy peeling od Sorayi, pochodzi z serii So Pretty!


Od producenta:  Peeling sprawi, że skóra stanie się aksamitnie gładka, czysta i świeża. Zredukuje niedoskonałości, rozprawi się z zaskórnikami i rozszerzonymi porami. Poczujesz jakbyś miała zupełnie nową skórę, jaśniejszą, zdrowszą, bardziej promienną. Produkt rekomendowany dla młodej cery. Orzechowe łupinki – usuwają martwe komórki naskórka i zanieczyszczenia. Dzięki nim cera staje się aksamitnie gładka i odświeżona.
Morelowy nektar – owocowy suplement dla skóry, który dostarcza jej składników nawilżających i przyjemnie wygładza powierzchnię naskórka.
Kwas salicylowy – działa antybakteryjnie, poprawia kondycję cery tłustej i trądzikowej, redukuje ilość niedoskonałości.


Opakowanie: Miękka tubka.
Konsystencja: Zbity żel.
Zapach: Słodki...
Cena/dostępność: Około 12zł, do kupienia np. w Rosie.
Moja opinia: Peeling mieści się w miękkiej tubce, o pojemności 75ml. Niezwykle podoba mi się jego opakowanie, serduszka, róż. Czyż nie jest słodko? ;) Wygląda genialnie na półce w łazience. Teraz trochę o konsystencji, przypomina zbity żel, w którym są zatopione drobinki peelingujące. Konsystencja jest na tyle fajna, że nie spływa i nie rozlewa się po dłoni. Zapach? Cudowny! Jest niezwykle słodki, ale jest to przyjemna woń. Zdecydowanie pierwsze skrzypce odgrywa tu morela, którą czuć jeszcze przez kilka chwil po umyciu twarzy. Działanie....rewelacja. Peeling jest naprawdę bardzo mocny, zwłaszcza stosowany jeszcze na sucho. Świetnie radzi sobie ze zdzieraniem martwego naskórka i i oczyszczaniem skóry. Twarz po jego użyciu jest rozpromieniona, i wygląda świetnie! Używam zawsze....przed wielkim wyjściem ;)


Miałyście ten peeling? Słyszałyście o nim? Jest cudowny!

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Tacy sami a... czyli o dwóch szamponach od Sesy.

niedziela, 18 maja 2014

13
Cześć,
Chyba dawno nie było tutaj żadnego szamponu. Ostatnio najczęściej towarzyszył mi ten z Nectar of Nature, o którym Wam już pisałam, ewent. czarne mydło. Na szczęście znalazł się też czas na wypróbowanie czegoś zupełnie nowego. Te nowości to szampony firmy SESA, w moich zbiorach znalazły się dwie wersje:

*Szampon proteinowy(turkusowy)
*Szampon z olejkiem migdałowym i awokado(fiolecik)


Od producenta: 

szampon proteinowy do włosów

Szampon do codziennego stosowania - pielęgnuje włosy, aby były długie i lśniące. Zawiera wyciąg z kiełków pszenicy, wyciąg z zielonego jabłka i prowitaminy. Idealnie nadaje się również do zmywania olejków! Do użytku zewnętrznego!

szampon z olejkiem migdałowym i awokado

Idealny szampon do codziennej pielęgnacji włosów suchych i bez połysku. Wyjątkowa odżywcza formuła szamponu wzbogaconego olejkiem z awokado oraz olejekiem migdałowym to idealne rozwiązanie dla przesuszonych włosów.


Opakowanie: Plastikowe butelki o pojemności 80ml.
Konsystencja: Lejąca maź i galareta....
Zapach: Turkusowy kolega pachnie okropnie! Fioletowy się udał :)
Cena/dostępność: Około 8zł za sztukę, do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Oba szampony są zamknięte w takich samych opakowaniach. Plastikowe, smukłe butelki o pojemności 80ml. Całkiem fajna opcja na wyjazd- nie musimy zabierać ze sobą dużej butelki. Mogłoby się wydać, że rozwiązanie IDEALNE, ale nie polecam Wam prób transportu tych szamponów. Otrzymałam je na spotkaniu blogerek w Wadowicach, z Wadowic do mojego domu jest niecała godzinka drogi, przez ten czas...oba szampony się wylały. Także...zamknięcie raczej się do niczego nie nadaje. Konsystencja- tutaj właśnie zaczynają się różnice w obu produktach. Ten z fioletowymi etykietkami zawiera w sobie niezbyt gęstą, białą maź. Z kolei ten drugi, mam wrażenie jakby jego stan skupienia przypominał galaretkę. Nie, nie. Obie mi się nie podobają. Zapach, tutaj też jest różnie. Wersja proteinowa pachnie okropnie, zapach jest mocny, orientalny, utrzymuje się na włosach. Strasznie mi się nie podoba! Z kolei ten drugi jest łagodniejszy, to chyba woń avocado, którą lubię. Również utrzymuje się na włosach, ale tutaj akurat... nie sprawia mi to problemu. Najważniejsze działanie? Niekoniecznie, no ale. Szampony znacząco różnią się też działaniem. I tutaj znowu zwycięża fioletowa wersja! Ahh, nie dość, że lubię ten kolor to jeszcze szampon w tej kolorystyce lepiej się sprawuje. Przypadek? Nie sądzę :D :D On bardzo dobrze myje włosy. Wyraźnie czuć oczyszczenie, świetnie radzi sobie też ze zmywaniem z głowy oleju. Z tym drugim niestety nie jest tak dobrze...nie dość, że OKROPNIE PLĄCZE włosy (nie było tego w drugiej wersji, na szczęście) do tego, nie radzi sobie ze zmywaniem olejów- włosy zdecydowanie nie są dokładnie oczyszczone i potrzeba czegoś mocniejszego. Zresztą nawet wtedy gdy nie zmywam żadnego oleju, mam wrażenie, że włosy nie są umyte...  Reasumując ta wersja z olejkiem z awokado, sprawdziła się lepiej, ale zarówno ona jak i ta druga....nie powaliła mnie na kolana.  No po prostu szału nie ma :D Także więcej się już nie spotkamy.


Miałyście te szampony? Jak się u Was sprawdziły? :)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Fioletowe błyskotki na paznokciach ;)

czwartek, 15 maja 2014

34
Cześć,
Krótko, zwięźle i na temat. Chce Wam dziś po raz KOLEJNY pokazać efekty współpracy z lakierem firmy Lemax. Strasznie go polubiłam i już chyba po raz trzeci mam go na paznokciach.


Tym razem jako bazy użyłam ślicznego fioletowo-różowego kolegi z Pierre Rene, nosi numerek 266.


To chyba pierwszy lakier z Pierrre Rene, który pokazuję na blogu. Jest całkiem przyzwoity. Ma niesamowicie długi pędzelek, którym miło się maluje.


Tym razem potraktowałam Lemaxem, tylko dwa paznokcie.


Konkretnie o Lemaxie, nie będę się rozwodzić. Informacje na jego temat, możecie znaleźć w innych postach.

Ble skórki!

Lubię ten duecik, a Wam jak się podoba? ;)

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Pielęgnacyjny Koloryzujący Balsam BBB do Twarzy- Pat&Rub

wtorek, 13 maja 2014

33
Cześć,
Lubicie BB? Ja, już dosyć dawno znalazłam w tej kategorii swojego ulubieńca. Wiadomo jednak, że każda z nas lubi poznawać nowości. Taką nowością była dla mnie właśnie produkt firmy Pat&Rub czyli Pielęgnacyjny Koloryzujący Balsam do Twarzy, SPF 30, wersja ciemniejsza.

Trzy razy "B"? O co tak naprawdę chodzi?

Od producenta:

B - Beauty
B - Blemish
B - Balm



Balm - Balsam

Więcej niż krem -  pielęgnacyjny balsam z  filtrem mineralnym o wysokiej ochronie UVB i UVA do twarzy, szyi i dekoltu. SPF 30

Beauty

Intensywnie pielęgnuje skórę twarzy, szyi i dekoltu. Chroni i odbudowuje włókna kolagenowe. Przywraca skórze równowagę hydrolipidową i nawilża. Zwiększa odporność i elastyczność skóry, poprawia jej napięcie. Zwalcza wolne rodniki. Jednocześnie chroni skórę twarzy, szyi i dekoltu przed niekorzystnym wpływem promieni UV i fotostarzeniem.


Blemish

Zastępuje  fluid. Jest koloryzowany naturalnymi pigmentami. Dodatek pigmentów oraz dwutlenku tytanu sprawiają, że krem maskuje niedoskonałości skóry.

Krem do stosowania na dzień, szczególnie polecany na słoneczne dni. Pielęgnuje, chroni przed UV, zastępuje fluid.

Nie zawiera alergenów.


Opakowanie: W pudełku mieści się zgrabna butelka, zaopatrzona w wygodny atomizer.
Konsystencja: Raczej niczym specjalnym się nie wyróżnia....choć może wydawać się trochę tłusta.
Zapach: Łagodny.
Cena/dostępność: Kosmetyk w cenie 165zł, możecie zdobyć TUTAJ, lub w Sephorze.
Moja opinia: Balsam do twarzy pierwotnie jest zamknięty w zwyczajnym opakowaniu. Z kolei jego butelka jest smukła, dobrze wyprofilowana dzięki czemu łatwo trzyma się ją w dłoni. Zawiera 50ml kosmetyku i jest zaopatrzona w wygodny aplikator. Umożliwia on higieniczne wydobycie produktu. Konsystencja...właściwie, nie wyróżnia się niczym szczególnym, biorąc pod uwagę inne podkłady... może wydawać się trochę tłusta. Przy okazji tego produktu, jego aplikacja musi następować poprzez "wklepywanie". Nie ma mowy o żadnych przyrządach, to właśnie palce, sprawdzają się najlepiej jako pomocnicy w makijażu. Moja wersja to ta ciemniejsza, w sklepie jest jeszcze dostępna jaśniejsza. Nie da się ukryć- serio jest ciemny, zawiera lekko żółtawe tony. A ja taki bladzioch... na szczęście po dokładnym posmarowaniu stapia się ze skórą. I po prostu wyglądam jakbym troszkę się opalała. Troszkę bardzo.




Wygląda strasznie ciemno, prawda? Musicie jednak uwierzyć na słowo, że on tak idealnie stapia się z twarzą, że dosłownie nie widać jakiegokolwiek makijażu. Co jeszcze mnie w nim urzekło? A nawilżenie, bo jest ono naprawdę cudowne. Twarz po zastosowaniu tego BBB ma się świetnie. Jest przyjemna w dotyku, miła, gładka. To lubię. Za to duży plus. Warto również podkreślić, że kolega całkiem dobrze radzi sobie z minimalizacją różnych niespodzianek na mojej twarzy. Tu zaczerwienienie, tu to, tu tamto... kilka chwil i tego nie ma :-) Fajnie. Troszkę dużo plusów, co nie? Ma też swoje wady... między innymi niemiłosiernie brudzi WSZYSTKO, apaszki, chustki, kołnierze. Czasem wywołuje na mojej twarzy okropne świecenie... puder matujący działa wtedy cuda.



Reasumując... jest średnio. Zdecydowanie nie jest to produkt, na który wydałabym 165zł, za takie pieniądze powinnien być IDEALNY. No a nie jest...

Miałyście? Co sądzicie?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Co słychać? Jak się żyje? ----> elldżikowy mix

poniedziałek, 12 maja 2014

24
Cześć,
Ostatni elldżikowy mix pojawił się tutaj chyba 7 kwietnia... Od tego czasu napstrykałam masę zdjęć, ciężko było wybrać tylko kilka. Na szczęście- udało się! Dlatego dziś zapraszam na nową porcję zdjęć- kotów, kosmetyków, jedzenia i innych głupot...czyli moją codzienność.


O taaaaaaaaak! Najwygodniejsze i najsłodsze kapcie forever ♥ Pokochałam je od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że będą moje no i są. Niestety podeszwa trochę się zdarła i niedługo wymienię pieski na.... ŻYRAFKI :-)


Żarcie? Żarcie zawsze spoko! :-D Pierwsze zdjęcie od góry- czyli kolacja na bogato u mojej koleżanki Agnieszki. No wiecie...czasem trzeba sobie pozwolić. "Kto bogatemu zabroni?" :-D Troszkę niżej, po lewej stronie KOPYTKA Kto lubi je tak bardzo jak ja? Na samym końcu prezent od koleżanki (tej samej u której kolacja:-D) czyli przepyszne Kinder Bueno. Aga wie, jak poprawić mi humor w szkole!


Skoro już jesteśmy w temacie Agi, to właśnie Ona! MOJA NAJUKOCHAŃSZA AGUNIA! :* Ładną mamy szmineczkę, prawda? Oczywiście to moja ulubienica firmy Paese, o której już kiedyś pisałam. Recenzję możecie znaleźć w archiwum. 


Stwierdzam, że ostatnio urosły mi trochę włosy.... Trochę bardzo. No i pojawia się pytanie- co z nimi robić? Ściąć, czy zapuszczać dalej? Obcinam końcówki, średnio co dwa miesiące a włosy i tak rosną w zastraszająco szybkim tempie. Jestem w szoku, bo ostatnio nie używam żadnych wspomagaczy...


Zgłodniałyście? To super! Mam dla Was kolejną porcję słodkości. Na samej górze, przepyszne ciasto kakaowe, które dostałam od mojego kolegi, kucharza ;-) Było genialne. Musicie uwierzyć na słowo! Na dole, po lewej stronie- placek mojej mamy. Na górze delicja z galaretką- mniaaaaaaaam pychotka ♥ No i kolejne słodkości od Agnieszki- tym razem inny batonik. Ona mnie chce utuczyć :D


PSYCHO MIŁOŚĆ Czyli... ja go kocham całym serduszkiem, najbardziej na świecie, a On chce tylko uciekać...to boli :-D


Ej patrzcie! Taką mam bajerancką poszewkę na poduszkę! Co o niej sądzicie? Bo ja dostałam ją jak byłam hm...10 lat młodsza? Mam ją nadal, i jakoś nie chce się z nią rozstać!


Widzicie pierwsze zdjęcie na górze z lewej? To już moje MAJOWE DENKO! Ogromne, prawda? A najlepsze jest to,że do tego zestawu powędrowało już kilka innych produktów! Jestem z siebie dumnaaaa! Obok denka...lakiery i szmineczka z Rossowej promocji. No przecież, ja też nie mogłam się oprzeć! Na dole MISIACZEK BEZOWY czyli trochę słodkości od brata G :-) A na samym końcu pierwszy haulł promocyjny z Rosa. Same...potrzebne rzeczy.


DEBIUT PIESŁA NA BLOGU ♥ No bo w domu, prócz kotów mam też psa. Wabi się Kofi :-D Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie przeszkadzamy sobie...taki... neutralny związek. 


Nie przyjaźnie się z Kofim, ponieważ moim przyjacielem jest Antoś :-) Chyba nie muszę nic dodawać.


Przyjaciółka Gośka, też chce mnie utuczyć.


Taki cudowny plakat zrobiła moja koleżanka na zajęcia z przedsiębiorczości. Miałyśmy razem zaprezentować dowolnie wybraną usługę/produkt...fajna reklama, co nie?


Na pierwszym zdjęciu, post z serii- WYGINAM ŚMIAŁO CIAŁO, DLA MNIE TO...Kocham tego mojego Anteczka, nawet nie wiecie jak bardzo :-) Po lewej stronie...małe króliczki mojej koleżanki, a po prawej- Tadeusz, czyli kocuras Agi.


O JEZUS, RUDA! przynudzasz...

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »
denko (112) nowości (151)