Malinowy peeling do ust — Mokosh

środa, 2 grudnia 2020

Cześć,
Jesień i zima to taki czas w roku, kiedy musimy bardzo mocno zadbać o pielęgnację swoich ust, ponieważ są one narażone na szkodliwe działanie niskich i ujemnych temperatur. O tyle, o ile latem praktycznie w ogóle nie sięgam po peelingi do ust, tak przy końcówce roku staram się zawsze, aby w mojej pielęgnacji zagościły. Z tego też względu przychodzę do Was dzisiaj z recenzją peelingu malinowego od Mokosh, który mi teraz towarzyszy.

Malinowy peeling do ust — Mokosh

Od producenta: Peeling do ust Malina został stworzony, aby w naturalny sposób pielęgnować delikatną skórę warg. Drobiny ksylitolu, czyli cukru brzozowego, skutecznie złuszczają i wygładzają usta, a także działają antybakteryjnie. Hipoalergiczna lanolina, masło Shea oraz wosk pszczeli natłuszczają wargi oraz chronią przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych. Olej z pestek malin wpływa na poprawę miękkości skóry ust, a pozostałe oleje silnie ją regenerują oraz zapobiegają wysuszeniu. Zawarta w peelingu witamina E to skuteczny przeciwutleniacz, który neutralizuje działanie wolnych rodników


Opakowanie: Peeling jest zamknięty w słoiczku o pojemności 15 ml.
Konsystencja: Jest dosyć rzadka, ale od razu można w niej zauważyć całą masę drobinek zdzierających.
Zapach: Przyjemny, słodki i malinowy.
Cena/dostępność: Za opakowanie musimy zapłacić około 31-32 zł. Ja ten kosmetyk naturalny upolowałam w sklepie internetowym Bee.pl :)


Moja opinia: Peeling czeka na nas w tekturowym kartoniku, docelowo słoiczek ma 15 ml, a do zestawu jest dołączona ulotka z podstawowymi informacjami, takimi jak sposób użycia, czy skład. Sam słoiczek jest dosyć wygodny, niemniej jednak wiele razy pisałam Wam o tym, że raczej nie jestem zwolenniczką nakładanie żadnych pomadek, czy nawet peelingów na usta za pomocą palców. Wciąż uważam, że to niehigieniczne, zwłaszcza gdy ktoś ma długie paznokcie. Dlatego też ja po ten scrub sięgam wyłącznie wieczorem, jest to jeden z ostatnich kroków mojej codziennej pielęgnacji. Konsystencja ma lekko różowy kolor, jest rzadka i widać w niej całą masę drobinek zdzierających. Do dokładnego posmarowania ust wystarcza odrobinka, co przekłada się oczywiście na dobrą wydajność tego produktu. Jego zapach i smak, bo to idzie tutaj w parze... jest obłędny. ;) Słodki, malinowy i taki wręcz jadalny. Uwielbiam nakładać ten peeling na usta, bo przez dłuższy czas wyczuwam wtedy bardzo przyjemną woń. Samo działanie również jest na duży plus. Ten peeling bardzo dobrze wygładza usta, zmiękcza je i pozostawia bardzo przyjemnymi w dotyku. Przy każdej aplikacji staram się wykonać delikatny masaż warg, wtedy drobinki się rozpuszczają, a na ustach pozostaje konsystencja w formie pomadki, dzięki której usta są bardzo dobrze nawilżone. Muszę też zwrócić uwagę na fakt, że ten peeling delikatnie koloruje usta, wyglądają one później, jakby były pokryte jakimś subtelnym błyszczykiem.

 

Jestem bardzo ciekawa, czy miałyście okazję wypróbować ten peeling? Jeżeli tak, to jak się u Was sprawdził?  

--------------------------------------------------------------------------- 
Obserwuj mój:
*FACEBOOK- KLIK  
  *INSTAGRAM-KLIK    
Ruda

 

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam tego typu produkty, zresztą akurat ten mokosh'a jest jednym z fajniejszych peelingów do ust :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie korzystam z kupnych peelingów do ust, więc i tego nie miałam. Robię sama :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam w swojej kosmetyczce peelingu do ust. Używam jedynie tego do ciała lub włosów. Jestem ciekawa efektów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja raczej peeling do ust zrobiłabym sama ;) ale chętnie wypróbowałabym inne kosmetyki Mokosh - jeszcze nic nie miałam, a słyszę same pochwały.

    OdpowiedzUsuń

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.