Borowinowa sól do stóp- BingoSpa

środa, 8 kwietnia 2015

18
Cześć,
Rzadko piszę tutaj o solach do kąpieli, powodem nieobecności tych kosmetyków na łamach mojego bloga jest to, że najczęściej sięgam po te z biedronki. Są tanie, ładnie pachną, dobrze działają na moje ciało i stopy. Czasem jednak je zdradzam... dziś będzie właśnie o moim kochanku :P


Borowinowa sól do stóp- BingoSpa


Od producenta: Borowinowa sól do stóp BingoSpa  zawiera ekstrakt borowinowy, związki mineralne oraz ekstrakt z lawendy.

Borowina to inaczej nieodwodniony torf, który powstaje w wyniku rozkładu roślin w środowisku wilgotnym, przy niewielkim dostępnie powietrza. Tak powstały torf jest bogactwem  kwasów huminowych, enzymów, estrogenów i mikroelementów.

Borowinowa sól BingoSpa działa rozgrzewająco i przeciwzapalnie. Łagodzi bóle towarzyszące schorzeniom stawów, kości i mięśni.


Działanie borowiny wspomagają dodane do soli BingoSpa związki magnezu i cynku. Zawarte w soli mikroelementy - żelazo, chrom, molibden, miedź - wzmacniają i odżywiają delikatną skórę stóp.


Opakowanie: Plastikowy słoiczek.
Konsystencja: Sypka, delikatna.
Zapach: Borowinowy.
Cena/dostępność: Opakowanie soli kosztuje troszkę ponad 10zł, możecie je kupić tutaj. 
Moja opinia: Sól z borowiną mieści się w plastikowym słoiku o pojemności 550gram. Myślę, że taka pojemność jest idealna... nie jest ani mała, ani strasznie duża. Czytałam, że jest ona też pakowana w opakowanie, które zawiera 150 gram produktu. Pod wieczkiem, nie czeka na nas niestety żadne dodatkowe zabezpieczenie, dlatego trzeba uważać, żeby ów soli nie rozsypać. Konsystencja ma lekko pomarańczowy kolor, ziarenka są malutkie, delikatne... lubią jednak zbijać się w grudki.


Niemniej jednak, aby się ich pozbyć wystarczy energicznie potrząsnąć opakowaniem. Swoją drogą na paznokciach mam lakier z Colour Alike, z kolekcji Tęczaków- 542, niedługo zamieszczę dla Was jego recenzję i dokładniejsze swatche :) ale wracając do soli. Jej zapach jest ziołowy, pierwsze skrzypce odgrywa tutaj właśnie wcześniej wspomniana borowina. Zapach nie jest nachalny i czuć go tylko podczas moczenia stóp, czyli niedługo.


Jak je używam? Do miski wsypuję niewielką ilość tej soli, a później zalewam to wręcz wrząca wodą. Przez to, że drobinki są malutkie, to sól szybko się rozpuszcza. Gdy włożę swoje stopy szybko to wody, to mam jednak możliwość wykonania szybkiego i ostrego masażu stóp za pomocą właśnie granulek tej soli :) Ta sól mnie trochę urzekła. Jej największą zaletą, jaką dostrzegam jest to, że naprawdę w tempie ekspresowym rozgrzewa nogi. Używałam jej już gdy było zimno, po powrocie z podwórka, na którym panował mróz kąpiel stóp z jej udziałem była przyjemnością. Nie mam jednak wrażenia, żeby działała na moje stopy pielęgnacyjno czy też pomagała walczyć z twardym naskórkiem. Producent jednak podkreśla, że jest ona stworzona "do zimnych stóp" i tę obietnicę spełnia w stu procentach.


Miałyście styczność z tym produktem? Zadowoliło Was uczucie rozgrzania?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Lakier do paznokci Pretty Little Thing 502- P2

wtorek, 7 kwietnia 2015

34
Cześć,
Uwielbiam fioletowe lakiery. UWIELBIAM. To mój najukochańszy odcień na paznokciach, mam całkiem sporą kolekcję buteleczek z tym właśnie kolorem i jak nie trudno zauważyć bardzo często publikuję je na łamach tego bloga. Dziś będzie o dosyć problematycznym lakierze, dołączył do moich zbiorów jeszcze wiosną zeszłego roku a dopiero niedawno miał swój debiut na paznokciach :)

Lakier do paznokci Pretty Little Thing 502- P2


Buteleczka lakieru ma 8ml, pędzelek jest standardowych rozmiarów jednak malowanie nim nie jest przyjemne. Dlaczego swój debiut ma dopiero dziś? Próbowałam pomalować nim paznokcie kilkukrotnie, jednak za każdym razem lakier niemiłosiernie smużył i brzydko wyglądał. Postanowiłam więc nakładać więcej mazi na pędzelek i jako tako to tym razem wyszło :) Nie wiem dlaczego tak się stało z tym lakierem, ponieważ mam inne z tej firmy i nie mam im nic do zarzucenia. Być może, to moja wina... obawiam się, że chcąc zobaczyć kolor lakieru, wtedy gdy wpadł w moje łapki- nie dokręciłam butelki, przez co konsystencja lakieru ucierpiała. No nie wiem... w każdym razie cieszę się, że udało mi się nim w końcu pomalować pazurki bo kolor jest cudowny :)


Na płytce mam nałożone dwie, jak już wspominałam dosyć grube warstwy emalii. Czy ten lakier nie wygląda uroczo? Jest taki słodki i piękny :)


Pierwsza warstwa wyschła dosyć szybko, na drugą musiałam trochę zaczekać. Zdążyłam wypić kawę a paznokcie były już suche. 


Tak wygląda, gdy brakuje mu słońca :) Cena buteleczki oscyluje w granicy 7zł, niestety te lakiery nie są dostępne w Polsce stacjonarnie. Musicie szukać na allegro, albo poprosić kogoś o zakupy w DM. Kamila, raz jeszcze Ci dziękuje, że go dla mnie upolowałaś :)


Jak Wam się podoba? Znacie lakiery tej firmy? :)

Spójrzcie jak ten lakier jest podobny do wytworu Golden Rose:





Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Prysznic z BingoSpa :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

18
Cześć,
Dawno nie było recenzji żelu pod prysznic? Prawda? ;) Dlatego dzisiaj chce Wam napisać o dwóch wytworach firmy Bingospa, których właśnie podstawowym zadaniem jest oczyszczanie ciała podczas codziennego prysznicu...

Arganowy krem pod prysznic z brzoskwinią
Żel pod prysznic słodkie migdały i biała glinka


Od producenta: Arganowy krem pod prysznic BingoSpa to cudowna pielęgnacja, oczyszczenie i nawilżenie skóry. Sprawia, że skóra staje się pełna energii i świeżości, a orzeźwiający zapach soczystych brzoskwiń wprawi Cię w radosny nastrój.

Olejek arganowy dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E i tokoferol chroni strukturę skóry przed zniszczeniami powodowanymi czynnikami zewnętrznymi, regeneruje i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry, nawilża, odżywia i wspomaga odnowę komórkową skóry.

Idealny dla Ciebie i dla Niego.


Delikatny żel BingoSpa pod prysznic o zapachu słodkich migdałów zawiera:

    białą glinkę, która posiada w skłądzie ponad 20 ważnych dla zdrowia i urody minerałów, w tym krzem, aluminium, fosfor, wapń, potas, selen, mangan, miedź. Posiada właściwości antyseptyczne i antybakteryjne - działa jak naturalny antybiotyk. Aktywizuje procesy odbudowy komórek.
    W sposób naturalny oczyszcza i stymuluje proces regeneracji skóry. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, toksyn, niezdrowej mikroflory, poprawia ukrwienie, łagodzi stany zapalne, przywraca skórze równowagę mineralną.

    ekstrakt  migdałowy - ma doskonałe właściwości zmiękczające i wygładzające skórę, odbudowuje warstwę lipidową naskórka. Łagodny dla każdego rodzaju skóry o bardzo przyjemnym, sprzyjającym  zmysłom zapachu.


Opakowanie: Plastikowe buteleczki o pojemności 300ml.
Konsystencja: Całkiem gęsta w przypadku obu produktów.
Zapach: Oba produkty pachną słodko.
Cena/dostępność: Arganowy krem możecie kupić tutaj, z kolei żel z białą glinką tutaj. Cena obu wynosi 7,50zł, ale te produkty często są objęte promocją.
Moja opinia: Obra produkty mieszczą się w plastikowych, smukłych butelkach o pojemności 300ml. Butelki są wygodne, zaopatrzone w wygodny zatrzask i nie ma problemu z wydobyciem żelów do końca. Z tyłu opakowań czeka na nas między innymi skład kosmetyków, pojemność. Etykietki są trwałe i nie ma obaw, że zniszczą się pod wpływem wody.


Konsystencja w przypadku obu produktów, również niczym znaczącym się nie różni. Jest całkiem gęsta, nie przelewa się przez palce i wpływa na dobrą wydajność kosmetyków. Sądziłam, że w przypadku kremu pod prysznic konsystencja będzie bardzo treściwa, wręcz nieprzyjemna... na szczęście się myliłam. W sumie, jak dla mnie to kosmetyki różnią się tylko zapachem. Zawartość pomarańczowej butelki pachnie słodko, lekko brzoskwiniowo. Żałuję, że nie jest to taki czysty brzoskwiniowy aromat, ale i tak nie jest źle. Zawartość białej buteleczki z kolei pachnie tak bardzo słodko, że gdy nalałam zbyt dużo żelu na rękę to nie mogłam tego znieść. W aromacie dominują migdały, których używanie codziennie jak dla mnie jest niemożliwe. Nie lubię aż tak słodkich zapachów... na szczęście oba nie utrzymują się zbyt długo na skórze. Jeżeli chodzi o działanie to jest już standardowe. Kosmetyki całkiem dobrze się pienią, oczyszczają i odświeżają skórę.


Z tych dwóch pojedynek zdecydowanie wygrywa pomarańczowa butelka, delikatny zapach brzoskwiń przemawia do mnie bardziej niżeli słodkich migdałów.

A jak jest u Was? Znacie te produkty? Lubicie słodkie aromaty?

Addicted to cosmetics 
Czytaj dalej »

Czas na MARCOWE denko :)

sobota, 4 kwietnia 2015

65
Cześć,
Dziś przychodzę do Was z marcowym denkiem, jakoś wyjątkowo nie miałam natchnienia do opisywania zużytych kosmetyków. Postanowiłam znowu, zmienić trochę formę denka. Neonowa, zwróciła mi uwagę, że bardzo lubiła czytać w moich denkowych postach co nieco na temat zużytych produktów, postanowiłam więc razem z linkiem do recenzji dodawać krótki komentarz. Zdjęcia do tego postu były robione pierwszego dnia wiosny, jak widzicie było u mnie wtedy jeszcze trochę śniegu :-) Teraz jest go też pełno...zima na święta piękna :P


Tak prezentują się wszystkie kosmetyki, zużyte przeze mnie w marcu. Szczerze powiedziawszy to nie jestem specjalnie zadowolona ponieważ denko zdominowały kosmetyki do mycia ciała czy włosów, mam nadzieję, że w następnych uda mi się zużyć produkty z innej kategorii.


1. Szampon do włosów Kwiatowa Mieszanka BodhiCosmetics. RECENZJA
Szampon z bardzo dobrym składem, który dobrze nawilża włosy. Nie pieni się jednak zbyt obficie a jego cena jest wysoka.
Kupię ponownie: NIE

2. Głęboko odżywiający wosk do włosów Henna Treatment Wax. RECENZJA
Odżywka, która dobrze radzi sobie z eliminacją puszenia włosów, ale lubi przetłuszczać skalp, do tego niewydajna.
Kupię ponownie: NIE

3. Odżywka z olejkiem arganowym Joanna. RECENZJA
Używałam jej w duecie z szamponem z tej serii, zmiękcza i wygładza włosy a do tego jest bardzo tania.
Kupię ponownie: TAK


4. Mgiełka wzmacniająca do włosów Radical. RECENZJA
Dodawała moim włosom połysku i sprawiała, że lepiej wyglądały. Dodatkowo rozczesywanie pasm z nią było o wiele przyjemniejsze. Używałam jej strasznie długo, zdążyła mi się znudzić.
Kupię ponownie: NIE

5. Regenerująca odżywka-maska chroniąca kolor Tołpa. RECENZJA
Włosy po jej użyciu są miękkie, dobrze się rozczesują, sprawia, że kolor przez dłuższy czas jest intensywny. Cena jest jednak dosyć wysoka, jak za niezbyt wydajną odżywkę. Być może jeszcze kiedyś ją kupie, choć nie jestem w stu procentach pewna.
Kupię ponownie: TAK


6. Żel pod prysznic WinterDusche Isana. RECENZJA
Bardzo lubię żele z Isany, pisałam to już kilkakrotnie. Wersja limitowana przypadła mi do gustu, podobał mi się zarówno zapach jak i opakowanie. Zdecyduje się na inne wersje.
Kupię ponownie: NIE

7. Żel do mycia ciała róża i jaśmin Anatomicals. RECENZJA
Działanie pozytywne, żel odświeża i oczyszcza skórę, jednak nie przypadł mi do gustu ze względu na zapach. Nie gustuję w różanych aromatach.
Kupię ponownie: NIE

8. Żel pod prysznic Carambola Shower Original Source. RECENZJA
Galaretkowata, niewydajna konsystencja trochę mnie irytowała, ale za to jego zapach wynagradzał mi wszystko. Był świeży, owocowy, tropikalny. Jedną butelkę już zużyłam a druga jest w użyciu. Szkoda, że była to edycja limitowana.
Kupię ponownie: NIE


8. Ujędrniający żel pod prysznic Tołpa. RECENZJA
Skóra po jego kilkukrotnym użyciu stała się miększa w dotyku, dobrze oczyszczał i odświeżał, ale jego zapach nie przypadł mi do gustu.
Kupię ponownie: NIE

9. Delikatny żel do higieny intymnej GoCranberry. RECENZJA
Dobrze oczyszczał, pozostawiał na skórze uczucie świeżości, ale jego słaba wydajność do mnie nie przemawia.
Kupię ponownie: NIE

10/11. Cukrowe peelingi od Nacomi. RECENZJA
Z  tych dwóch bardziej spodobała mi się wersja z nasionami  truskawki, jak widzicie gdy robiłam zdjęcia to było jej jeszcze trochę do zużycia, ale jeszcze końcem marca wyrzuciłam opakowanie :-) Peelingi mają naturalne składy, ładnie pachną i dobrze zdzierają martwy naskórek.
Kupię ponownie: TAK


12. Masło do ciała Anatomicals. RECENZJA
Najlepszy produkt Anatomicals jaki miałam okazję używać. Masło mimo swojej delikatnej konsystencji świetnie nawilża a przy tym rewelacyjnie pachnie.
Kupię ponownie: TAK

13. Emulsja przeciw poceniu Rillo. 
Jakoś nie chciało mi się pisać jej recenzji, ale radziła sobie dobrze- idealnie eliminuje problem nadmiernego pocenia, jest wydajna a do tego kosztuje niecałe 14zł.
Kupię ponownie: TAK


14. Róż do policzków Lovely. RECENZJA
Zużyłam róż, uwierzycie?! :) Stosowałam go od kwietnia ubiegłego roku, byłam w nim zakochana po uszy, kolor, trwałość, cena- wszystko na tak.
Kupię ponownie: TAK

15.  Pielęgnacyjny  balsam do ust Pat&Rub. RECENZJA
Używałam go bardzo długo, lubiłam go za zapach i za świetne nawilżenie ust.
Kupię ponownie: TAK

16. Odżywka do paznokci Cztery Pory Roku. RECENZJA
Najlepsza odżywka do paznokci, jaką dane mi było używać. Pięknie pachnie, wspomaga płytkę paznokcia i w dodatku ma fioletowy kolor ;-) żałuję tylko, że nie jest specjalnie wydajna.
Kupię ponownie: TAK

17. Lakier do paznokci Miss Selene.
Mam w swojej kolekcji kilka lakierów tej firmy, lubię je, ale już dawno ich nigdzie nie widziałam..
Kupię ponownie: TAK

18. Pingwinkowe mydełko Isana.
Tego mydła brakuje na zdjęciach, ale również zużyłam je w marcu. Lubię zarówno żele jak i mydła z Isany, są tanie i dobre. Wersja pingwinkowa mnie porwała. Zdecyduję się na zakup innej.
Kupię ponownie: NIE
Standardowo zużyłam jeszcze opakowanie płatków.

Jak Wam się podobają moje marcowe zużycia? Znacie, któryś z tych produktów?

Podsumowanie Marca:

Przybyło: 36 kosmetyków...
Ubyło: 17 kosmetyków...

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »

Nowości czyli czy udało mi się przeżyć Marzec za 50zł?

czwartek, 2 kwietnia 2015

84
Cześć,
Marzec upłynął mi w błyskawicznym tempie, jeszcze tylko kilka chwil i będą wakacje :) Mam nadzieję, że spędzę je równie udanie jak poprzednie. Dziś pora na kosmetyczny przegląd nowości. Jeżeli jesteście ciekawe co kupiłam i dostałam w przeciągu ostatnich trzydziestu jeden dni to zapraszam Was do lektury. Nie jest nawet tego tak dużo jak zwykle... (taaa, kogo ja oszukuję?)


Na początek dwa kosmetyki, które dotarły do mnie jeszcze końcem lutego. Jeżeli jesteście ciekawe jak spisał się żel pod prysznic i balsam do ciała i rąk firmy Petal Fresh, która wprowadziła swoje kosmetyki do Rossmana i Hebe to wypatrujcie postu o nich. Zamieszczę w nim recenzję tych dwóch delikwentów.


Balea, ach Balea. Tak, tak- ja też uwielbiam te wspaniałe zapachy i kiedy tylko mam możliwość to kupuję żele pod prysznic tej firmy. Tym razem zdecydowałam się na pięć sztuk- wersja o zapachu marakuji, wiśni, no i oczywiście edycja limitowana, jedna sztuka Paradise Beach i aż dwie Cabana Dream. Mam jeszcze ochotę na trzecią limitkę i na pewno do mnie dotrze ;)


Coś do pielęgnacji czyli krem do stóp. Miałam już jeden krem tej firmy i bardzo go lubiłam, recenzję znajdziecie TUTAJ. Kiedy się skończył postanowiłam wypróbować inny. Krem do rąk o harmonijnym zapachu owoców do prezent od Leokadji, której raz jeszcze bardzo dziękuje za zakupy. Wszystkie zaprezentowane kosmetyki tej niemieckiej firmy, kosztowały mnie 16zł. Niezły deal ;)


Będąc na zakupach poczłapałam do Rossmana. Znacie to uczucie kiedy macie ogromną ochotę na nowy lakier do paznokci? Pewnie tak. Przechadzając się między półkami wyczaiłam, że żele z Luksji są na fajnej promocji. Za 500ml opakowanie zapłaciłam tylko 5,89zł. Zdecydowałam się na piękny, owocowy zapach, o którym pewnie Wam napiszę. Obok Luksji dumnie leży żel pod prysznic i balsam o zapachu kwiatu wiśni z Avonu, oba te produkty wygrałam w rozdaniu u Ali :)


Od Ali, prócz kosmetyków dostałam całą masę próbek. min. z Le Petit M... raz jeszcze bardzo Ci dziękuję :) Wracając do tematu lakieru, bo przecież po niego wybrałam się do Rossmana. Zdecydowałam się na delikwenta z Wibo, którego pokazywałam Wam TUTAJ. Buteleczka kosztowała mnie 6.99zł, do koszyka wpadły też wtedy płatki kosmetyczne, za które zapłaciłam 2.39zł. 


Przeglądając strony internetowe, min. allegro, natrafiłam na super okazję. Zestaw składający się z balsamu i masła do ciała, firmy Bath&Body Works kosztował mnie tylko 15zł! No same przyznajcie, żal było nie brać :) Zwłaszcza, że przesyłka również była niewielka. Zamówiłam też punkt z mojej chciejlisty, czyli korektor Camouflage z Catrice, tyle dobrego się o nim naczytałam, że bez wahania się na niego zdecydowałam, zwłaszcza, że kosztował tylko 5.80zł :)


Początkiem marca zaczęłam używać szamponu z Garniera do włosów farbowanych lub z pasemkami, dlatego do zestawu postanowiłam dokupić odżywkę, miałam ją już kilka razy i bardzo ją lubię. Kosztowała mnie 7.99zł. Zobaczyłam też wtedy, że żele z Fa są na fajnej promocji. Za opakowanie zapłaciłam tylko 4.99zł a zapach jest naprawdę rewelacyjny. No i jak wiadomo- żeli nigdy za dużo ;)


W drogerii, w której kupowałam odżywkę i żel zobaczyłam lakiery z nowej serii Golden Rose. Początkowo chciałam zdecydować się na jeden kolor, ale te cztery tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłam kupić wszystkie. Wydatek nie był zbyt duży bo jedna buteleczka kosztowała 3.49zł x4= 13,96zł za cztery piękne kolory :) To moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie lakiery z tej serii.


Pewnego razu na swoje nieszczęście po raz kolejny udałam się do Rossmana. Chciałam kupić tylko odżywkę, swoją drogą moją ulubienicę, jest to moje czwarte opakowanie a recenzję znajdziecie w archiwum. Zapłaciłam za nią 9.86zł, jak to zwykle bywa... spojrzałam na półkę z żelami a tam dwa gagatki z Original Source, przecenione na 4.99zł za sztukęx2=  9,98zł. Wzięłam jeszcze wtedy mydło bo stwierdziłam, że to które wtedy  używałam szybko się skończy. 2.79zł


Lakiery Colour Alike  upolowałam na wyprzedaży u Moniki. No same powiedzcie.. czy ta kolekcja Tęczaków, nie jest urocza? Cały zestaw kosztował mnie tylko 30zł. Zdecydowałam się na ich zakup, ponieważ w mojej lakierkowej kolekcji, zdecydowanie brakowało sztuk CA.Kupiłam również książke "Poradnik Pozytywnego Myślenia". Coś dla ciała i dla ducha, rozumiecie ;)


Monika, podarowała mi w gratisie wzorniki na paznokcie, których brakuje na zdjęciu oraz kilka próbek Sylveco i maskę do stóp z Perfecty. Byłam kiedyś ciekawa jak spiszę się balsam z betuliną, teraz mam okazję sama sprawdzić.



Nie powinnam chodzić do Rossmana, zdecydowanie. Co z tego, że mam w domu dwadzieścia zamkniętych żeli? Dokupię kolejne :) Dove był w świetnej promocji, za 500ml butelkę zapłaciłam tylko 8.49zł, zapach jest rewelacyjny, a ja bardzo lubię ich żele więc nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Zdecydowałam się też wtedy na zakup kumpla z Nivea, woń również jest piękna a butelka kosztowała 6.79zł. 


Na koniec czas na przesyłkę z firmy MURIER, która dotarła do mnie jeszcze w marcu. Swoją drogą pokazywałam Wam ją już na FB, a testowanie trwa od daty otrzymania produktów :) Niedługo możecie spodziewać się kolejnych recenzji, zdecydowałam się na serię z O2, czyli krem na dzień, na noc oraz krem pod oczy. Kosmetyki te są przeznaczone do pielęgnacji cery młodej więc... idealne dla mnie :)

Podsumowując w marcu przybyło mi 36 kosmetyków a na zakupy kosmetyczne wydałam łącznie 146 złotych i 92 grosze. Odjąć przysługujące mi miesięczne 50zł... przekroczyłam swój limit o 96 złotych i 92 grosze... no cóż... :(

Znacie, któryś z kosmetyków, który przywędrował do mnie w marcu?

Addicted to cosmetics
Czytaj dalej »
denko (112) nowości (151)