Odżywczy peeling cukrowy — Bielenda Exotic Paradise Figa

sobota, 9 stycznia 2021

Cześć,
przychodzę do Was dzisiaj z kolejną, a zarazem ostatnią recenzją peelingu z serii Exotic Paradise z Bielendy. W zeszłym roku pisałam Wam o scrubie nawilżającym, ujędrniającym i regenerującym, a dziś przyszedł czas na odżywczą figę. Nie wiem jak Wy, ale ja mam zawsze tak, że gdy jeden produkt z linii się u mnie sprawdzi, to automatycznie mam ochotę wypróbować wszystkie pozostałe. Tak też było z tymi peelingami Bielendy, dlatego cieszę się, że miałam okazję przetestować wszystkie rodzaje. :) 

Odżywczy peeling cukrowy — Bielenda Exotic Paradise Figa


Od producenta:  Peeling do ciała Bielenda Exotic Paradise Fig usunie ze skóry obumarłe komórki i zapewni jej doskonałą miękkość. Właściwości: nawilża i odżywia skórę, usuwa obumarłe komórki skóry, poprawia ukrwienie skóry, pozostawia skórę delikatną i miękką.

Opakowanie: Peeling jest zamknięty w bardzo wygodnym słoiczku o pojemności 250 g.
Konsystencja: Na pierwszy rzut oka widać, że jest w niej zatopiona cała masa drobinek zdzierających, a sama konsystencja przypomina trochę taką żelową galaretkę w lekko niebieskim kolorze.
Zapach: Iście letni! Wyczuwam figę, która jest połączona chyba z wodą kokosową. Całość wypada tak wręcz cukierkowy, ale aromat nie jest przesłodzony.
Cena/dostępność: Za opakowanie musimy zapłacić około 18-20 zł. Ja swój egzemplarz dorwałam na moim ulubionym Notino.pl. :)

Moja opinia: Ten peeling czeka na nas zamknięty w wygodne opakowanie o pojemności 350 g. Pod wieczkiem jest umieszczone sreberko zabezpieczające, dzięki któremu możemy mieć pewność, że nikt wcześniej nie używał naszego produktu. Z tyłu opakowania umieszczone są z kolei wszystkie podstawowe informacje, takie jak sposób użycia, czy skład. Dla mnie taka forma zapakowania peelingu jest zdecydowanie najwygodniejsza, ponieważ nie mam później problemów z tym, żeby zużyć dany kosmetyk do końca. Konsystencja w przypadku tej wersji ma lekko niebieski kolor, jest taka żelowa galaretowata, ale już na pierwszy rzut oka widać w niej całą masę drobinek zdzierających. Zapach ostatniego scrubu z serii Exotic Paradise wydał mi się chyba najładniejszy. Jest taki cukierkowy, słodki, a zarazem w ogóle nieprzesłodzony. Umila mi samą aplikację, a przy tym utrzymuje się jeszcze długo po wyjściu z łazienki. Ogólnie wszystkie te peelingi pachniały ładnie, najsłabiej wypada chyba wersja ujędrniająca. Tego scrubu również używałam zarówno na sucho, jak i na mokro i jestem bardzo zadowolona, z tego, jak działa. Na sucho można nim wykonać naprawdę mocny, czasem wręcz za mocny masaż, dzięki czemu naskórek jest zdarty rewelacyjnie. Zdecydowanie częściej sięgałam jednak po niego na mokro, bo taka forma aplikacji jest dla mnie całkowicie wystarczająca. Skóra po użyciu była niezwykle przyjemna w dotyku, miękka, gładziutka i nawilżona. Ten scrub rewelacyjnie radzi sobie nawet z bardziej problematycznymi partiami ciała, takimi jak stopy, czy łokcie. Co tu dużo mówić — jestem totalnie oczarowana peelingami z tej serii i chętnie do nich wrócę. :)


 Miałyście już okazję poznać peelingi z tej serii? Jak się u Was sprawdziły? :) 

--------------------------------------------------------------------------- 
Obserwuj mój:
*FACEBOOK- KLIK  
  *INSTAGRAM-KLIK    
Ruda

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam melonową wersję! :) Muszę sprawdzić pozostałe, chociaż wydaje mi ta najmniej ciekawa akurat :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten peeling ale inną wersję zapachową, ale na razie czeka na swoją kolej i nie mogę się już doczekać kiedy go użyję;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miała wersję z melonem i sprawdziła się super. To konkretny zdzierak w dobrej cenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Wersję melonową też miło wspominam :)

      Usuń
  4. Miałam wersję Pitaja i Melon, koniecznie muszę wypróbować dwie pozostałe wersje. :)

    OdpowiedzUsuń

To miło, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią.