Cześć, dzień dobry,
praktycznie od ZAWSZE, a przynajmniej odkąd sięgam pamięcią, mam w praktycznie każdej torebce/kurtce, jakiś balsam do ust. Sięgam po nie regularnie, wręcz kilka razy w ciągu dnia, dlatego ucieszyłam się, że w ostatnim boxie od Pure Beauty, zagościł kawowy balsam od Sylveco. A raczej powinnam napisać, że to ja dostałam wariant kawowy, bo w pudełkach można było znaleźć też wersję z wiśnią, owocami cytrusowymi albo taką bardziej rozświetlającą.
Balsam do ust Coffee Kiss Pure Line — Sylveco
Od producenta: Balsam do ust Sylveco Pure Line Coffee Kiss to połączenie lanoliny, oleju arganowego i słonecznikowego, które zapewniają głębokie odżywienie i regenerację. Wosk kandelila tworzy delikatną warstwę ochronną, a witamina E działa antyoksydacyjnie, chroniąc przed wolnymi rodnikami. Dodatek ekstraktu z kawy i waniliny nadaje produktowi wyjątkowy aromat, który umila codzienną pielęgnację. Dzięki naturalnym składnikom balsam jest idealny do stosowania na co dzień, szczególnie w okresie zimowym.
Opakowanie: Balsam jest zamknięty w klasycznej, miękkiej tubce o pojemności 15 ml.
Konsystencja: Ma jasny kolor, jest taka przyjemnie lepka w dotyku.
Zapach: Totalnie kawowy. :)
Cena/dostępność: W cenie regularnej ten balsam do ust kosztuje 16,99 zł. Przyznam, że nie widziałam go stacjonarnie, ale jest bez problemu dostępny na stronie Sylveco! Ja swój egzemplarz testuję dzięki Pure Beauty.
Konsystencja: Ma jasny kolor, jest taka przyjemnie lepka w dotyku.
Zapach: Totalnie kawowy. :)
Cena/dostępność: W cenie regularnej ten balsam do ust kosztuje 16,99 zł. Przyznam, że nie widziałam go stacjonarnie, ale jest bez problemu dostępny na stronie Sylveco! Ja swój egzemplarz testuję dzięki Pure Beauty.
Moja opinia: Ten balsam od Sylveco z linii Pure Line czeka w kartoniku, a docelowa tubka ma 15 ml i jest wyposażona w wygodny aplikator. Dzięki temu, że opakowanie jest miękkie, nie ma problemu z wydobyciem tego balsamu ze środka. Jego konsystencja ma jasny kolor, jest taka przyjemnie lepka w dotyku. Co mam na myśli? Czuć ją na ustach, jakby nie mam wrażenia, że nie są posmarowane, ale przy tym nic nadmiernie nie skleja moich warg. Myślę, że wszystko to za sprawą wosku kandelila w składzie, który właśnie — ma za zadanie tworzyć na ustach warstwę ochronną. A skoro już mowa o samym składzie, to mamy tutaj też witaminę E, ekstrakt z kawy i waniliny. Nie brakuje też olei, które odżywiają i nawilżają usta, a do tego skutecznie chronią je przed przesuszeniem. Totalną wspaniałością tego produktu jest oczywiście jego zapach. Iście kawowy! Po aplikacji mam wrażenie, jakbym właśnie piła świeżą, czarną i przy tym naprawdę mocną kawę. Mi taki efekt bardzo się podoba, jeżeli i Wy jesteście kawoszkami, to na pewno też będziecie zauroczone. :) Zwłaszcza że jednocześnie ta woń i smak, oczywiście w cudzysłowie jest taki ciepły i słodki. Czytałam, że odpowiada za to stewia. Czy polubiłam ten balsam? Zdecydowanie. Praktycznie od razu po aplikacji mam wrażenie, że usta stają się przyjemne w dotyku i mocno odżywione. Jeżeli zależy Wam na takiej szybkiej regeneracji, to ten produkt będzie strzałem w dziesiątkę. Fajnie sprawdza się na co dzień, bo widać, że usta są pomalowane czymś, co nadaje przyjemnego dla oka błysku.
Czy miałyście okazję wypróbować ten balsam? A może jakiś inny z tej serii? Przyznam, że ja chętnie wrzucę do wirtualnego koszyka ten z cytrusami. Podejrzewam, że będzie super na lato!
---------------------------------------------------------------------------
Ruda




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.