Paleta Zdrowia,

Rokitnikowa pomadka ochronna- Sylveco

października 26, 2014 Ruda 27 Komentarzy

Cześć,
Dziś przygotowałam dla Was recenzję mojego pierwszego kosmetyku naszej rodzimej firmy SYLVECO. Czy jest tutaj jeszcze jakaś blogerka, która nie słyszała o ich wspaniałych kosmetykach? Bardzo się cieszę, że i ja miałam możliwość je wypróbować :)

Rokitnikowa pomadka ochronna- Sylveco


Od producenta: Rokitnikowa pomadka ochronna  znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.


Opakowanie: Sztyft.
Konsystencja: Szybko się topi :)
Zapach: Słodki.
Cena/dostępność: Aktualnie 7.20zł do kupienia TUTAJ.


Moja opinia: Pomadkę pierwotnie otrzymujemy w bardzo ładnym kartoniku, na którym mieszczą się wszystkie potrzebne informacje. Sam sztyft jednak jest niezbyt solidnie wykonany. Wystarczyło, żeby pomadka raz upadła mi na ziemię i opakowanie się potłukło. Pomadka jest w formie sztyftu, ma pomarańczowy kolor, ale na ustach jest bezbarwna. Niestety topi się w tempie ekspresowym... miałam ją przez kilka chwil w kieszeni i po wyciągnięciu zamiast sztyftu była papka :) Zapach jak i smak jest słodki, ale wcale nie przypomina mi cynamonu. Na szczęście samo już jej działanie jest całkiem pozytywne. Ta pomadka dzięki zawartości tych wszystkich olejków jest niezwykle tłusta, po nałożeniu na usta nawilża je w tempie ekspresowym. Zapewnia im też odpowiednią ochronę, to dzięki niej na moich ustach nie widzę suchych skórek a w dotyku są one bardzo przyjemne i miękkie. 


A Wy, miałyście z nią styczność? Ja teraz poluję na tę peelingującą :)

Addicted to cosmetics

27 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Goodies.pl,

Piątki z Yankee Candle #2 czyli Rainwashed Berry!

października 24, 2014 Ruda 22 Komentarzy

Cześć,
Dziś mam dla Was kolejny post z serii: Piątki z Yankee Candle.

Rainwashed Berry


Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Simply Home. Wyczuwalne aromaty: leśne jagody.


Jagody leśne? Na pewno wiecie, że to jeden z moich ulubionych zapachów w kosmetykach więc gdy tylko się zorientowałam, że mam w swojej kolekcji wosk o takim zapachu- wzięłam się za jego palenie :) Spodobał mi się o wiele bardziej niż jego poprzednik. Aromat jest bardzo intensywny, zapach jagód leśnych unosi się po całym domu. Woń jest nieco kwaśna, ale bardzo przyjemna.


Miałyście ten wosk? Spodobał Wam się jego zapach?

Dostępny TUTAJ. 

INNE RECENZJE:

Addicted to cosmetics

22 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Anatomicals,

Mydło do rąk mięta i cytryna- Anatomicals

października 23, 2014 Ruda 20 Komentarzy

Cześć,
Dziś na tapetę, kolejne mydło firmy Anatomicals. O moim pierwszym- mogłyście czytać TUTAJ.  Oj tak... wersja o zapachu grejpfruta i mandarynki, spisała się bardzo dobrze. Sądziłam, że z kolejną wersją zapachową, będzie podobnie, a najlepiej- tak samo. Jeśli jesteście ciekawe, czy kolejny produkt tej intrygującej firmy się u mnie spisał, zapraszam do dalszej części postu. Miałam niezłego pomocnika przy zdjęciach :))


Od producenta: Chyba nie zdarza Ci się wyjść z toalety bez umycia dłoni, co? Po wyniesieniu śmieci, z reguły myjesz ręce, tak?  Chyba nie podejmiesz się też opatrzenia otwartej rany brudnymi rękami i nie zapomnisz raczej o umyciu dłoni po zmienieniu bobasowi pieluszki albo przed przygotowaniem posiłku, hm? Aaa… Zdarza się… Słuchaj, jednak nie mogę przyjść do Ciebie na ten proszony obiadek. Chodzi o to, że… wypadło mi z głowy, ale właśnie na wtedy zaplanowałam mycie rąk. Tak, dokładnie na wtedy. No słowo honoru!

Połączenie cytryny i mięty ma doskonałe właściwości pobudzające – ożywi nie tylko delikatną skórę Twoich dłoni, ale także Twój umysł. Produkt nie zawiera dwuetanoloaminy, parabenów i SLS co czyni go odpowiednim do częstego stosowania. Wystarczy odrobina mydła Anatomicals, by cieszyć się czystymi dłońmi.


SLS- widoczny na drugim miejscu w składzie. Firma ma małe problemy z opisami, ale wiem, że jest w trakcie poprawienia błędów :)

Opakowanie: Plastikowa, 300ml butelka z dozownikiem.
Konsystencja: W miarę gęsta.
Zapach: Ohydny!
Cena/dostępność: Kosztuje 14zł, TUTAJ.
Moja opinia: Mydełko mieści się w plastikowej butelce, która ma 300ml pojemności i miętowy kolor. Jest zaopatrzona w dozownik, który... bardzo łatwo zepsuć. Stało mi się tak dwa razy... zarówno w przypadku tamtego mydła jak i tego. Gdy rurka odpadnie, nie ma opcji wyciągnąć jej z opakowania...bardzo mi to przeszkadzało podczas używania tego produktu, bo mydło musiałam wylewać przez dziurę na rękę. Mam nadzieję, że producent weźmie to pod uwagę i bardziej przyłoży się do tworzenia swoich opakowań. Konsystencja jest całkiem gęsta, już niewielka ilość wystarcza do dokładnego umycia całych dłoni. Problem jest tylko jeden... ja wcale nie mam ochoty, myć rąk tym mydłem, ponieważ jego zapach zdecydowanie ODRZUCA. Jest po prostu ohydny...myślałam, że połączenie mięty z cytrynową stworzy świeżą i orzeźwiająca woń, a efekt końcowy przypomina "aromat" domestosu... serio... Mimo tego, że mydło dobrze radzi sobie z oczyszczaniem łapek, nie wysusza ich a mycie w kremowej konsystencji jest bardzo przyjemne, zaprzestałam go używać.... ten zapach a raczej smród... nie nie nie!


Czy ta woń też Was tak "zauroczyła"? :)

Addicted to cosmetics

20 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balneokosmetyki,

Malinowy peeling do ciała- Balneokosmetyki

października 21, 2014 Ruda 24 Komentarzy

Cześć,
Ostatnio pisałam Wam o peelingu 23 września, czasu minęło niewiele a ja mam dla Was już kolejny tego typu kosmetyk. Nic nie poradzę, ale zwyczajnie zakochałam się w peelingach Zużywam je na potęgę, już dawno nie było denka, w którym nie znalazł się obowiązkowo chociaż jeden :) Lubię je kupować, lubię je zużywać. Chętnie testuję coraz to nowsze... moje serce najbardziej porywają te, które pięknie pachną a do tego dobrze zdzierają martwy naskórek. Dziś będzie o takim co... Dołączył do mnie w połowie września a już dobił dna, hyhy :)


Malinowy peeling do ciała- Balneokosmetyki 


Od producenta: Balneokosmetyk z najsilniejszą na świecie leczniczą wodą siarczkową,olejem arganowym i avocado, wyciągiem z alg i masłem Shea.

Malinowy Peeling do ciała to nowa ulepszona receptura – kosmetyczny EKO Sorbet do ciała.
Kosmetyk ten otrzymał wyróżnienie w konkursie „Qultowy Kosmetyk 2012” .
Malinowy peeling do ciała:
- dzięki połączeniu kryształów cukru i soli oraz kruszonych leśnych malin dokładnie oczyszcza, złuszcza martwy naskórek oraz wygładza
- keratolityczne działanie wody siarczkowej wspomaga regenerację naskórka
- wartościowe oleje: arganowy i avocado oraz masło Shea wzmacniają barierę hydrolipidową skóry

Produkt nie zawiera żadnych barwników, kolor uzyskiwany jest z 100% naturalnego soku owocowego, dlatego kolorystyka peelingu może być zróżnicowana.  


Opakowanie: 200ml, plastikowy słoiczek.
Konsystencja: Gęsta z zatopionymi kawałkami owoców!
Zapach: Malinowy, lekko kwaskowy.
Cena/dostępność: Za 42zł możecie go kupić TUTAJ. 


Moja opinia: Ten peeling mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 200ml. Jest odkręcany a w środku czeka na nas dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka. Konsystencja jest całkiem gęsta, ma lekko czerwony kolor i są w niej zatopione kawałki owoców! SERIO :) Konkretnie mam na myśli ususzone maliny, które później oczywiście zostają w wannie, ale nie miałam problemu z jej późniejszym, dokładnym umyciem. Drobinki tego peelingu są całkiem ostre, bez problemu wykonamy nimi porządny masaż całego ciała. Siłę tarcia możemy oczywiście regulować dłońmi. 


Zapach jest niezwykle świeży, dominuje w nim woń malin,  jest lekko kwaskowaty, ale przyjemny dla nosa. Co więcej- utrzymuje się całkiem długo, jeszcze po opuszczeniu łazienki. Bardzo mi się to podoba, lubię go czuć :) Oczywiście wraz z mijaniem czasu, intensywność woni maleje- dzięki temu zapach nie staję się uciążliwy. Moja skóra bardzo polubiła ten kosmetyk, po jego użyciu staje się miękka i przyjemna w dotyku. Dodatkowo dzięki zawartym olejkom, moje ciało jest otoczone delikatnie wyczuwalną warstwą, która nie oblepia mojej skóry a sprawia, że jest gładka w dotyku. Zdecydowanie warto też zwrócić uwagę na przyzwoity skład tego peelingu, który zachęca do kupna. Jedyny minus to jego wydajność, pomimo tego, że opakowanie jest typowe- 200ml, wystarczył mi na niecałe cztery użycia- peelingowałam całe ciało, od stóp do szyi :D Tak się złożyło, że miałam dwa opakowania, a raczej półtorej- dzięki czemu jeszcze lepiej poznałam jego działanie :)


Znacie ten peeling? Zaciekawiłam Was? :)  

Addicted to cosmetics

24 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Baikal Herbals,

Odżywczy balsam do włosów suchych i farbowanych- Baikal Herbals

października 19, 2014 Ruda 15 Komentarzy

Cześć,
Ostatnio rzadko zamieszczałam tutaj recenzje wszelkiego rodzaju odżywek do włosów... powód nieobecności tych kosmetyków na łamach bloga był bardzo prosty- przyzwyczaiłam się do odżywek z Garniera, które ciągle kupowałam/denkowałam a ich recenzje już zdążyły pojawić się na łamach bloga. Ostatnio jednak postanowiłam w końcu opróżnić moje włosowe zapasy i tym oto sposobem zaczęłam używać balsamu, o którym chce Wam dziś opowiedzieć. Czekał na swój debiut od początku roku... :)

Odżywczy balsam do włosów suchych i farbowanych- Baikal Herbals


Od producenta: Dla suchych i farbowanych włosów. Balsam powstał w oparciu o ekstrakty roślinne Bajkału, konkretnie jest ukierunkowany na odżywienie suchych i farbowanych włosów. Łopian intensywnie odżywia, eliminuje łamliwość włosów i poprawia strukturę włosów farbowanych, ułatwia rozczesywanie i układanie. Amarant otacza włosy czułą opieką, chroniąc skórę głowy przed wysuszeniem. Korkowiec amurski sprawia, że włosy są jedwabiście gładkie, wzmacnia kolor. Balsam dba o włosy, zapobiega ich pękaniu i splątania, wygładza je na całej długości, ułatwia rozczesywanie i stylizację. Nie zawiera parabenów i PEG.

Skład: Aqua with infusions of: Amaranthus Caudatus Extract (extract amaranth), Arctium Lappa Oil (Oil of burdock), Phellodendron Amurense Extract (extract Amur cork), Organic Chamomilla Recutita Flower Extract (Organic Chamomile), Organic Triticum Vulgare Germ Oil (organic germ oil wheat); Cetearyl Alcohol, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Cetrimonium Chloride, Butyrospermum Parkii, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid (food preservative), Parfum, Citric Acid.


Opakowanie: Plastikowa, 280ml butelka.
Konsystencja: Gęsta, kremowa.
Zapach: Lekko rumiankowy.
Cena/dostępność: Około 15zł, do kupienia np na Triny.pl czy w Skarbach Syberii.
Moja opinia: Ten balsam mieści się w plastikowej, 280ml butelce. Niestety forma jego zapakowania jest jego największym minusem...nakrętkę bardzo ciężko odkręca się mokrymi dłońmi a duży otwór powoduje, że ciężko wydobywa się kosmetyk ze środka. Zawsze mam tak, że albo leci za dużo, albo nie chce lecieć wcale... :( Konsystencja jest gęsta, kremowa i ma mleczny kolor, jej cechy wpływają na to, że balsam bardzo ciężko wydobyć do końca... przez takie opakowanie sporo produktu po prostu się zmarnuje, zwłaszcza, że takiej butelki nie da się rozciąć. Producent powinien pomyśleć o lepszym zamknięciu kosmetyku :)

Zapach jest ziołowy, pierwsze skrzypce odgrywa tutaj rumianek. Woń nie jest zbyt intensywna, raczej delikatna...utrzymuje się na włosach jeszcze trochę po dokładnym spłukaniu. Nakładam ten balsam na umyte, mokre włosy i trzymam przez niecałe 5 min. Z reguły nakładałam go tylko na długość bo bałam się przetłuszczenia u nasady, ale kilka razy nałożyłam go dokładnie na całość włosów i na szczęście moje włosy nie były przetłuszczone. Efekt jaki funduje mi ten kosmetyk jest jak najbardziej pozytywny. Już podczas spłukiwania go z włosów, czuć, że włosy są o wiele miększe w dotyku i przyjemne. Z jego pomocą moje pasma bardzo łatwo się rozczesują i nie są poplątane. Gdy już wyschną...są takie miłe w dotyku! Kolejnym atutem jest fakt, że wpływa na blask włosów. Moje zawsze lubiły świecić...a z pomocą takich kosmetyków ten efekt jest jeszcze większy :) Jeśli chodzi o dbanie o kolor włosów farbowanych...moja ukochana Olia powoduje, że farbowanie raz w miesiącu wystarcza. Nie wydaje mi się, żeby ta odżywka miała na to większy wpływ. W każdym razie bardzo ją lubię...gdyby nie to opakowanie, pewnie bym jeszcze do niej wróciła. 


 Jakie kosmetyki Baikal Herbals miałyście możliwość używać? :)

Addicted to cosmetics

15 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

lakier do paznokci,

Lakier do paznokci Baby Bellini 10- Rimmel

października 18, 2014 Ruda 22 Komentarzy

Cześć,
Bardzo Wam dziękuje za wszystkie komentarze i e-maile związane z moją decyzją o zamknięciu bloga. Już dawno nie naczytałam się tylu miłych słów :) Na razie mam napisane tyle postów na zapas, że do końca roku posty będą się jeszcze pojawiać a później... zobaczymy :)

 
Mam dziś dla Was recenzję pięknego lakieru... fioletowego :)) Nie widziałam chyba ani jednej recenzji lakierów z tej serii, a śmiem twierdzić, że jest o czym pisać.


Lakier Do Paznokci Baby Bellini 10-  Rimmel Coctail Colour In A Flash 


Piękny połysk na paznokciach w 60sekund? TAAK! Lakier mieści się w buteleczce o pojemności 8ml, ma długi i całkiem szeroki pędzelek, którym dobrze aplikuje się emalie.


Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć w słońcu...wtedy tak pięknie lśni. Ten lakier bardzo szybko wysycha, mam nałożone dwie warstwy a zdjęcia robiłam piątego dnia od pomalowania.


Jeżeli Wam się spodobał, możecie go kupić za 7.99zł TUTAJ :)

Addicted to cosmetics


22 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Goodies.pl,

Piątki z Yankee Candle #1 czyli Honey Blossom!

października 10, 2014 Ruda 34 Komentarzy

Cześć,
Moja pierwsza przygoda z Yankee Candle nie była zbyt udana. Wybrałam dla siebie zapachy, które nie ucieszyły mojego nosa, konsekwencją czego zraziłam się do tych pachnących umilaczy. Moja sceptyczność trwała rok, teraz od nowa poznaję Yankee i stwierdzam, że drugie podejście do nich jest o wiele lepsze niż to z zeszłego roku :) Zapraszam Was na pierwszy post z serii- Piątki z Yankee Candle.

Honey Bloosom


Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: słodki miód, żywiczne drewno, piżm oraz frezja.


Co mnie w nim urzekło? Na początku kolor :) To on zdecydował, że wylądował w moim kominku jako pierwszy. Wosk ma fioletowy a konkretnie piękny lawendowy kolor.


Nie jestem zwolenniczką miodu, jednak w tym wosku jego aromat jest słabo wyczuwalny. Pierwsze skrzypce odgrywa tutaj frezja i piżmo. Zapach jest niezwykle intensywny i po rozpaleniu wosku czuć go w całym domu :)


Ten kwiatowo-perfumowy aromat to pierwszy z moich wszystkich Yankee, który mnie zauroczył.


Jeśli tak jak ja lubicie tak intensywnie kwiatowe wonie, które roznoszą się po całym mieszkaniu możecie nabyć ten wosk za 7 zł TUTAJ.

Znacie tą wersję Yankee? Jak Wam się podoba?

Addicted to cosmetics

34 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

flamaster do ust,

Flamaster do ust Wink Of Pink 180- Maybelline

października 09, 2014 Ruda 35 Komentarzy

Cześć,
Nadaję do Was spod ciepłej kołderki. Paskudne choróbsko rozłożyło i mnie :( Życzcie mi dużo zdrowia! Na pewno się przyda... :(

Flamaster do ust? Flamaaaaaster do ust? Odkąd pierwszy raz zobaczyłam recenzję takiego produktu wiedziałam, że też chce go wypróbować. Miałam oczywiście pewne obawy takie jak- aplikacja, trwałość... mimo wszystko jednak zdecydowałam się na mój pierwszy flamaster z Maybelline, o którym chce Wam dzisiaj napisać.

Flamaster do ust Wink Of Pink 180- Maybelline


Od producenta: Pocałunek koloru przez cały dzień. Usta w czystej matowej barwie, która dzięki nowemu aplikatorowi tworzy równomierną warstwę koloru, który trwa. Dostępny w 10 odcieniach.


Opakowanie: Pisak.
Konsystencja: Niezbyt gęsta.
Zapach: Nieprzyjemny.
Cena/dostępność: 9.99zł do kupienia TUTAJ.


Moja opinia: Opakowanie- jak sama nazwa wskazuje to pisak. Nie ma się tutaj zbytnio nad czym rozwodzić, zatyczkę łatwo się otwiera a sam "pędzelek" czyli końcówka, która jest przeznaczona do aplikacji produktu jest dosyć szeroka i twarda w dotyku. Konsystencja nie jest zbyt gęsta stwierdzam  tak z racji na to, że aby uzyskać soczysty kolor na ustach muszę się trochę "namachać". Nic by mi to nie szkodziło gdyby aplikacja była przyjemna...a niestety taka nie jest. Jak już wspominałam wcześniej końcówka jest twarda i smarowanie nią ust zwyczajnie boli. Kolejną wadą jest zapach, który nie jest przyjemny dla mojego nosa. A co idzie za zapachem...smak. Jestem z tych, które lubią oblizywać to co mają na ustach :)) Ten produkt nauczył mnie, że lepiej tego nie robić.


Pomimo wyżej wymienionych wad polubiłam używanie tego produktu ponieważ efekt na ustach jest bardzo naturalny! Moje z natury są czerwone, krwiste po użyciu tego flamastra ich odcień staje się jeszcze bardziej głęboki i bardzo ładnie wygląda. Jeżeli chodzi o trwałość to również nie jest najgorzej, utrzymuje się na ustach bez poprawek przez jakieś 2-3godziny, oczywiście jeśli w tym czasie nie ma żadnych kontaktów z ciałem obcym :)) Miałam obawy co do przesuszenia moich ust, czytałam o takich niepożądanych skutkach w recenzjach tego typu kosmetyków. Na szczęście ten flamaster ani trochę nie przesuszył moich warg.


Reasumując flamaster nie jest idealny, ale i tak go polubiłam i dosyć często do niego wracam :) Jednak z racji na nieprzyjemną aplikację już więcej nie sięgnę po tego typu produkt. Zaspokiłam moją ciekawość odnośnie pisaków do ust i narazie wystarczy.

Macie? Lubicie?

Addicted to cosmetics

35 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

lakier do paznokci,

Lakier do paznokci Summer Extreme Nails 527- Wibo

października 08, 2014 Ruda 27 Komentarzy

Cześć,
Pomimo tego, że za oknem już jesień ja przychodzę do Was z iście letnim lakierem. Wcale nie mam tak, że jesienią wybieram bardziej stonowane kolory... maluję na taki jaki sobie wcześniej umyślę. W sumie i tak zazwyczaj jest to fiolet :D Dziś jednak mam dla Was zupełnie inny kolor, który zauroczył mnie już w buteleczce.

Lakier do paznokci Summer Extreme Nails 527- Wibo 


Lakier mieści się w 8 ml buteleczce. Pędzelek jest niezbyt długi i cienki, ale łatwo rozprowadza się nim emalię po płytce paznokci.  


Jego konsystencja jest w sam raz, ani za gęsta ani za rzadka- lakier nie smuży i dobrze rozprowadza się na paznokciach. Jego kolejną zaletą jest wytrzymałość, zdjęcia, które tutaj widzicie są robione czwartego dnia od pomalowania. Na paznokciach mam nałożone dwie warstwy emalii.


Ideałem jednak nie jest, baaardzo długo schnie. Pierwsza warstwa to ponad dziesięć minut a z drugą jest jeszcze gorzej. Trzeba bardzo uważać, żeby przypadkiem czegoś nie dotknąć. Te lakiery są/były dostępne w Rossmanie za niecałe 8zł.


Podoba Wam się moja morelka? Bo mi bardzo :)

Addicted to cosmetics

27 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Joanna,

Krem do depilacji nóg- Joanna

października 07, 2014 Ruda 19 Komentarzy

Cześć,
Kiedyś bardzoooo dawno temu bo 24 czerwca 2013r pisałam Wam o kremie do depilacji z Joanny---> RECENZJA.  Ten krem okazał się beznadziejny dostał a raczej nie dostał -0/6pkt w skali, w której kiedyś tworzyłam posty. Mimo tego, że on wcale się nie sprawdził, postanowiłam podobnie wypróbować tego typu produkt, tej samej zresztą marki.

Krem do depilacji nóg- Joanna


Od producenta: Nowoczesna formuła kremu zapewnia szybką, skuteczną i bezbolesną depilację nóg.
Zawiera ekstrakty z miodowego melona i rumianku, które działają kojąco i łagodząco, a przyjemny, niedrażniący zapach umila jego stosowanie. Kosmetyk jest bezbolesny i wygodny w użyciu.
Po zabiegu skóra pozostaje gładka i aksamitna w dotyku.
Do opakowania załączona jest emulsja nawilżająco-łagodząca oraz wygodna łopatka do rozprowadzania kremu. 


Opakowanie: 100 gramowa tubka.
Konsystencja: Średnio gęsta.
Zapach: Chemiczny.
Cena/dostępność: Około 8zł, drogerie, supermarkety. 
Moja opinia: Opakowanie zawiera tubkę kremu o pojemności 100g, szpatułkę i saszetkę z emulsją łagodzącą. Konsystencja nie jest specjalnie gęsta, ma biały kolor. Zapach...jest po prostu OHYDNY! Już dawno nie czułam tak obrzydliwej woni... Również działanie nie powala na kolana, nie jestem w stanie doszukać się żadnych plusów. Krem nie robi po prostu nic... nie ma mowy o jakimkolwiek pozbyciu się włosków z jego pomocą, zresztą nawet ich nie zmiękcza. Myślałam, że dłuższe trzymanie kremu coś zdziała- niestety myliłam się. Czy trzymam go pięć czy dwadzieścia pięć minut i tak jest bezużyteczny. Pieniądze wydane w błoto, ale przynajmniej przekonałam się na własnej skórze, że takie produkty nie są dla mnie :)


Miałyście ten krem? Również macie z nim takie przykre doświadczenia jak ja? :)

Addicted to cosmetics

19 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

balsam,

Mini relaksujący balsam do rąk- Pat&Rub

października 06, 2014 Ruda 15 Komentarzy

Cześć, 
Jak zrecenzować balsam, który ma tylko 50ml pojemności? Przecież to tak malutko, że wystarczy na dwa razy. A jednak nie! Firma Pat&Rub, udowodniła mi, że odpowiednia konsystencja kremu może spowodować, że nawet jego mała ilość może wystarczyć na wiele smarowań.

Mini relaksujący balsam do rąk- Pat&Rub


Od producenta:  Balsam do Rąk z serii Rekalsującej PAT&RUB to prawdziwa bomba dobroczynnych substancji pielęgnujących dla zmęczonej i suchej skóry dłoni.

Ten w 100% NATURALNY Balsam do Rąk odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę dłoni.

Obecne w balsamie składniki roślinne minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających i wysuszających skórę.

Świetnie się wchłania. Ma przyjemny, relaksujący zapach trawy cytrynowej i kokosa.

Kosmetyk NATURALNY z certyfikatem NATRUE.


Kompozycja: 

    olej kokosowy* - nawilża, wygładza, łagodzi
    masło awokado* – natłuszcza i regeneruje i chroni
    olejek z trawy cytrynowej* – odpręża, poprawia wygląd skóry,wygładza ją i oczyszcza
    ekstrakt z cytryny* – rozjaśnia i odkaża skórę
    masło z oliwek* – wygładza i koi
    kwas hialuronowy* – nawilża i chroni
    naturalna witamina E* – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża      
    inne roślinne substancje natłuszczające i  nawilżające*                     

*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym


Opakowanie: Mała, poręczna tubka.
Konsystencja: Kremowa, lekka.
Zapach: Trawy cytrynowej.
Cena/dostępność: 19zł do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Balsam, jak sama nazwa wskazuje mieści się małym opakowaniu. Tubka ma 50ml, jest dobrze wykonana. Zamknięcie jest szczelne, nie ma obaw, że coś się nam wyleje. Opakowanie jest utrzymane w jasnych żółto-zielonych tonach. Z tyłu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje takie jak sposób użycia, skład i kompozycja. Konsystencja tego kremu jest lekka, kremowa. Ma mleczny kolor. Całkiem szybko się wchłania, pozostawiając przy tym na dłoniach delikatną, ochronną powłokę. Po użyciu jednak dłonie się nie kleją, od razu możemy wrócić do swoich codziennych czynności, bez obaw, że coś pobrudzimy. Zapach... troszkę się go obawiałam gdy zobaczyłam na opakowaniu napis KOKOS, tak bardzo go nienawidzę! Na szczęście ten kolega, nie pachnie tym owocem ani troszkę. Woń jest bardzo intensywna, mocna i całkiem długo się utrzymuję. Z czasem oczywiście aromat nie jest już tak intensywny i staje się lżejszy, ale jest nadal wyczuwalny.  Jeśli tak właśnie pachnie trawa cytrynowa- jestem na tak!


Działanie tego balsamu jest jednak trochę problematyczne. Po posmarowaniu moje dłonie, faktycznie- stają się miękkie, nawilżone i przyjemne w dotyku, jestem więc jak najbardziej na tak. Jednak gdy minie troszkę czasu.... dwie,  trzy godziny, moje ręce przestają już być takie przyjemne. Nawet mam wtedy lekkie wrażenie, że brakuje im porządnego nawilżenia... nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Przy regularnym, kilku dziennym stosowaniu zauważyłam znaczną poprawę kondycji moich dłoni. Stały się po prostu milsze w dotyku.


Mimo krótkotrwałego nawilżenia i tak jestem zadowolona z tego produktu. Jak widać czasem potrzeba dłuższego okresu czasu by poznać potencjał niektórych kosmetyków.

Znacie ten balsam? A może miałyście wersję mini, ale w innym wariancie? Jak się sprawdziła?

Addicted to cosmetics

15 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Anatomicals,

Żel pod prysznic grejpfrut i trawa cytrynowa- Anatomicals

października 02, 2014 Ruda 22 Komentarzy

Cześć,
Wspominałam Wam już, że zużywam żele litrami? Pewnie tak :) Zazwyczaj mam otwarte jakieś trzy sztuki na raz, lubię móc zmieniać zapachy, zwłaszcza gdy butelka ma więcej niż 300ml... używanie codziennie jednego pewnie w końcu zaczęłoby mnie męczyć. Dlatego prawie codziennie zmieniam kosmetyk, którym się myje :)

Żel pod prysznic grejpfrut i trawa cytrynowa- Anatomicals


Od producenta: Walka przeciwko autorytaryzmowi nie pozostawia wiele czasu na poranną toaletę. Ale wszyscy szanujący się protestanci powinni się od czasu do czasu oczyścić – nie ze swych idealistycznych, utopijnych  poglądów, ale z brudu, potu i łez, które towarzyszą demonstracjom przeciwko maniakalnym despotom (którzy to oddają się kąpielom w swoich wykładanych marmurem, kipiących przepychem łaźniach) i bezwzględnym ugrupowaniom militarnym. Dlatego zadbaj o siebie w czynie społecznym i zastosuj nasz żel zatwierdzony przez przez towarzyszy z RPC (Rewolucyjna Partia Czyściochów).


Opakowanie: 300ml plastikowa butelka z dozownikiem.
Konsystencja: Galaretka.
Zapach: Orzeźwiający, owocowy.
Cena/dostępność: 15zł do kupienia TUTAJ.
Moja opinia: Ten żel pod prysznic mieści się w plastikowej butelce o pojemności 300ml. Jest ona zaopatrzona w wygodny w użyciu dozownik, którym łatwo nabrać pożądaną ilość produktu. Konsystencja ma jasny kolor, jest całkiem gęsta, kiedy weźmiemy jej na ręce troszkę więcej wygląda jak galaretka. Mycie nią jest bardzo przyjemne :) Żel wytwarza sporo piany, która umila mycie się. Zapach jest bardzo orzeźwiający, połączenie grejpfruta z trawą cytrynową bardzo mi się spodobało. Bardziej wyczuwalna jest tutaj jednak trawa cytrynowa, woń grejpfrutowa jest delikatna, ale w efekcie końcowym aromat jest soczyście owocowy i niezwykle przyjemny. Niestety, nie utrzymuje się zbyt długo na skórze po wyjściu z kąpieli. Jeśli chodzi o działanie, mało, który żel mnie nie zadowala. Ten również- dobrze myje, pozostawia skórę przyjemnie oczyszczoną a przy tym nie wysusza i odświeża- robi więc wszystko co ma robić :)


Znacie ten żel? Jak podoba Wam się jego zapach?

Addicted to cosmetics

22 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

denko

Wrześniowe zużycia.

października 01, 2014 Ruda 68 Komentarzy

Cześć,
Dziś przygotowałam dla Was kolejny post z projektu denko. Jeśli nie jesteście tutaj po raz pierwszy, na pewno zauważycie zmianę planu zdjęciowego. Mój ukochany pień :)) na którym ustawiałam zużyte kosmetyki, stał się po prostu za mały... albo on się zmniejszył, albo z miesiąca na miesiąc przybywa mi coraz więcej zużytych kosmetyków. Same oceńcie, które stwierdzenie jest bardziej prawdopodobne.

Tytułem wstępu zapraszam Was do obejrzenia wrześniowych, a konkretnie już dziewiętnastych zużyć na moim blogu :) Postanowiłam zmienić też trochę formę opisywania wyrzutków, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.


Tak właśnie wygląda moja cała gromadka. Znowu jestem z siebie zadowolona, bardzo mnie cieszy, że pomimo wielu obowiązków znajduje czas na zużywanie kosmetyków. Uwielbiam wrzucać coraz to nowsze, puste opakowania do swojej denkowej reklamówki :)



1. Suchy szampon do włosów Syoss. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

2. Farba do włosów "Złocisty brąz" Garnier Olia. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

3. Odżywka do włosów farbowanych lub z pasemkami Garnier. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

4. Ogórkowo-miętowy szampon do włosów Anatomicals. RECENZJA
Kupię ponownie: NIE

5. Puder nadający objętości włosom Schwarzkopf. 
Ten produkt nie sprawdził się ani trochę, nie robił totalnie nic...tylko przetłuszczał szybciej włosy i sprawiał, że robiły się przyklapnięte.
Kupię ponownie: NIE


6. Odżywczy żel pod prysznic z kremem pistacjowym Dove. RECENZJA
Kupię ponownie: NIE

7. Żel pod prysznic "Alpejska Rozkosz". RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

8. Żel pod prysznic Nectar of Nature. 
Pięknie pachnący żel, który nie wysuszał mojej skóry. Dobrze mył i oczyszczał moje ciało, gęsta konsystencja sprawiła, że był bardzo wydajny.
Kupię ponownie: TAK


9. Odświeżający żel pod prysznic Joanna. RECENZJA.
Kupię ponownie: TAK

10. Żel pod prysznic Bebeauty. 
Fajnie pachnie, dobrze oczyszcza i jest tani. 
Kupię ponownie: TAK

11. Diamentowy peeling- masaż myjący Eveline. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK


12. Cukrowy peeling do ciała Perfecta. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

13. Peeling do ciała Full Mellow. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

14. Organiczny scrub solny z oliwą z oliwek Organix Cosmetix. RECENZJA
Kupię ponowienie: NIE


15. Żel do higieny intymnej Facelle. 
To już moje kolejne opakowanie tego kosmetyku, bardzo go lubię. Używam z przeznaczeniem ;) Jest łagodny, dobrze oczyszcza i nie podrażnia. Dodatkowym plusem jest jego wydajność i niska cena.
Kupię ponownie: TAK

16. Mydło do rąk grejpfrut i mandarynka Anatomicals. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

17. Ochraniacz z Adidasa. 
Często wracam do ich wytworów, ten wybrałam ze względu na fioletowe opakowanie :) Spisał się bardzo dobrze, robił to co ma robić, nie zostawiał śladów na ubraniach a dodatkowo nie grzeszył ceną. 
Kupię ponownie: TAK.


18. Intensywnie nawilżający balsam pod prysznic Eveline. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

19. Masło do ciała Wild Argan Oil The Body Shop. RECENZJA
Kupię ponownie: NIE

20. Morelowy krem matujący Soraya.
Bardzo go polubiłam, dobrze działa na moją buźkę i jest bardzo wydajny.
Kupię ponownie: TAK

W tej kategorii na zdjęciu brakuje jeszcze jednego masełka:

21. Masło do ciała Full Mellow. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK


22. Łagodny płyn micelarny do mycia twarzy i oczu Tołpa. 
Całkiem przyzwoity produkt, który dobrze oczyszcza buzię jednak jego cena nie jest zbyt przyjazna. Znam tańsze odpowiedniki :)
Kupię ponownie: NIE

23. Delikatny żel-krem łagodzący Bebeauty. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

24. Tester mgiełki do twarzy Organic Silica.
Nie zdążyłam użyć nawet raz bo się przeterminował, powiem tylko tyle, że ten kosmetyk brzydko pachniał :)
Kupię ponownie: NIE


25. Zmywacz do paznokci Isana. Dobry, duży, tani. 
Kupię ponownie: TAK

26. Krem do rąk i paznokci Cztery Pory Roku. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

27. Krem do twarzy Bjobi. 
Męczyłam go, męczyłam i w końcu wykończyłam. Nie zachwycił mnie.
Kupię ponownie: NIE

28. Odżywka do włosów Salviderm.
Nic specjalnego.
Kupię ponownie: NIE


29. Malinowy błyszczyk Essence.
Mam ich kilka sztuk, lubię je i chętnie do nich wracam. Są smaczne i ładnie wyglądają na ustach.
Kupię ponownie: TAK

30. Kredka do oczu Paese. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

31. Tusz do rzęs Lovely. RECENZJA
Kupię ponownie: TAK

32. Korektor nieznanej firmy :D
W każdym razie był najlepszy na świecie...
Gdy tylko go znajdę to zaopatrzę się ponownie.
Kupię ponownie: TAK


Na koniec czas na zużyte maseczki, waciki... :) Misz- masz.


33. Ekspresowa odżywka do włosów ISANA.
Kolejna, która nie robiła totalnie nic.
Kupię ponownie: NIE

34. Różane mydło do rąk.
Mydło jak mydło, brzydko pachniało :)
Kupię ponownie: NIE

W Ziaję, siarczkową moc i odżywkę z Marion również już nie zainwestuję.

Z powyższych pustaków na wyróżnienie zasługuje oczywiście maska dołączona do farby Oli. Jest cudowna!

I to by było na tyle :) Ładnie?

Addicted to cosmetics

68 Komentarzy:

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.